cze 6, 2021 | AKTUALNOŚCI, FORUM
Mam na imię Magdalena i mam 35 lat. SIOSTRY MARYI NIEPOKALNEJ towarzyszyły w moim życiu od zawsze. Już będąc w przedszkolu Siostra uczyła mnie katechezy. Będąc w szkole podstawowej s. Małgorzata prowadziła, taką małą wspólnotę ,,Dzieci Maryi” do której należałam. Pamiętam jak nosiłyśmy wtedy takie niebieskie pelerynki. Było nas około 25 dzieci. Uczestniczyłyśmy aktywnie na Mszach świętych – w okresie Wielkiego Postu prowadziłyśmy Drogę Krzyżową dla dzieci, kiedy był okres różańcowy, w październiku prowadziłyśmy różaniec, a w adwencie chodziłyśmy na roraty. Były to piękne czasy. Później, już jako nastolatka przez kilka lat jeździłam na rekolekcje dla dziewczyn do Barda Śląskiego albo Wrocławia, które organizowały Siostry (z niektórymi, które brały udział lub je prowadziły, mam kontakt do dziś). Czas rekolekcji wspominam bardzo dobrze. To był niesamowity czas, czas poznawania nowych osób, czas integracji z Siostrami i z innymi dziewczynami, czas poznawania życia Sióstr. Codzienne Msze święte, adoracja, były dla mnie niezwykłe, mogłam zbliżyć się i poznawać miłość Pana Jezusa, adorować Najświętszy Sakrament, napełniać się Bożą obecnością. Jako nastolatka byłam także wolontariuszką w Zakładzie Opiekuńczo Leczniczym dla dzieci z niedorozwojem psychicznych i fizycznym, który prowadziły Siostry. Podczas odwiedzin dzieci, miałam również możliwość chodzenia do kaplicy aby pomodlić się, czasami modliłam się z Siostrami różaniec, brewiarz. Bardzo chętnie przychodziłam, aby spędzić czas z tymi dziećmi, pobawić się, przytulić, umilić im czas, dać im trochę miłości, której im brakowało, ponieważ często nie mieli oni rodziców, którzy by ich odwiedzali. Okres ten był piękny a zarazem trudny, ponieważ wiele z tych dzieci było bardzo ciężko chorych, ale każde było piękne, bo przecież było dzieckiem Boga. To właśnie stamtąd, z tego wolontariatu u Sióstr, wzięło się u mnie, moje powołanie do pracy z chorymi ludźmi. Obecnie pracuje jako opiekun medyczny już 13 lat. Choć nieraz w mojej pracy jest ciężko, daje mi ona wiele satysfakcji ponieważ mogę pomóc drugiemu człowiekowi, który jest w potrzebie, zaopiekować się nim, uśmiechnąć, porozmawiać, zrobić wszystkie czynności pielęgnacyjne, których oni sami, często nie są w stanie zrobić samodzielnie.Tak naprawdę nie doceniamy tego co mamy dopóki sami nie znajdziemy się na miejscu ludzi chorych, po wypadkach czy udarach…. Moje życiowe motto brzmi: ,,Traktuj drugiego człowieka tak jakbyś sam/sama chciał/a być traktowana”, dlatego staram się otaczać troską powierzonych mi ludzi w taki sposób, w jaki sama chciałabym być traktowana, gdybym zachorowała i potrzebowała nieustannej opieki. Bardzo cieszę się, że w moim życiu miałam możliwość poznania Sióstr Maryi Niepokalanej. Kiedyś nawet myślałam żeby zostać siostrą zakonną J jednak odkryłam, że moim powołaniem jest życie w małżeństwie. Z perspektywy czasu, widzę, że to wszystko czym ,,nasyciłam się”, jako dziewczynka, później jako nastolatka poprzez uczestnictwo w rekolekcjach, które organizowały Siostry, udział w wolontariacie, emanowało na moje dalsze życie. Siostry bardzo dużo mnie nauczyły, szczególnie cierpliwości i empatii do drugiego człowieka. Dużo osób zadaje mi takie pytanie: ,,Madzia skąd ty bierzesz swój optymizm, zawsze jesteś taka uśmiechnięta”. Tak naprawdę, dużo daje mi wiara oraz moja praca jaką wykonuje. Jestem osobą wierzącą i nigdy nie zmieni się to!! Cieszę się każdym nowym, danym mi dniem. MIŁOŚĆ PANA JEST WIELKA! i nieraz już doświadczyłam Jego obecność w moim życiu. Czasami narzekamy, że coś nam nie wyszło…że nie mamy czegoś. A czy zastanawiamy się ,, Czy jest, to aż tak ważne? Czy dobra materialne, aż tak się liczą? Czy stanowiska, wykształcenie stanowi o mojej wartości? Jezusa, kiedy brał krzyż na swoje ramiona – nikt nie pytał się czy chce go wziąć. On wziął krzyż i umarł potem za nasze grzechy. ON nie narzekał, że Mu ciężko, że Mu źle. PAMIĘTAJMY o tym, że to co dla człowieka wydaję się niemożliwe u Boga wszystko jest możliwe.
