Ubóstwo

Ubóstwo

Lata temu wygłosiłam przemówienie inauguracyjne na kapitule na temat „Rada ewangeliczna – ubóstwo”. Ponieważ rady ewangeliczne są istotnym fundamentem naszego życia duchowego, mam nadzieję, że uda mi się dzięki nim dać jednej lub drugiej osobie impuls lub pomoc dla jej własnego życia duchowego:

Wszystkie trzy rady ewangeliczne – a w tym przypadku szczególnie ubóstwo – nie są celem samym w sobie, ale są wyrazem „życia w obfitości”, obiecanego w Nowym Testamencie (J 10, 10). Oznacza to, że powinny one być, jak pisze s. Zoe Marie Isenring w swojej książce „Kobieta w apostolskich wspólnotach zakonnych”, „środkiem do większego, a nie mniejszego człowieczeństwa”.

Dla mnie brzmi to na początku prowokacyjnie i rodzi pewne pytania:

  1. Ubóstwo materialne jako takie nie jest dla mnie wartością, do której należy dążyć, ale jest niesprawiedliwością, której mamy zaradzić w imieniu Boga. Bóg pragnie pełni dla wszystkich ludzi, a więc także przezwyciężenia ubóstwa. Ponieważ nie możemy zmienić tych niesprawiedliwości siłą – czyli nową niesprawiedliwością – ten aspekt ubóstwa zobowiązuje nas do prostego i niewymagającego sposobu życia, do odpowiedzialnego korzystania z dóbr i staje się obowiązkiem dzielenia się z ludźmi z solidarności, ponieważ brakuje im najbardziej podstawowych środków do życia. Tak rozumiane ubóstwo staje się środkiem do tego, aby wspólnota ludzi była bardziej ludzka – środkiem do tego, aby świat był bardziej sprawiedliwy. Zadajmy sobie pytanie jako jednostki i jako wspólnota: – Jak prosty i bezpretensjonalny jest mój styl życia?

– Czy mój styl życia i życie wspólnoty staje się znakiem, a może przeszkodą?

– Czy jesteśmy osobami, które uroczyście złożyły ślub ubóstwa i teraz żyją całkiem wygodnie, a ludzie na zewnątrz, z drugiej strony, ci, którzy żyją w ubóstwie, rzeczywiście muszą je przeżywać?

2 Ubóstwo zawsze ma związek z wyrzeczeniem. Świadome i wolne wyrzeczenie jest nierozerwalnie związane z ubóstwem. Tam, gdzie brakuje tego aspektu, ślubowanie staje się pustym frazesem, a nasze życie staje się niegodne zaufania. Ale też ubóstwo nie może być sprowadzone jedynie do wyrzeczenia.  Zostałyśmy stworzone jako wolne i umiłowane córki Boga i Bóg dał nam rzeczy tego świata, abyśmy z nich korzystały. Możemy z nich korzystać z radością i odpowiedzialnością. Ślub ubóstwa nie zwalnia mnie ani nikogo z nas z odpowiedzialności za własne życie. To nie przełożony jest odpowiedzialny za moje życie, a także nie za to, że tak wielu rzeczy w życiu nie dostałam lub musiałam się bez nich obejść! Jestem stworzona przez Boga w wolności i chciana jako wolna istota ludzka. Także i przede wszystkim jako zakonnica. Tylko wtedy, gdy widzę siebie jako kochaną, chcianą i gdy mogę przyjąć rzeczy tego świata jako dar, jestem w stanie porzucić siebie i wszystko, by dalej dawać i działać bez oczekiwań.

Zapytajmy siebie jako jednostki i jako wspólnota:

– Czy doświadczam siebie jako córki kochanej przez Boga?

– Czy mogę się cieszyć z rzeczy tego świata?

– Czy mogę je potraktować jako prezent, czy muszę mieć wszystko?

-Czy znam różnicę między nienasyconą „chęcią posiadania” a dobrym „pozwoleniem sobie na coś”?

– Czy ja też mogę dać coś innym, być hojnym wobec nich?

