maj 12, 2021 | AKTUALNOŚCI
Pozwala mi to dostrzec działanie Opatrzności Bożej w tym, jak znalazłam się w Pompejach.
Już niedługo minie 6 lat od kiedy, dzięki zaufaniu ówczesnej Matki Generalnej i S. Prowincjalnej mogłam podjąć tę misję pielęgniarską tutaj, przy tak bardzo znanym na całym świecie Sanktuarium Matki Bożej Różańcowej. Opatrznościowo dzięki s. Immakulacie i siostrom z Jaszkotla oraz koleżankom z ZOL, w którym pracowałam, kilka lat wcześniej ukończyłam licencjat z pielęgniarstwa. Ponad rok ciężkiej pracy pozwolił mi zgłosić się do służby właśnie w tej słonecznej Italii, gdzie czekało na mnie miejsce w Klinice Matki Bożej Różańcowej.
By jednak znaleźć się tutaj brakowało jeszcze dopełnić tylko administracyjnego zatwierdzenia ministerstwa w języku włoskim. Brakowało mi znajomości języka włoskiego. Rozpoczęłam więc pierwsze kroki w centrum kolebki chrześcijaństwa – w Rzymie moją misję od nauki języka. Wielkie emocje, ale i obawy – czy zdołam w ciągu kilku miesięcy nauczyć się języka, kultury, a szczególnie nazewnictwa medycznego. Formacja permanentna i wzajemne wsparcie siostrzane pozwoliło mi odnaleźć się w międzynarodowej wspólnocie, a także uzmysłowić sobie znaczenie słów Credo: Wierzę w Jeden, Święty i Apostolski Kościół powszechny, za który męczennicy przelewali krew na arenie Koloseum.
Odnalezienie Jedności Siostrzanej, w naszej małej wspólnocie polsko-niemiecko- afrykańskiej, rozpoczynało się od wspólnej modlitwy, Mszy Świętej, rekreacji, pracy i celebracji wspólnych posiłków. Nasze wzajemne zaufanie pozwalało owocować darom Ducha Św. Następnie rozpoczęłam naukę języka w ,,większej” międzynarodowej wspólnocie w szkole językowej. Również wyjazd na Korsykę i praca z siostrami tam, pomogły mi „szlifować” nabyte umiejętności języka włoskiego.
Po 6-u miesiącach doświadczeń, przyszedł wreszcie czas, aby rozpocząć kolejny i docelowy etap życia zakonnego, i podjęcie pracy pielęgniarskiej w Pompei.
Swoją pracę w szpitalu rozpoczęłam od 3-miesięcznego wolontariatu, tak aby wszystko poznać. Niestety po przyjeździe okazało się, że moja nauka języka, oczywiście nie jest wystarczająca, a ludzie mówią szybko, a do tego mają swój dialekt. Tak naprawdę zaczęłam uczyć się od nowa, przebywając wśród ludzi, poznając nowe fachowe słownictwo i to niejednokrotnie w dialekcie neapolitańskim. Na szczęście wszyscy byli bardzo mili i otwarci, i z wielką życzliwością reagowali na moje wpadki językowe lub zupełny brak słów i niezrozumienie. Każdą wolną chwilę po wolontariacie spędzałam na nauce tych wszystkich profesjonalnych nazw sprzętów i narzędzi, ponieważ czekał mnie egzamin w Izbach Pielęgniarskich. Wielkie wsparcie otrzymałam od s. Goretti, która w tym czasie była oddziałową na chirurgii. Cierpliwie starała się mi wszytko pokazać, wyjaśnić, za co jestem jej bardzo wdzięczna. Pamiętam dzień egzaminu, bałam się, ale zawierzałam to Bogu przez Maryję. Ponieważ siostry nie mogły ze mną pojechać, towarzyszyli mi wtedy Rosaria i Mario (przyjaciele ze szpitala). Dzięki Bożej pomocy udało mi się zdać pozytywnie i od grudnia rozpoczęłam pracę już na pełny etat.
