Wizytacja w Prowincji Niemieckiej

Wizytacja w Prowincji Niemieckiej

Na cały miesiąc listopad planowana jest wizytacja kanoniczna przełożonej generalnej w prowincji niemieckiej. W ostatnim czasie ograniczenia covidowe bardzo zmieniły plany jeśli chodzi o wizytacje w Zgromadzeniu. Mamy nadzieję, że tym razem będzie można bez przeszkód spotkać się z każdą wspólnotą, z każdą siostrą oraz odwiedzić naszych współpracowników. To szczególny czas dla przełożonej generalnej, ale i dla sióstr w prowincji niemieckiej. Zachęcamy wszystkie siostry ze Zgromadzenia oraz naszych przyjaciół do modlitwy w intencjach sióstr prowincji niemieckiej oraz o błogosławiony czas wizytacji.

Generalat SMI

Wtedy misja zostanie wypełniona

Wtedy misja zostanie wypełniona

Mentalność dzielenia się dobrem, które posiadamy, powinna być naszą stałą misją. W rzeczywistości, wymiar dzielenia się jest nieodłączną częścią każdego dobra, które do nas dociera. Jeśli nie dzielimy się z innymi, dobro to ulega w nas stagnacji i traci swoją „boską” naturę. Przekształca się w egoizm. Tak więc, aby uzyskać maksimum z każdego dobra, które do nas przychodzi, musimy być tylko kanałami. Kanałami dobra i nie blokować go w sobie. Pozwólmy mu płynąć do wszystkich wokół nas. Wtedy misja zostanie wypełniona.

Don Giorgio

Nowenna tydzień trzeci

Nowenna tydzień trzeci

W dzisiejszej Ewangelii Pan Jezus poleci swoim uczniom; Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie. A wy bądźcie podobni do ludzi oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze.

Sługa Boży ks. Jan Schneider pragnął jak najlepiej przygotować się do spotkania z Chrystusem w momencie przyjęcia sakramentu kapłaństwa. Po zdaniu egzaminu maturalnego w nyskim Carolinum, które miało miejsce dnia 20 września 1845 roku, razem z 13 kolegami z klasy wyjechał na studia do Wrocławia. Tylko jeden z maturzystów wybrał studia medyczne, pozostali zapisali się na teologię.

W czasach naszego Ojca Założyciela, jeśli kandydat do kapłaństwa chciał wstąpić do seminarium duchownego, musiał najpierw jako osoba świecka, ukończyć studia teologiczne. Uniwersytet Wrocławski posiadał wydział teologii katolickiej,  na którym studiowało w roku akademickim1845/46  199 studentów, oczywiście tylko mężczyzn i wydział teologii ewangelickiej z 72 studentami. Żacy mieszkali na prywatnych stancjach. Jan Schneider wynajął pokój na Ostrowiu Tumskim przy kościele św. Krzyża, w kamienicy pod nr 9. Cierpiał bardzo z powodu zimna. Mieszkał bowiem z przyjacielem w nieopalanej izbie. Aby ogrzać nieco piec, wkładali do niego ogarek od świecy. Kiedy to zauważyła właścicielka stancji, wówczas zaczęła im palić w piecu na własny koszt.

Przez trzy lata od 1845 do 1848 studiował przedmioty teologiczne oraz odbył służbę wojskową w 11 Regimencie Grenadierów we Wrocławiu jako ochotnik.  Nabyte w wojsku doświadczenia wykorzystał w czasie rewolucji, która wybuchła 6 marca 1848r. we Wrocławiu na fali wiosny ludów i solidarności z ruchami społecznymi we Francji i Austrii. We Wrocławiu doszło do krwawych starć z rewolucyjnie nastawionymi mieszkańcami miasta. Wystąpienia miały charakter lewicowy i antyklerykalny. W czasie zamieszek rewolucjoniści napadli  na mieszkania członków kapituły katedralnej na Ostrowiu Tumskim. Wtedy to Jan Schneider zorganizował załogę z kolegów studentów, sam stając na jej czele  i obronił zagrożonych kanoników wrocławskich przed napastnikami. Jego dzielna postawa zjednała mu życzliwość członów kapituły wrocławskiej a koledzy obdarzyli go wówczas tytułem „generalissimusa”.