– Czy mogę się bez tego obejść, nie stając się zgorzkniałą lub zrzędliwą?

  1. Ślub ubóstwa ma znaczenie i wartość tylko wtedy, gdy staje się nie tylko zewnętrznym sposobem życia, ale także postawą wewnętrzną. Tylko wtedy, gdy nie przywiązuję swojego serca do rzeczy tego świata, jestem naprawdę wolna, by naśladować Chrystusa. Ale to stawia mnie przed pytaniem: do czego przywiązane jest moje serce? W czym pokładam ufność? Czy naprawdę ufam Bogu, czy też muszę zadbać o siebie? Jest to prawdopodobnie najistotniejszy, ale i najtrudniejszy aspekt ślubu ubóstwa. Tylko ci, którzy są ubodzy w tym sensie, są w każdej chwili wolni na Boże wezwanie i mogą za nim podążać – bez przeszkadzającego bagażu. Nie chodzi tu tylko o rzeczy materialne, ale także np. o pozycję we wspólnocie, w pracy czy w życiu osobistym, na które się pracowało, a które szybko mogą stać się bogactwem. Zadajmy sobie pytanie jako jednostki i jako wspólnota:

– Do czego dąży moje serce?

– Czy ufam Bogu, że mnie prowadzi, czy też boję się Go i Jego wymagań?

– Czy muszę zabezpieczyć swoje życie, a więc mieć lub zatrzymać wszystko?

– Jak bogata lub biedna jestem naprawdę?

– Co mogę, a czego nie chcę porzucić: urząd lub zadanie, które sprawowałam tak długo; klasztor, w którym czuję się tak dobrze; stanowisko, które przyniosło mi tak wielki prestiż…?

Jest jeszcze wiele do powiedzenia na temat ślubu ubóstwa. Powinny one jednak stanowić jedynie mały impuls do refleksji i pomóc nam na nowo i głębiej zrozumieć i przeżywać ślub ubóstwa.

s. Petra Ladig

Klucz do współpracy

Klucz do współpracy

Kluczem do współpracy nie zawsze jest rozumienie wszystkiego. Kluczem do współpracy z łaską Bożą lub z dobrą wolą innych jest twoje serce i tęsknota twojego serca, aby kochać i współtworzyć. Wskazane jest, abyś wiedziała wszystko, ale twój upór, aby wiedzieć wszystko, może wszystko zepsuć. Ponieważ w każdej sytuacji występuje wiele znanych i nieznanych czynników, niektóre z nich możesz znać, a niektórych nigdy nie będziesz mogła poznać. Tak więc, zarówno twoje pragnienie, aby wiedzieć wszystko, jak i udawanie, że wiesz wszystko, zrujnuje sieć współpracy i interakcji. Wzrastaj w zaufaniu, dając przestrzeń czynnikom niepoznawalnym w każdej sytuacji i ciesz się pięknem życia.

Don Giorgio

Święty Józef przyjaciel od finansów

Święty Józef przyjaciel od finansów

Ponieważ obecni rok jest ogłoszony przez papieża Franciszka ,,Rokiem świętego Józefa”, pragnę podzielić się z Wami moją przyjaźnią z tym świętym.                                                                                             

Nabożeństwo do św. Józefa miałam od zawsze, już zanim wstąpiłam do naszego Zgromadzenia znałam litanię do św. Józefa na pamięć. Zawsze starałam się powierzać wiele spraw przez jego wstawiennictwo, szczególnie… sprawy finansowe…Nigdy mi nie odmówił pomocy.

W pamięci mam dwie szczególne sytuację z mojego życia.

Podczas, gdy byłam w Bardzie Śląskim, cała wspólnota sióstr wiedziała, że mam szczególne nabożeństwo do św. Józefa. Byłam wtedy przełożoną. Dom był bardzo duży i nieustannie coś się psuło lub wymagało remontu. Niestety brakowało na to pieniędzy. Modliłam się do mojego Przyjaciela św. Józefa, aby pomógł nam z tymi sprawami finansowymi.

