paź 19, 2021 | AKTUALNOŚCI, HISTORIA
Na Mszy świętej, która za chwilę zostanie odprawiona, kapłan podczas modlitwy kolekty wypowie w imieniu nas wszystkich prośbę do Boga: Niech Twoja łaska zawsze nas uprzedza i stale nam towarzyszy, pobudzając naszą gorliwość do pełnienia dobrych uczynków.
Pierwszym miejscem w życiu każdego z nas, w którym mamy możliwość uczenia się postawy gorliwości i pełnienia dobrych uczynków jest dom rodzinny. Takim też był dom Sługi Bożego księdza Jana Schneidera.
Nasz Ojciec Założyciel przyszedł na świat 11 stycznia 1824 roku w Mieszkowicach na ziemi prudnickiej. Dwa dni później został ochrzczony w miejscowym kościele filialnym św. Jerzego. Otrzymał imiona Jan Jerzy, które nosili jego ojciec i jego dziadek ze strony ojca. Ojciec i matka chrzestna pochodzili z Mieszkowic, dodatkowo miał jeszcze drugą matkę chrzestną pochodzącą z rodzinnej wioski swojej mamy Katarzyny, czyli z Łąki Prudnickiej.
W domu Schneiderów urodziły się po Janie jeszcze dwie siostry, tak więc pięcioosobowa rodzina była środowiskiem, które ukształtowało postawę naszego bohatera, wyczulonego na ludzką biedę i śpieszącego ratować ludzi stojących nad przepaścią zła moralnego.
Dziś na skraju Mieszkowic nie zobaczymy już domu rodzinnego księdza Jana. W tym miejscu moje Zgromadzenie postawiło na cokole białą figurę Matki Bożej Niepokalanej.
Katolicy w Mieszkowicach stanowili mniejszość wyznaniową w stosunku do miejscowych protestantów. Katolicka szkoła podstawowa mieściła się w sąsiedniej miejscowości, w Rudziczce, w której również był kościół parafialny. Tak więc Sługa Boży od 6 roku życia każdego dnia przemierzał dwa i pół kilometra w jedną stronę do szkoły, aż skończył siedem klas. Regularnie służył do Mszy św. w mieszkowickim kościele. Miał marzenie, po ludzku niemożliwe do zrealizowania, chciał służyć Panu Bogu jako kapłan. Wiązało się to ze zdobyciem wykształcenia średniego i wyższego. A na to nie było stać jego rodziców, by posłać syna do szkół.
Opatrzność Boża postawiła na jego drodze szlachetnego proboszcza posługującego w Rudziczce, księdza Antoniego Hoffmanna, któremu leżało na sercu pomaganie dzieciom, aby zdobywały wykształcenie zgodnie z ich zdolnościami i realizowały swoje śmiałe marzenia. Trzem chłopcom w czasie swojego proboszczowania pomógł materialnie w dojściu do święceń kapłańskich. Jednym z nich był Jan Schneider. Proboszcz przekonał jego rodziców, aby posłali syna do Nysy, do Carolinum i zaofiarował pomoc materialną. Była to szkoła średnia z tradycjami, której absolwentami byli między innymi król Polski Michał Korybut Wiśniowiecki, syn króla Jana III – Jakub. Osiem lat edukacji w Nysie upłynęło naszemu Założycielowi na pilnej nauce, doświadczaniu niedostatków materialnych i pełnieniu posługi ministranta w kościele szkolnym pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Jan nie miał zegarka i na wyczucie budził się w nocy, aby punktualnie o godz. 5.00 stanąć u stóp ołtarza i służyć księdzu Dyrektorowi Carolinum do Mszy św. Nie jeden raz stał nocą po kilka godzin przy zamkniętych drzwiach kościelnych a miejski strażnik nocny odsyłał go słowami: idź jeszcze do domu, bo jest dopiero godzina pierwsza w nocy. Za posługę ministranta otrzymywał rocznie 1 talara, który był w tym czasie dla robotnika rolnego zapłatą za jeden tydzień pracy.