Po trzyletnich studiach na Uniwersytecie Wrocławskim Sługa Boży wstąpił w październiku 1848 roku do seminarium duchownego, które w tym czasie nosiło nazwę Alumnatu i mieściło się w miejscu, gdzie dziś stoi budynek Biblioteki Archidiecezjalnej. Kandydaci do kapłaństwa przez 9 miesięcy kształcili się w zakresie teologii pastoralnej, liturgiki i ascetyki.

Przełożeni Alumnatu wystawili księdzu Janowi następującą opinię: „Duży, zdrowy. talent wystarczający, gorliwość zadowalająca, zachowanie zadowalające, charakter pilny, zgodliwy – z dobrą wolą, kazania też zadowalające, katechizm zadowalający”.

W czasie pobytu w Alumnacie Jan Schneider otrzymał strój duchowny, tonsurę i cztery niższe święcenia kapłańskie: ostiariat, lektorat, egzorcystat i akolitat oraz trzy wyższe: subdiakonat, diakonat i prezbiterat. Święcenia diakonatu otrzymał z rąk bpa pomocniczego Daniela Latusska dnia 21 czerwca 1849 roku w kościele św. Krzyża. Wraz z nim wyświęconych zostało 38 alumnów z archidiecezji wrocławskiej  oraz 4 z archidiecezji ołomunieckiej.

Święcenia kapłańskie udzielił mu ordynariusz archidiecezji wrocławskiej książę biskup Melchior von Diepenbrock w dniu 1 lipca 1849 roku w kościele św. Krzyża. Dzień przyjęcia święceń kapłańskich ks. Jan Schneider  uznał on za najważniejszy w swoim życiu. Było to dla niego dzień, w którym po kilkunastu latach przygotowań spotkał swojego Mistrza w sakramencie kapłaństwa. Do tej uroczystej chwili przygotowały go wydarzenia trudne, naznaczone ubóstwem materialnym, wymagające wielkiego zaparcia i wierności własnemu powołaniu życiowemu.

 

Jak postrzegam trudne wydarzenia, z którymi mierzę się we własnym życiu?  Czy przygotowują mnie one do spotkań z Chrystusem?

S.M. Elżbieta Cińcio

Problem całego świata?

Problem całego świata?

Jednym ze sposobów komplikowania sobie życia, a zwłaszcza życia ludzi wokół nas, jest przedstawianie naszego problemu jako problemu całego świata. To samo z doświadczeniami. To komplikuje całą sytuację wokół nas. Kiedy mój problem, którym powinienem się zająć, jest przedstawiany jako problem ogólny, wprowadzam w zakłopotanie wszystkich wokół mnie. Tylko dlatego, że nie wiem, jak sobie z tym poradzić. Przedstawianie mojego problemu jako problemu wszystkich nie jest rozwiązaniem mojego problemu. Unikaj więc takich sytuacji, samemu stawiając czoła naszym problemom z odwagą, aby ułatwić życie ludziom wokół nas.

Don Giorgio

Moje kroki na drodze do jedności

Moje kroki na drodze do jedności

W trakcie wielu naszych przemyśleń na temat „jedności”, jedna rzecz stała się bardzo jasna. Jedność nie jest czymś, co istnieje. Jedność to relacje, które powstają, które mogą wzrastać i pogłębiać się, i z którymi trzeba postępować ostrożnie, aby ich nie utracić (zob. także list s. Sybilli). Dlatego chciałbym się dziś z wami zastanowić nad tym, jak może powstać i pogłębić się jedność.

 

Jedność zaczyna się ode mnie

Jest taka prawda, którą uświadamiamy sobie w trakcie naszego życia – jedni wcześniej, drudzy później, i często jest ona bardzo bolesna: Nie mogę przyrządzać moich bliźnich, tzn. wyginać ich w taki kształt, w jaki chcę, aby byli. Jedynym sposobem na to jest siła, a ta często wymaga gorzkiej zemsty. Historia świata zna liczne tego przykłady, a wielu ludzi może również opowiedzieć o takich doświadczeniach: Rodzice, nauczyciele, duszpasterze. Jest to również ważne spostrzeżenie dla każdej wspólnoty. Nie mogę stworzyć jedności poprzez zmuszanie innych do wspólnego działania za pomocą zasad i przepisów.

Nie mogę zmienić innych. Zmiana może zacząć się tylko od siebie. Tak więc pierwszy krok w kierunku jedności zaczyna się również od mnie samej.