MAGDA
cze 1, 2021 | AKTUALNOŚCI
Gdy zbliża się Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej nasuwa mi się wiele wspomnień, skojarzeń związanych z Najświętszym Sakramentem. Tyle jest dokumentów, książek, kazań czy konferencji na temat Eucharystii… Nie pamiętam już gdzie zetknęłam się z takim określeniem: Sakrament życia konsekrowanego. Autor uzasadniał, że skoro dwa stany w Kościele – kapłaństwo i małżeństwo – mają swój sakrament, to sakramentem właściwym dla osób konsekrowanych jest Eucharystia gdyż w niej jednoczą się ze swoim Oblubieńcem.
Najczęściej mamy możliwość codziennego uczestniczenia we Mszy Świętej w naszych domach zakonnych lub kościołach parafialnych. Czas kiedy z powodu choroby czy innych okoliczności nie mogę w niej uczestniczyć jest dla mnie przykrym doświadczeniem, przypomnieniem własnego ubóstwa i ludzkich ograniczeń. Wiele osób wierzących ma podobne przeżycia, zwłaszcza obecnie w dobie trwającej ciągle pandemii. Uczestnictwo w Najświętszej Ofierze jest codziennym źródłem łaski i światła przychodzącego przez Słowo Boże albo teksty mszalnych modlitw, wezwań czy pieśni. Podobnie chleb i wino, które Chrystus wybrał aby stały się Jego Ciałem i Krwią,
w prostocie swojej materii przypominają o Bożym upodobaniu do tego co małe, pokorne i kruche. Gest łamania Chleba przed obrzędem Komunii przypomina mi o pokorze Boga i poddaniu się człowiekowi. A kiedy Pan Jezus przychodzi w Komunii świętej pozwala doświadczyć swojej przemieniającej bliskości i zaufania do mnie słabego człowieka. Jestem w komunii z Nim
i z Kościołem, moją wspólnotą. Mając kontakt z wieloma osobami o odmiennych poglądach, wierze czy stylu życia, przychodząc do kościoła na Eucharystię tym bardziej czuję, że jestem w domu. Dom mojego Pana jest moim domem. Będąc na Mszy świętej już nie działam indywidualnie ale we wspólnocie. Wykonywane gesty, wypowiadane słowa, przyjmowane postawy ciała prowadzą do przejścia od ,,ja” do ,,my”. Wartość jednoczącą Eucharystii odkryłam bardziej przebywając przez wiele lat w małej wspólnocie kiedy mogłyśmy razem ją przeżywać w niedziele, a jako wspólnotowe święto i wyróżnienie gdy Msza święta sprawowana była w naszej domowej kaplicy.