Pewnego dnia rano, kiedy schodziłam do kaplicy zobaczyłam na korytarzu przed wejściem do kaplicy, że stoi figura św. Józefa, który w ręku trzymał kopertę. (Dodam tylko, że nigdy wcześniej ta figura tam nie stała). Pamiętam dobrze słowa, które wtedy wypowiedziałam na głos: ,,O jej a ty, skąd się tutaj wziąłeś?”. Po chwili, gdy wypowiedziałam te słowa, z głębi korytarza, usłyszałam śmiech sióstr, które ukryły się za rogiem. To najmłodsze siostry ze wspólnoty  postawiła tę figurę. Jak wspomniałam, Józef trzymał w ręku kopertę i jak się po chwili okazało były w niej pieniądze. Przyznam, że bardzo ucieszyłam się, gdyż mogliśmy wyremontować taką dużą salę, którą mogłyśmy przeznaczyć na rekolekcje dla przybywających do naszego domu pielgrzymów oraz na wspólne siostrzane spotkania.

Nigdy nie dowiedziałam się skąd były te pieniądze i kto nam je podarował (siostry nigdy nie powiedziały skąd). Ja jednak wierzyłam, że to sam św. Józef zatroszczył się o to.

Kolejna sytuacja wydarzyła się, jak potrzebowałyśmy pieniędzy na remont kuchni.

Ufając w pomoc św. Józefa, Jemu zawierzyłam całą tą sprawę i znalezieniem pieniędzy na jej remont.

Pewnego dnia w naszym domu odbywały się rekolekcje dla pielgrzymów. Pomagałam wtedy Siostrom w kuchni i pamiętam, że rozmawiałyśmy o remoncie. W pewnej chwili do kuchni wszedł ksiądz, który głosił wtedy u nas rekolekcje (obecnie jest biskupem). Przywitał się z nami, podszedł do mnie i kuchni i wręcza mi kopertę, mówiąc przy tym: ,,To od św. Józefa dla siostry”.  W kopercie były pieniądze, które wystarczyły na remont kuchni.

Te dwie sytuacje pamiętam w sposób szczególny, choć było ich jeszcze wiele.

Kocham św. Józefa bardzo. Mówię na niego też zdrobniale ,,Józefku pomóż”, proszę aby on ,,coś” wymyślił, ratował. I on zawsze pomagał i stawiał na mojej drodze życiowej wspaniałych ludzi. I pomaga do dziś. On jest niezawodny w niesieniu pomocy. W jednych sprawach działa od razu, w niektórych trzeba czekać dłużej na Jego wstawiennictwo, ale On zawsze pomaga i wstawia się,  tylko trzeba Jemu naprawdę zaufać, wierzyć i prosić Jego o pomoc.

S.M. Borgia Drobina

Kapłaństwo ks. Schneidera jako służba

Kapłaństwo ks. Schneidera jako służba

Święcenia prezbiteratu

Ks. Johannes Schneider w całym swoim kapłańskim życiu naśladował patrona wrocławskiej katedry tak w dziedzinie wierności swemu powołaniu jak i w zakresie nieskazitelnej czystości kapłańskiej. Jak napisał jego biograf ks. J. Schweter, dzięki nieskalanej czystości kapłańskiej „cieszył się pełnym szczęściem kapłańskiego powołania i miał serce pełne współczucia dla biednych ofiar namiętności i uwodzicielstwa”.

Dzień przyjęcia święceń kapłańskich uznał ks. Johannes Schneider za najważniejszy w swoim życiu. Cel, do którego dążył nieprzerwanie przez 12 lat i który opłacić musiał wieloma ofiarami i wyrzeczeniami, został wreszcie osiągnięty. Święcenia kapłańskie otworzyły przed nim możliwość realizacji swojego powołania jako kapłana ale także jako obrońcy najsłabszych i moralnie zagrożonych oraz założyciela nowego zgromadzenia zakonnego. Nigdy nie traktował kapłaństwa jako możliwości podniesienia swojego statusu społecznego, czy rozpoczęcia kariery.