 

Jedność rośnie krok po kroku

Jedną z najbardziej znanych przypowieści Jezusa jest przypowieść o nasionach. Natura potrzebuje dużo czasu, aby rosnąć i przynosić owoce. To, co jest prawdą dla natury, jest również prawdą dla życia ludzi. Oto dwa aktualne przykłady:

– Niemiecka jedność

W kwestii jedności możemy się wiele nauczyć z historii Niemiec. Jednym z tych doświadczeń jest to, że jedność rozwija się powoli. Po okresie demarkacji w ramach „zimnej wojny” w Niemczech nastąpiła polityka zbliżenia między oboma państwami niemieckimi. I to była długa droga, która doprowadziła do zjednoczenia.

– Ekumenizm

Podobne doświadczenia są w dziedzinie ekumenizmu. Również w tym przypadku podjęto wiele wysiłków, aby zbliżyć do siebie te dwa główne wyznania chrześcijańskie.

Przede wszystkim jasne jest, że to zbliżenie odbywa się od dołu. Ludzie poznają się nawzajem, odkrywają piękne strony i mocne strony drugiej osoby i w ten sposób mogą przezwyciężyć podziały i rozłamy.

 

Jedność coś kosztuje

Czy słyszałaś powiedzenie: „Co nic nie kosztuje, jest nic nie warte”? Nie sądzę, żeby to powiedzenie miało aż tak duże znaczenie. To trochę tak, jak z błędną opinią, że lekarstwo musi mieć gorzki smak, jeśli ma pomóc. Ale w przypadku jedności, powiedziałbym, że ma to swoją cenę. Jaka jest cena jedności?

 

Wspomnienia z czasów szkolnych: Niektóre dzieci uczyły się czytania i arytmetyki szybciej, innym zajmowało to więcej czasu. Nasza nauczycielka często miała dużo cierpliwości, aby słabsi nadążali i aby klasa nie była dzielona na dwie grupy.

Doświadczenia podczas wspólnej wędrówki: szybsi w grupie musieli ciągle czekać, abyśmy mogli dotrzeć do celu razem jako grupa.

Cierpliwość, rozwaga, konieczna pokora… to ważne kroki na drodze do jedności.

 

Oddając kawałek siebie

Chciałabym opowiedzieć Wam najpiękniejszą, ale z pewnością też najdroższą cenowo jedność z historią małego solnego ludzika.

Mały solny człowiek podczas swojej wędrówki przez bezkresne pustynie dotarł w końcu do morza. Nigdy wcześniej nie widział morza i był nim zafascynowany. Był pod wrażeniem siły jej fal i czuł emanującą z niej świeżość.

„Dzień dobry!” – powiedział mały solny człowiek. – „Dzień dobry,” odpowiedziało morze. Kim jesteś?” zapytał solny człowiek. – „Ja jestem morzem” – odpowiedziało morze. „Co to znaczy?” – zapytał solny człowiek. „Jeszcze cię nie znam”.  – „Jeśli chcesz Mnie poznać, musisz podejść bliżej”.

Mały solny człowiek zrobił więc krok bliżej, a potem jeszcze jeden krok, i jeszcze jeden, aż stanął jedną nogą w wodzie. I rzeczywiście: nagle poczuł cudowną świeżość morza i jego potęgę. Ale kiedy ponownie wyszedł z wody i spojrzał na swoją stopę, stopy już nie było.

„Co zrobiłeś z moją stopą?” zapytał podekscytowany mały solny człowiek.” Ale morze pozostało spokojne: „Jeśli chcesz mnie poznać, musisz oddać kawałek siebie”.  – „Jeśli chcesz mnie poznać, musisz oddać kawałek siebie” – powtarzał mały solny człowieczek, starając się to dobrze zapamiętać. I znów postawił jedną nogę w morzu, potem drugą, i coraz dalej i dalej wchodził, mając to radosne uczucie, że coraz lepiej poznaje morze.

(z jęz. chińskiego)

Jeśli chcesz mnie poznać, musisz dać coś z siebie … dotyczy to powstawania i wzrostu relacji, dotyczy to również jedności wspólnoty.

Ks. Prałat dr. Stefan Dybowski

 

13.09.2021   Konferencja dla sióstr na dzień skupienia w klasztorze St. Augustinus, Berlin-Lankwitz