Staranie o to, by w każdym naszym domu była kaplica z Najświętszym Sakramentem jest wyrazem mądrości Kościoła, Zgromadzenia. Mieszkamy realnie pod jednym dachem z naszym Panem. Jego cicha obecność towarzyszy naszym codziennym sprawom. Kiedy w cichej adoracji trwam w Jego obecności zachwyca mnie Jego miłość wyrażająca się z znaku Chleba Eucharystycznego. Mam być Jego monstrancją kiedy idę do sióstr, do apostolstwa w katechezie, zawsze… i choć nie doświadczam duchowych uniesień przebywanie w Jego obecności jest moim pokojem, moją siłą. Wielką wartość stanowi dla mnie codzienna wspólnotowa adoracja znajdująca się w porządku dnia i wiernie praktykowana zarówno w mojej dawnej małej wspólnocie jak i obecnie. Trwając z moimi siostrami wspólnotowo przed Panem umacniamy się wzajemnie świadectwem wiary i miłości.
Podczas Uroczystość Bożego Ciała charakterystyczna jest jeszcze jedna forma kultu eucharystycznego – procesje z Najświętszym Sakramentem. Uczestnicząc w procesjach eucharystycznych idących ulicami mojego miasta od dziecka miałam świadomość, że uczestniczę
w szczególnej formie manifestacji wiary. Miałam poczucie wyróżnienia idąc jakby w orszaku Baranka, jak pisze o tym św. Jan Apostoł: ,,To ci, którzy Barankowi towarzyszą, dokądkolwiek idzie; ci spośród ludzi zostali wykupieni na pierwociny dla Boga i dla Baranka, a w ustach ich kłamstwa nie znaleziono: są nienaganni”,(Ap 14, 4 – 5). I w innym miejscu: ,, A świątyni w nim nie dojrzałem: bo jego świątynią jest Pan Bóg wszechmogący oraz Baranek. I Miastu nie trzeba słońca ni księżyca, by mu świeciły,
bo chwała Boga je oświetliła, a jego lampą – Baranek. I w Jego świetle będą chodziły narody, i wniosą do niego królowie ziemi swój przepych”, (Ap 21, 22 – 24). Obraz Chrystusa Baranka oświecającego miasto i narody, tak bardzo pasował do tłumnych procesji zatrzymujących się przy czterech ołtarzach i Jezusa błogosławiącego nam w Najświętszym Sakramencie.
Na czas w okolicach Bożego Ciała przypadają zazwyczaj uroczystości Pierwszej Komunii Świętej, a później ich kolejne rocznice. Kończąc moje zamyślenia właśnie w takim dniu podzielę się jeszcze jednym wspomnieniem. W dniu mojej Pierwszej Komunii po uroczystościach w kościele
w gronie rodziny zostałam zapytana przez kogoś z gości kim chciałabym zostać jak dorosnę.
Bez namysłu odpowiedziałam, że zakonnicą. Wśród obecnych zapanowała konsternacja, ponieważ
nic tego nie zapowiadało, ani chyba nikt nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Czas płynął, a ja do dziś nie wiem, skąd mi wtedy taka odpowiedź przyszła, choć… dziś właśnie mogę za św. Pawłem powtórzyć: ,,za łaską Boga jestem tym, czym jestem, a dana mi łaska Jego nie okazała się daremna; przeciwnie, pracowałem(…), nie ja, co prawda, lecz łaska Boża ze mną”, (1 Kor 15, 10).
s. Michaela Musiał
maj 27, 2021 | DUCHOWOŚĆ
Liturgia jako nauczyciel jedności
Przy wielu okazjach przypominano nam, że jedność nie jest wspólną cechą zewnętrzną, ale żywą relacją. Stąd wezwanie Założyciela do zachowania i pogłębiania jedności. Jak możemy zachować i pogłębić tę jedność?
Wielki Post dał nam dobrą odpowiedź. Temat na marzec: pojednanie (2. czytanie ze Środy Popielcowej: „Pojednajcie się z Bogiem!” 2 Kor 5, 20nn).
Okres wielkanocny stanowi również ważny impuls dla naszego pytania o to, jak zachować i pogłębić jedność. Dlatego dziś chciałbym rozpocząć rozmowę od zdania z Dziejów Apostolskich: Wszystko mieli wspólne (I czytanie II Niedzieli Wielkanocnej rok B): „Wszystko mieli wspólne” Dz 4,32-37).