Do egzaminu dojrzałości przystąpił w 1845 roku. Na świadectwie maturalnym zapisano, że Jan Schneider wszystkim przedmiotom oddawał się z wielką pilnością, a w tym, co robił, zaobserwować można było punktualność, zamiłowanie do porządku i staranność. Oceny celujące otrzymał z religii i matematyki. Niestety jego matka, nie mogła cieszyć się sukcesami syna, bowiem rok wcześniej odeszła do Domu Ojca.
Jan Schneider ze świadectwem dojrzałości w ręku wyruszył do Wrocławia.
W chwili refleksji postawmy sobie pytania:
Co zostało z moich młodzieńczych marzeń? Kto wspierał mnie w realizacji szlachetnych pragnień?
S.M. Elżbieta Cińcio
paź 14, 2021 | POZYTYWNE IMPULSY
Opinia osób wokół nas ma na nas ogromny wpływ i prowadzi do powstawania uprzedzeń wobec innych. To, co musimy wyćwiczyć w sobie, to używanie opinii jako narzędzi do naszej dyspozycji, a nie jako okularów, przez które widzimy drugą osobę. Jeśli używamy opinii innych jako okularów, możemy stracić możliwość spojrzenia na drugą osobę z własnej perspektywy. Tracimy swoją wolność i stajemy się uwarunkowani. Dlatego trenuj siebie, aby używać opinii o innych jako uzupełniających lub dodatkowych i nie pozwalać im zastąpić twojego bezpośredniego i otwartego doświadczenia z tą osobą.
Don Giorgio
paź 12, 2021 | AKTUALNOŚCI
07 grudnia 2021 roku mija 145. lat od śmierci naszego ks. Założyciela sługi Bożego ks. Jana Schneidera.
Wrocław żegnał kapłana – serdecznie oddanego Kościołowi, miastu, parafianom, siostrom …ludziom. Ksiądz Jan „był jak ogień, który grzał płomieniem młodości, spalając się w pracy duszpasterskiej, w pracy dla dzieł charytatywnych i w tworzeniu nowego Zgromadzenia. Nigdy nie korzystał z żadnego wypoczynku, dwukrotnie był zmuszony wziąć urlopu dla podratowania zdrowia” wspomina ks. Władysław Bochnak. Ksiądz Jan, nazywany apostołem miłosierdzia, nie liczył czasu dla potrzebujących, był zapalonym wikariuszem w pełni obecnym, w posłudze dla wiernych parafii Najświętszej Maryi Panny na Piasku we Wrocławiu. Jako proboszcz mocno zaangażowany w życie powierzonej mu parafii św. Macieja, podejmował wiele aktywności społecznych i charytatywnych a równocześnie tworzył i czuwał nad powstającym nowym zgromadzeniem zakonnym. Intensywna aktywność dla dobra tak wielu dusz, w tak wielu przestrzeniach duszpasterskich spowodowała przedwczesne wyczerpanie organizmu, na skutek czego zmarł mając 53. lata. Jego śmierć poruszyła wielu. Arcybiskup Henryk Forster mówił o nim, że: „ Był on wielką ozdobą duszpasterzy na Śląsku, a to, ze względu na niezwykłą gorliwość, siłę woli i głębokie życie wewnętrzne.”
Nabożeństwo żałobne zostało odprawione we wrocławskim kościele pod wezwaniem świętego Macieja przez księdza Roberta Spiske – założyciela sióstr jadwiżanek. Homilie wygłosił proboszcz parafii Świętego Michała we Wrocławiu, ksiądz Gustav Haucke, który zwrócił się do zmarłego kapłana:
„Drogi Zmarły Bracie, wyjdź z tego Twojego kochanego kościoła, który tak lubiłeś odnawiać i przyozdabiać! Wyjdź w towarzystwie Twojej trzody i Twoich braci kapłanów i odejdź na miejsce pokoju, do domu, którego nikt Ci nie odbierze. (…). Pójdą za Tobą łzy wdzięczności i modły błagalne Twojej parafii, Twoich krewnych i Twoich podopiecznych, pójdzie memento Twych współbraci (…), pójdą Twoje dobre uczynki i zasługi, za które nich Ci wynagrodzi nasz Pan i Sędzia, Jezus Chrystus, radością i szczęśliwością w niebie”.