Mszę prymicyjną odprawił 2 lipca 1849 r. w katedrze wrocławskiej w XIV-wiecznej kaplicy mariackiej. Kazanie w czasie Mszy św. prymicyjnej wygłosił jego rodak ks. dr Johannes Klein (1818-1890) wikariusz ze Ścinawy, bakałarz prawa kanonicznego i członek wielu towarzystw naukowych. Ks. Schneider podziwiał starszego kolegę od czasów szkolnych. Prymicje miały bardzo skromny charakter. Znamienny jest też fakt, że odbywały się we Wrocławiu, a nie w rodzinnej parafii w Rudziczce. Prawdopodobnie przyczyną tego mogła być sytuacja w rodzinnej parafii neoprezbitera. Wcześniejszy proboszcz i wielki protektor Johannesa Schneidera, ks. Antoni Hoffmann zmarł w lutym 1847 r., a parafią po jego śmierci zarządzał nie znany mu bliżej administrator. Dopiero w dniu 24 II 1851 r. Rudziczka otrzymała nowego proboszcza w osobie ks. Wilhelma Vogta.  Wydaje się także, iż ks. Johannes Schneider również później, już jako kapłan nie identyfikował się mocno z rodzinną parafią. Może świadczyć o tym zapis ks. Waltera Schwedowitza, proboszcza Rudziczki w latach 1921-1945, autora monografii o sześciu parafiach dekanatu prudnickiego, w tym także Rudziczki. Nie wymienia on ks. Johannesa Schneidera wśród kapłanów pochodzących z parafii w XIX w., ale umieścił krótki jego życiorys na końcu swojej książki, w którym przedstawił ks. Schneidera jako kapłana pochodzącego z parafii Rudziczka i założyciela Zgromadzenia Sióstr Maryi Niepokalanej. Fakt ten może świadczyć o tym, że autor zapomniał umieścić wzmianki o ks. Janie w swojej książce lub, że postać ta nie była mocno identyfikowana z parafią w Rudziczce.

 

Wikariusz w Wiązowie

 

Pierwszą placówką ks. Johannesa Schneidera była parafia w mieście Wiązów w powiecie Strzelin.  Pracował on w kościele św. Krzyża, św. Piotra i Pawła oraz św. Jadwigi – patronki Śląska.

Do Wiązowa ks. Jan Schneider trafił najprawdopodobniej wskutek ingerencji rektora Alumnatu ks. doc. dra Josepha Sauera, który mógł zabiegać o to, aby ks. Jan pracował w jego rodzinnej parafii, uznawszy go za odpowiedniego i nadającego się na to stanowisko. Szczęściem dla ks. Schneidera było to, iż pierwszy jego proboszcz ks. Franz Elpelt był kapłanem bardzo gorliwym i czułym na sprawy praktycznego rozwiązywania nabrzmiewających wówczas problemów związanych z tzw. kwestią społeczną.  W czasie pobytu ks. Jana Schneidera w Wiązowie, parafia liczyła około 3500 wiernych.  Gorliwość ks. Franza Elpelta wyczuliła ks. Schneidera na sprawę rozwiązywania problemów ludzi biednych, a szczególnie nędzy moralnej wśród pracujących kobiet. W miasteczku Wiązów wiele dziewcząt pracowało w fabryce cygar. Wpadały one wówczas w różnego rodzaju nałogi i złe towarzystwo. Ks. Schneider organizował dla nich spotkania w soboty i niedziele, które były dla pracujących dziewcząt okazją do integracji z rówieśnicami oraz były bezpiecznym i wartościowym środowiskiem spotkań.  Młody wikariusz Schneider dbał o ich godziwe rozrywki i o pogłębienie wiedzy religijno- moralnej.  Duża liczba służących dziewcząt pracowała również w majątkach ziemskich w piętnastu ośrodkach wiejskich, należących do parafii Wiązów. Uzależnione od chlebodawców były często narażone na demoralizację.