Jedno serce i jedna dusza
Tekst (Dz 4,32-37) zaczyna się od tego wspaniałego zdania: „Byli jednego serca i jednej duszy”. Takie rzeczy mówi się czasem, gdy dwoje ludzi łączy głęboka i intymna przyjaźń. Apostoł Łukasz używa tego opisu, aby opisać życie młodego, wczesnochrześcijańskiego kościoła w Księdze Dziejów Apostolskich. Piękna fraza na określenie jedności.
Pytanie do przemyślenia: czy byli lub są ludzie, z którymi jesteś lub byłaś „jednym sercem i duszą”, że tak powiem? Jak przeżywaliście te chwile? Jak byś to opisała (te same zainteresowania, te same poglądy, sympatia, wspólnie spędzony czas…)? A może masz inne doświadczenia z tym zwrotem?
Współdzielenie
Łukasz idzie dalej. Dla niego to zdanie: „byli jednego serca i jednej duszy” oznacza coś więcej niż zbieżność poglądów i zainteresowań czy uczucie sympatii. Łukasz jest bardzo konkretny: jest ktoś, kto sprzedaje swoje mienie, a uzyskane w ten sposób pieniądze przekazuje do dyspozycji innych. Dzielenie się jest słowem kluczowym. Dzielę się tym, co mam z innymi, i tak powstaje communio, jedność.
To, co mam, daję wam
W rozdziale poprzedzającym (Dzieje Apostolskie 3:1-10), Piotr i Jan uzdrawiają paralityka, który żebrał na zewnątrz świątyni. Piotr nawiązuje z nim relację „Spójrzcie na nas!”. Następnie wydaje odmowę żebrakowi: „Srebra i złota nie posiadam”. A potem przychodzi Jego obietnica: „Co mam, to wam daję”.
Dzielenie się życiem
W Dziejach Apostolskich mamy najpierw informację, że dzielone są tutaj rzeczy materialne. Szybko jednak można się domyślić, że dzielono się nie tylko rzeczami materialnymi. Wyrażenie „żaden z nich nie cierpiał potrzeby” sugeruje, że może tu chodzić również o potrzeby duchowe. Jest ktoś samotny, chory, smutny… a inni nie zostawiają go samego z jego potrzebami, ale dzielą się z nim tym, co mają: Czas, uwaga, cierpliwość.
Krytykuj lub próbuj.
Na ten fragment z życia młodej wspólnoty chrześcijańskiej często patrzy się sceptycznie: Zastanawiam się, czy tak było naprawdę, czy może pisarz trochę za bardzo to wyidealizował? A poza tym to była mała społeczność. W naszych dzisiejszych kościołach byłoby to nie do pomyślenia przy tej wielkości …
Być może, ale to nie przeszkadza nam w wypróbowaniu tego. Podejrzewam, że nie zmieni to całego twojego życia, ale zmieni niektóre rzeczy.
Mój wkład w jedność
Jedność nie jest tylko zewnętrzną rzeczywistością, którą znajduję lub w której jestem umieszczony. Jedność powstaje i żyje dzięki temu, że mogę wnieść swój wkład, aby ją utrzymać i pogłębić.
Ćwiczenie duchowe: Jaki wkład wnoszę, aby jedność we wspólnocie mogła być utrzymana i pogłębiona? Co jestem skłonna dać?
…aby ślub mógł się odbyć
Jest taka historia, w której dwoje młodych ludzi chce się pobrać. Ale ponieważ są tak biedni, nie stać ich na wielkie przyjęcie weselne. Proszą więc każdego z gości o przyniesienie butelki wina. Zawartość butelek wlano do wielkiej beczki, a kiedy goście z niej pili, wszyscy byli zawiedzeni. Wszyscy dodali do wina trochę wody.
Zachowanie i pogłębianie jedności… aby mogło się odbyć wesele (uczta).