Sługa Boży, Ks. Jan Schneider zmarł w 53. roku życia, 7 grudnia 1876 roku we Wrocławiu, w wigilię święta Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny.
Jako duchowe córki Księdza Jana w pierwszy wtorek każdego miesiąca, modlimy się we wszystkich wspólnotach zakonnych o dar beatyfikacji naszego Założyciela. W tym roku za sugestią Przełożonej Prowincjalnej Prowincji Polskiej Zgromadzenia s.M. Magdaleny Zabłotnej, rozpoczęłyśmy 05 października nowennę dziewięciu wtorków przy Założycielu. Cotygodniowa modlitwa połączona z konferencją s. Elżbiety Cińcio, pozwoli uczestnikom nabożeństwa poznać etapy życia sługi Bożego. Nasze siostry, które gromadzą się w kościele na Piasku z różnych placówek modlą się wraz z wiernymi najpierw na adoracji połączonej z modlitwą różańcową. Wystąpienie s. Elżbiety ma miejsce przed przed Mszą św. o 18.00, tym razem siostra przedstawiła sylwetki rodziców ks. Jana – Katarzyny i Jerzego Jana i wprowadziła słuchaczy w atmosferę rodzinnego domu małego Janka. Eucharystia sprawowana w intencji o beatyfikacje ks. Założyciela staje się także dziękczynieniem i wyjątkowym wołaniem naszego Zgromadzenia o duchowe dobro dla każdej z nas osobiście i całej Kongregacji.
Nowenna dziewięciu wtorków już wystartowała. Nasz klasztor w Raciborzu Brzeziu znalazł się wraz z klasztorem w Raciborzu i Pyskowicach jako rozpoczynający to nowennowe pielgrzymowanie. Każdy kolejny wtorek liturgie przygotowują kolejne wyznaczone domy i tym sposobem wszystkie siostry mogą tworzyć duchowy bukiet serdecznej modlitwy zanoszony Bogu z miejsca spoczynku naszego Ojca Założyciela.
s. M. Małgorzata Cur
paź 11, 2021 | AKTUALNOŚCI
Szkoła Podstawowa English Medium Primary School w Mwanga nosi imię Jana Schneidera. Jan Schneider jest patronem naszej szkoły.
Szkoła ta jest dla dzieci w wieku od 5 do 13 lat. Dzieci otrzymują edukację szkolną, życiową, a także edukację moralną i religijną.
DZIWNA NAZWA, ALE SŁAWNA
Na początku ludzie, którzy mieszkają tutaj w Mwanga, słysząc nazwę szkoły i widząc zdjęcie Jana Schneidera, nie rozumieli pochodzenia i natury tej nazwy.
Zawsze mówili, że jest to nazwa szkoły, ale trudna w wymowie i bardzo dziwna, zwłaszcza „Schneider”. Zawsze pytali, kim jest ten człowiek?
Niektórzy ludzie zwykli mówić
– Ten człowiek jest z Europy, jest tym, który zbudował szkołę.
– Ten człowiek jest właścicielem szkoły
– Ten człowiek jest księdzem, ale jest tym, który zbiera fundusze na budowę szkoły
– Ten człowiek jest święty, jest patronem uczniów, więc siostry biorą go za patrona i używają jego imienia.
Powoli, dzięki wyjaśnieniom sióstr, część osób zrozumiała, że Jan Schneider jest założycielem naszego Zgromadzenia.
Dzięki obecności tej szkoły w Mwanga, nasz Założyciel jest szeroko znany w wielu miejscach w Tanzanii, chociaż do tej pory wielu ludzi nazywało naszą szkołę SZKOŁĄ ŚW. JANA SCHNEIDERA!