Ks. Johannes Schneider chciał je wyczulić na sprawy życia sakramentalnego, pielęgnowanie życia modlitwy. Przy pomocy swego proboszcza, z którym dobrze się rozumiał, wpływał także na ich rodziców i wychowawców. W tej dziedzinie znalazł pomoc w nauczycielu i dyrygencie chóru parafialnego – Depene. Dbał on o poziom śpiewu kościelnego w parafii i zachęcał młodzież do gorliwego udziału w nabożeństwach.

Jako młody wikary, ks. Schneider cały swój czas angażował na pracę i pomoc potrzebującym, którzy byli blisko niego.

 

Wikariusz w Kościele NMP na Piasku

 

Po dwóch latach pracy w Wiązowie ks. Jan Schneider został skierowany, w dniu 9 IX 1851 r. do pracy w parafii Najświętszej Maryi Panny na Piasku we Wrocławiu w charakterze wikariusza. Objął on tam miejsce ks. dra Franza Lorinsera, którego książę biskup dr M. von Diepenbrock mianował ojcem duchownym w Alumnacie.  Parafia Najświętszej Maryi Panny we Wrocławiu liczyła w 1851 r. około 1500 wiernych.

Nominacja ks. Jana Schneidera na stanowisko wikariusza w parafii Najświętszej Maryi Panny na Piasku na miejsce ks. dra F. Lorinsera, który należał do czołówki najwybitniejszych kapłanów diecezji wrocławskiej ówczesnego czasu, świadczy o tym, że ordynariusz wrocławski książę kardynał dr Melchior von Diepenbrock, poznał się na jego zdolnościach intelektualnych, duchowych i organizacyjnych. W tej świątyni pracowali w tym czasie bardzo utalentowani duszpasterze na czele z ks. doc. dr Józefem Wickiem (1820- 1903).

Ks. Jan Schneider pracował najpierw przy boku ks. Franza Hoffmanna, który był formalnie proboszczem w latach 1848-1852, a od 12 XI 1852 r. ks. Józefa Wicka. Nominacja ks. Wicka na stanowisko proboszcza w kościele Najświętszej Maryi Panny na Piasku była ostatnią nominacją chorego na raka księcia kard. dra Melchiora von Dipenbrocka. Ks. doc. dr J. Wick objął parafię 4 stycznia 1853 r.   W tym czasie proboszcz parafii Najświętszej Maryi Panny na Piasku administrował parafią św. Michała Archanioła.

Ksiądz Johannes Schneider jako wikariusz nawiązał bardzo serdeczną współpracę z ks. Robertem Spiske, założycielem Sióstr św. Jadwigi (1859 r.), który pracował w tej parafii od 20 VI 1848 r. także w charakterze wikariusza, ( od 2 IX 1851 do 18 I 1852 r. był administratorem parafii św. Michała we Wrocławiu), a od 18 I 1852 r. był kuratorem tej parafii.

Pierwszy proboszcz ks. Jana Schneidera ks. Franz Hoffmann był postacią konfliktową i tragiczną. W parafii Najświętszej Maryi Panny na Piasku nie pracował długo. Dnia 16 III 1852 r. został suspendowany, a pięć miesięcy później pozbawiony funkcji proboszcza przez kard. Melchiora von Dipenbrocka, z którym prowadził nieprzyjemne spory.

Ks. Schneider nie tylko nie miał najmniejszych nieporozumień ze swymi braćmi w kapłaństwie, ale potrafił nawiązać bardzo owocną współpracę również z nowo mianowanym 12 XI 1852 r. proboszczem ks. Józefem Wickiem i ks. Robertem Spiske. Tworzył z nimi dobry zespół w pracy duszpasterskiej. Jednocześnie mógł zapoznać się dzięki tej współpracy ze sposobami rozwiązywania problemów związanych z ówczesną biedą duchową i materialną społeczeństwa.