Ks. Prałat dr. Stefan Dybowski
19.04.2021 Konferencja dla sióstr na dzień skupienia w klasztorze St. Augustinus, Berlin-Lankwitz
maj 23, 2021 | POZYTYWNE IMPULSY
Duch Święty czyni różnicę w duchu, w którym robimy wszystkie rzeczy. Ponieważ Duch Święty oczyszcza naszego ducha z naszego ego i z egoizmu. Działanie z inspiracji Ducha Świętego, motywacja do działania jest czymś większym od nas, mocą do działania jest miłość a sposób działania przebiega w ciszy i pokoju. To zmienia całą relację tego działania z naszym ja w relacji z innymi. Ten rodzaj działania zawiera w sobie twórczą moc Boga i twórczość miłości. Łączy, odświeża, spełnia i uzdrawia. Tak więc, im bardziej jesteś uległa Duchowi Świętemu, tym potężniejsze są twoje działania!
Don Giorgio
maj 17, 2021 | AKTUALNOŚCI, FORUM
Jestem dziennikarką katolickiej gazety. Ze Sługą Bożą s. Dulcissimą Hoffmann zetknęłam się zawodowo -po prostu pewnego dnia poproszono mnie w redakcji o napisanie tekstu o tej pobożnej zakonnicy ze Śląska. Redakcja wyszła w ten sposób na przeciw prośbie s. Małgorzaty ze Zgromadzenia Sióstr Maryi Niepokalanej, która zajmuje się propagowaniem osoby s. Dulcissimy. Ja także należałam do osób, które wcześniej o Słudze Bożej nie słyszały. Nawet nie za bardzo chciałam podejmować ten temat, ponieważ uważałam, że lepiej opracuje go koleżanka, uchodząca za specjalistkę od propagowania pobożnych zakonnic, co ja nie za bardzo „czuję”. Koniec końców temat przypadł mi i rozpoczęłam pracę nad tekstem.
Już po pierwszym przejrzeniu strony dulcissima.pl poczułam dużą sympatię dla sympatycznej Heleny Hoffmann, spoglądającej na mnie bystrym i przeszywającym wzrokiem z licznych zdjęć zamieszczonych w Internecie. Ujęła mnie dojrzałość tej młodej dziewczyny w przyjmowaniu ciężkiej choroby, jak i poruszył mnie lokalny kult jej osoby i powszechne w Brzeziu przekonanie o jej świętości. Rzuciły mi się w oczy także liczne świadectwa łask i uzdrowień za jej wstawiennictwem.
W tym czasie prywatnie przeżywaliśmy w rodzinie nerwowy okres oczekiwania na wyznaczenie terminu operacji uszkodzonego nerwu łokciowego naszej najstarszej córki, Marysi. Gdy zobaczyłam na stronie dulcissima.pl skrzynkę intencji od razu umieściłam tam prośbę o modlitwę w intencji szybkiego wyznaczenia terminu operacji i jej pomyślnego przebiegu. Przeszła mi przez głowę myśl, że może coś głębszego jest w tym, że to właśnie ja otrzymałam w redakcji ten temat… O modlitwę poprosiłam też s. Małgorzatę, z którą rozmawiałam tego dnia na potrzeby powstającego artykułu i w ten sposób Siostry ze Zgromadzenia Maryi Niepokalanej z Brzezia włączyły córkę w swoją nowennę przez wstawiennictwo s. Dulcissimy. Już na drugi dzień po popołudniu ze szpitala przyszła informacja o wyznaczonym terminie operacji. Poinformowałam o tym od razu s. Małgorzatę, bo nie miałam wątpliwości, że s. Dulcissima miała w tym swój udział. I my i Siostry nadal modliliśmy się przez wstawiennictwo s. Dulcissimy o zdrowie dla Marysi. Wydrukowałam duże zdjęcie s. Dulcissimy z czasu, gdy była postulantką, postawiłam je na stole, by i w ten sposób Siostra towarzyszyła nam w tym czasie. Ja osobiście mocno i natrętnie uczepiłam się s. Dulcissimy, bo powracała do mnie myśl, że to jakiś dar z nieba, że prośbę o artykuł o niej otrzymałam właśnie w tym momencie…