JAK NAZYWAJĄ GO UCZNIOWIE
Po tym jak uczniowie dowiedzieli się o naszym Założycielu, teraz poznają i rozumieją kim jest Jan Schneider. Obecnie nazywają go tylko nazwiskiem „Schneider”, nawet ludzie z naszego otoczenia nazywają naszą szkołę szkołą Schneidera i wymawiają ją bardzo dobrze, mimo że nazwa ta jest u nas tak dziwna. Oczekujemy, że niektórzy rodzice nadadzą swoim nowonarodzonym dzieciom imię Schneider.
Sr. Maksymiliana SMI
paź 11, 2021 | AKTUALNOŚCI, HISTORIA
W tym roku 7 grudnia przypada 145 rocznica śmierci ks. Jana Schneidera, Założyciela Zgromadzenia Sióstr Maryi Niepokalanej. My, jego duchowe córki pragniemy duchowo przygotować się do tej rocznicy poprzez uczestnictwo w nowennie 9 wtorkowych Mszy św. sprawowanych w tym kościele w intencji o beatyfikację Założyciela.
Dziś, w pierwszy wtorek wspomnianej nowenny Liturgia Słowa zaprosi nas do Betanii, do domu rodzonych sióstr Marty i Marii, które miały brata Łazarza.
Przed Eucharystią przenieśmy się myślami do innego domu, w Mieszkowicach koło Prudnika, w którym żyły siostry Anna i Maria oraz ich starszy brat Jan, późniejszy kapłan wrocławski i Założyciel mojego Zgromadzenia. Ten dom to budynek mały, kryty strzechą, stojący na końcu Mieszkowic, ale nie w materialnej formie była jego wyjątkowość a w rodzinie, która w nim zamieszkała.
Wynajęty został przez nowożeńców: Katarzynę i Jana Schneiderów, którzy 200 lat temu, 30 września 1821 roku w kościele św. Jerzego w Mieszkowicach zawarli święty związek małżeński. Do wspólnoty małżeńskiej wnieśli szczerą miłość i ogromną pracowitość, dzięki którym od podstaw mogli się dorobić najpotrzebniejszych przedmiotów i kupić wynajmowany dom, zanim na świat przyszło potomstwo. Ojciec rodziny był z zawodu rzeźnikiem, dodatkowo zatrudniał się jako robotnik rolny w majątku parafii w Rudziczce a zimą trudnił się tkactwem. Zawsze starał się tak zorganizować pracę, aby uczestniczyć w obiadach rodzinnych. Matka, Katarzyna, zanim wyszła za mąż pracowała u bogatych gospodarzy jako pomoc domowa. Po ślubie często wspomagała budżet rodzinny najmując się u sąsiadów do ciężkich prac sezonowych.
Pierworodny syn Jan Jerzy przyszedł na świat 11 stycznia 1824 roku, a po nim w 1827 r. córka Anna Rozalia i w 1832 najmłodsza córka Maria Janina.
W domu rodzinnym Schneiderów było miejsce i na wspólne rozmowy i na modlitwę w gronie rodzinnym i na wybaczanie sobie nawzajem. Tak w miłości, wyrzekaniu się siebie w klimacie ubóstwa materialnego rodzice ukształtowali duchowe sylwetki swoich dzieci, córki wybrały stan małżeński a syn odkrył w sobie powołanie kapłańskie.
Małżeństwo Jana i Katarzyny Schneiderów przetrwało w ślubowanej sobie wierności 23 lata. Katarzyna zachorowała na gruźlicę i w 1844 roku zakończyła swoje ziemskie życie. Ojciec Jan Jerzy dożył sędziwych lat jako wdowiec. Pochował go własny syn kapłan.
Małżonkowie Katarzyna i Jan trwając w miłości i wierności małżeńskiej zrealizowali swoje powołanie życiowe. Wychowali dobrze troje dzieci a Kościołowi dali kapłana i prawnuczkę – siostrę zakonną członkinię mojego Zgromadzenia Sióstr Maryi Niepokalanej.
Wspomnijmy w tym miejscu swoich rodziców, którzy przekazali nam wartości duchowe. Ich modlitwy i ofiary niech przynoszą stokrotne owoce w naszym życiu i niech nie zostaną przez nas zmarnowane.
S.M. Elżbieta Cińcio