Ks. doc. dr hab. Józef Wick był nie tylko wybitnym duszpasterzem i uczonym kaznodzieją, ale także utalentowanym działaczem społecznym i organizatorem. Należał on w Niemczech – obok Augusta Reichenspergera i ks. Wilhelma Emmanuela von Kettelera – do promotorów ruchu wincencjańskiego. Brał udział w 1848 r. – obok księży śląskich Jana Baltzera, Henryka Förstera i Franciszka Wittkego – w pierwszym zjeździe katolików niemieckich w Moguncji. Po powrocie z Moguncji zorganizował w dniu 11 XI 1848 r. zjazd katolików śląskich we Wrocławiu. W latach 1848-1849 ks. doc. dr Józef Wick utworzył około 120 organizacji katolickich z centralą we Wrocławiu. Z jego inicjatywy powstał między innymi: Związek Katolickiego Wschodu, Katolicki Związek Rzemieślniczy, Internat dla Dzieci, Katolicka Biblioteka we Wrocławiu.  Na terenie Niemiec ruch wincencjański miał wpływ na powołanie organizacji kobiecych, które opiekowały się chorymi kobietami, porzucanymi dziećmi, dziewczętami zagrożonymi prostytucją. Organizacje św. Wincentego a Paulo walczyły z literaturą brukową, organizowały kasy oszczędnościowe, biblioteki, propagowały dobrą literaturę religijną wśród ubogich. Były zalążkiem Akcji Katolickiej na Śląsku.

 

Na zasadach Stowarzyszenia Konferencji św. Wincentego a Paulo działał od 1848 r. przy parafii Najświętszej Maryi Panny na Piasku Związek Katolickich Kobiet Zamężnych i Panien pod wezwaniem św. Jadwigi. Obejmował on około 3000 członkiń. Przeważały w nim nauczycielki i osoby wykształcone. Dzięki dobrej formacji tego Stowarzyszenia, zapewnionej przez ks. Roberta Spiskego, kobiety te opanowały trudną sytuację biednej ludności w mieście; roztoczyły bowiem opiekę nad ludźmi chorymi, więźniami, zaniedbanymi dziećmi. Z tego Stowarzyszenia wyłoniło się w 1859 r. żeńskie zgromadzenie Sióstr św. Jadwigi od Najświętszej i Niepokalanej Dziewicy i Bożej Rodzicielki Maryi, oparte na regule św. Augustyna dla III zakonu.

Ks. proboszcz Wick w 1863 r. założył periodyk „Breslauer Hausblätter” przekształcony na dziennik „Schlesische Volkszeitung”.  Dlatego w tej gazecie jest obszerny artykuł pośmiertny dotyczący ks. Schneidera!

Praca ks. Johannesa Schneidera w parafii Najświętszej Maryi Panny na Piasku i kontakty z wyżej wymienionymi kapłanami stanowiły ważną jego formację pastoralną. Przygotowała go do zadań wielkiego Apostoła miłosierdzia i zakonodawcy. W parafii Najświętszej Maryi Panny zyskał opinię znakomitego kaznodziei, spowiednika i organizatora.  W tej sytuacji wydaje się naturalne, że ks. Schneidera wybrano by założył kolejne nowe stowarzyszenie.

 

Duszpasterstwo w parafii św. Macieja

 

Następca księcia kard. Melchiora von Diepenbrocka (+1853) książę biskup dr Heinrich Förster, 3 IV 1854 r. mianował ks. Jana Schneidera kuratusem w parafii św. Macieja.

Parafia ta w 1853 r. liczyła 3975 katolików, podczas gdy parafia Najświętszej Maryi Panny liczyła na przestrzeni lat 1851-1853 około 1500 katolików.

Po zgonie proboszcza ks. Jonathana Hoffmanna (+18 I 1857 r.) ks. Jan Schneider został administratorem tej parafii. Kiedy ks. dr Franz Lorinser wycofał się w 1858 r. z pracy ojca duchownego w Alumnacie książę biskup H. Förster zamianował go 5 VII 1858 r. – jako starszego od ks. Schneidera kapłana – proboszczem parafii św. Macieja. Ks. J. Schneider został ponownie kuratusem, choć faktycznie to on, a nie ks. dr F. Lorinser troszczył się głównie o sprawy duchowe parafian. Tę zewnętrzną degradację przyjął w duchu posłuszeństwa bez oznak jakiegokolwiek sprzeciwu. ks. dr F. Lorinser był z zamiłowania naukowcem i oddawał się pracom badawczym i literackim.  Ks. F. Lorinser pełnił funkcje proboszcza do dnia 14 XI 1869 r.  W tym dniu książę biskup Henrich Förster zamianował ks. dra F. Lorinsera członkiem Kapituły  Katedralnej i zwolnił go z obowiązków proboszcza parafii św. Macieja. Od dnia 11 XI 1869 r. aż do  śmierci obowiązki proboszcza parafii św. Macieja pełnił ks. Jan Schneider.