Cztery dni po tym, gdy wyznaczono nam termin operacji, s. Małgorzata przesłała mi zdjęcia s. Dulcissimy do wykorzystania w gazecie, a odnosząc się w mailu także do zdrowia Marysi napisała: „Kilka razy pojawiła się we mnie myśl >nie zdziwiłabym się, gdyby Marysia nie potrzebowała operacji<. Niech Pan Bóg prowadzi, a Dulcissima … wyprasza co trzeba…”. Nie za bardzo zwróciłam uwagę na te słowa, prócz tego, że pomyślałam, że wiara s. Małgorzaty jest wielka… Dalej gorliwie i z wiarą odmawiałam nowennę, ale intencją były jedynie dobre owoce operacji…
Następnie wypadki potoczyły się błyskawicznie. Maila od s. Małgorzaty z uwagą, że operacja może nie być potrzebna otrzymałam w poniedziałek, we wtorek byłyśmy z córką u nowego rehabilitanta, który w pewnym momencie poprosił ją o pokazanie, jakie ćwiczenia wykonywała wcześniej na dłoń, bo w związku z uszkodzeniem nerwu nie była w stanie przywodzić, odwodzić i prostować palców IV i V. Jakież było moje zdziwienia, gdy Marysia rozłożyła swobodnie wszystkie palce dłoni, które były niemal całkowicie proste. Dodatkowo dotknęło mnie to, że rehabilitant w tym momencie rzucił uwagę: „To nie jest tak źle z tą Twoją ręką, Ktoś nad Tobą czuwa, bo po takich wypadkach jest często gorzej”. Przed operacją niemal codziennie oglądałam dłoń córki, prosiłam, by pokazywała mi, jak prostuje i odwodzi palce, bo bałam się pogorszenia stanu przed operacją. Tak swobodnych ruchów Marysia nie była w stanie wykonywać.
Po wyjściu od rehabilitanta obejrzałam dłoń córki i utwierdziłam się, że mamy do czynienia z wyraźną poprawą, co wskazywałoby także na poprawę stanu samego nerwu. Ale biorąc pod uwagę, że różne rzeczy już widziałyśmy i ja i córka – czasem dostrzegałyśmy jakieś postępy, a potem badania tego nie potwierdzały, z ostrożnością podeszłam do całego wydarzenia. Postanowiłam odczekać jeszcze dzień, dwa i dopiero wtedy powtórzyć badanie nerwu u neurologa. Sama Marysia nie była przekonana, czy powtarzać to badanie, bo jak stwierdziła – zapewne, nic się nie zmieniło, a ja mam nie opowiadać wymysłów o tym, że może operacja nie będzie potrzebna, bo operacja na pewno będzie.
W czwartek zarejestrowaliśmy się na kolejne badanie EMG u neurologa. Wchodziłam do gabinetu z przysłowiową „duszą na ramieniu”, bo bałam się rozczarowania związanego z niekorzystną diagnozą. Jednak ku naszemu ogromnemu szczęściu badanie wykazało znaczną poprawę stanu uszkodzonego nerwu, na tyle dużą i na tyle szybką (minął zaledwie miesiąc od poprzedniego badania, które było wskazaniem do operacji), że od razu lekarz stwierdził, że odradza operację, bo nerw zaczął się skutecznie regenerować. Także konsultacja u neurochirurga, który miał operować córkę potwierdziła, że w tej sytuacji operacja jest absolutnie niewskazana, a nerwowi należy dać czas na dalszą regenerację.
Właściwie cały czas nie do końca dociera do nas nie tyle fakt takiej poprawy uszkodzonego nerwu, ale okoliczności, w jakich do tego doszło. Całą rodziną nawiedziliśmy już grób s. Dulcissimy, by dziękować za otrzymane łaski i dzielimy się z innymi już także trochę „naszą” kochaną s. Dulcissimą. Ona sama do nas przyszła, rozpaliła nasze serce wielką sympatią ku sobie oraz wiarą, że może nam pomóc i w kilka dni odmieniła nasze życie o 180 stopni. Dziękujemy Ci s. Dulcissimo!
Beata z rodziną