Praca w parafii

Jako proboszcz odrestaurował kościół parafialny, odnowił cztery ołtarze, ambonę, tabernakulum i obraz w głównym ołtarzu. Większość remontów wykonywała wrocławska firma Karla Buhla, z którym ks. Jan ustalał prace i podpisywał kontrakty.

Ks. Jan Schneider jako proboszcz parafii św. Macieja administrował kościołem pod wezwaniem Najświętszego Imienia Jezus we Wrocławiu, który w wyniku likwidacji zakonu Jezuitów w 1773 r. i sekularyzacji śląskich klasztorów w 1810 r. przeszedł – wraz z kolegium – pod administrację władz miejskich.  Do 1819 roku był on kościołem uniwersyteckim i gimnazjalnym, a następnie parafialnym św. Macieja.  Ks. Jan Schneider upiększył wnętrze tej świątyni i dokonał w nim również licznych prac remontowych i konserwatorskich.  Prace te rozpoczął w 1872 r.  Przed tymi remontami Kościół Najświętszego Imienia Jezus był – wskutek braku remontów – w żałosnym stanie.

W roku 1869, gdy obejmował funkcję proboszcza, parafia św. Macieja liczyła 5850 katolików. Na jej terytorium były dwa kościoły: kościół gimnazjalny św. Macieja i kościół parafialny Najświętszego Imienia Jezus.  W 1876 r. w parafii pracowało, obok ks. J. Schneidera, pięciu kapłanów.  Ks. Jan Schneider był bardzo pracowitym i energicznym proboszczem.

Jego obowiązki jako proboszcza nie skupiały się tylko na renowacjach i remontach świątyni. Był bardzo aktywnym duszpasterzem inicjującym wiele grup modlitewnych i formacyjnych, organizującym życie duchowe parafii i obejmującym swoją opieką duszpasterską wiele różnorodnych grup istniejących w parafii.

Wydaje się, że tak intensywne życie kapłańskie i duszpasterskie wypełniło całkowicie zajęcia ks. Schneidera, ale to tylko wrażenie, bo przecież w tym samym czasie prowadził i organizował pomoc dla dziewcząt w stowarzyszeniu oraz poświęcał wiele uwagi powstającej z jego inicjatywy nowej wspólnocie zakonnej.

Wypełnianie tak wielu zadań i obowiązków może być możliwe tylko wtedy, gdy odda się siebie i swój czas do całkowitej dyspozycji Bogu, gdy służy się Jemu i nie szuka własnych korzyści.

s. Sybilla Kołtan

Ciesz się z tego, co osiągnęłaś

Ciesz się z tego, co osiągnęłaś

Ciesz się z tego, co osiągnęłaś i nie niszcz tego porównywaniem się z osiągnięciami innych. Patrz na osiągnięcia innych jak na dopełnienie, a nie jak na przeciwstawienie. Bardziej jako kontynuację niż jako coś odmiennego. W tym, co zrobiłaś, zawsze będzie możliwość poprawy. Ale przestrzeń dla poprawy nie jest przestrzenią umniejszania. Zrobiłaś to, co mogłaś i zrobiłaś przestrzeń mentalną na przyjęcie nowości innych. To stawia cię w pokoju z teraźniejszością zamiast tkwić w przeszłości z niezdrowymi sentymentami rywalizacji. Nie ma sensu robić konkurencji między swoimi przeszłymi osiągnięciami a czyimiś obecnymi osiągnięciami. Zsynchronizuj swoje koncepcje z obecnymi realiami w harmonii.

Don Giorgio