Ludzie przyjęli mnie bardzo serdecznie. Ich otwartość, chęć pomocy i współpracy budowały mnie i podnosiły na duchu w momentach totalnego niezrozumienia mentalności i potrzeb tutejszego rodzaju pacjentów. Pomimo wszystkich różnic kulturowych, językowych i charakterologicznych wszyscy łączymy się we wspólnej modlitwie za nasze rodziny (smutki i radości przeplatają się wszędzie) za naszą rodzinę zakonną.
Codziennie doświadczamy życzliwości ze strony właścicieli Kliniki, otwartości ze strony pracowników i chorych, dzięki, którym dzielnie trwamy na wyznaczonym odcinku pracy – s. Goretti obecnie jako oddziałowa ginekologii i położnictwa, a ja pracując na wszystkich oddziałach w zależności od potrzeby: na chirurgii, ginekologii, nefrologii, okulistyce, endoskopii, geriatrii.
Nasz dzień rozpoczynamy o godz. 6:00 wspólną modlitwą w kaplicy szpitalnej: brewiarz, rozmyślanie i Msza Święta w Sanktuarium MB Różańcowej. O godzinie 8:00 rozpoczynamy pracę zawodową i domową gdyż ja często mam popołudniowe dyżury. Dzień kończymy także wspólną modlitwą o godzinie 20:00. W niedzielę mamy zazwyczaj dzień wolny od pracy zawodowej, który możemy spędzić na formacji permanentnej pod płaszczem Matki Bożej oraz korzystając z duchowej opieki ojców Franciszkanów.
Myślę, że najbardziej skuteczną formą głoszenia Dobrej Nowiny jest, właśnie dawanie świadectwa własnym życiem. Możemy pokazać ,,praktyczny” wymiar wiary, jaki przejawia się głównie w służbie chorym.
Pomimo wielu trudności związanych z barierą językową, różnic kulturowych i mentalności, odnalazłam się w rzeczywistości tego kraju.
Moją misją jest spotkanie z konkretnym człowiekiem, z jego chorobą, jego historią życia, z tym wszystkim co go boli i co jest dla niego ważne.
Moja misja, to zatrzymanie się przy człowieku, to próba obdarzenia go bezinteresowną miłością, miłością Boga.
Mam ogromne szczęście, że mogę pracować i robić to co naprawdę kocham, że mogę być w miejscu, gdzie Maryja w sposób szczególny jest obecna i zawierzać Jej siebie, i ludzi z którymi przyszło mi pracować i służyć.
S.M. Magdalena Delczyk
maj 8, 2021 | POZYTYWNE IMPULSY
Rozumienie tego, co istotne, jest kluczem do odblokowania szczęścia w każdej sytuacji. W wielu sytuacjach nie jesteśmy szczęśliwi, ponieważ szukamy rzeczy nieistotnych kosztem tych istotnych. Tak więc w każdej sytuacji bądź uważna, aby szukać tego, co istotne i starać się to realizować. Pielęgnuj to, co istotne i planuj wokół tego całą resztę. A nie na odwrót. Im bardziej znaczące i istotne rzeczy potrafisz znaleźć i realizować, tym silniejszy jest twój fundament. Nie trać koncentracji z tego, co istotne, szczególnie w wierze.
Don Giorgio
maj 5, 2021 | AKTUALNOŚCI
Kiedyś dzieci powiedziały mi, że to ich drugi dom… ,,Ziarenko” DOMEM… Pamiętam moje wzruszenie i łzy tego dnia. Dzień wcześniej modliłam się do Boga, że dalej nie dam rady… I być może nie dałabym, gdyby nie to co usłyszałam, a odczytałam jako spotkanie samego Pana w tych dzieciach.
Ziarenko to czas… czas oddany i otrzymany. Przestrzeń zaledwie kilku godzin dziennie po nauce w szkole. Ale przestrzeń inna niż każda. Wyjątkowa choć bardzo, bardzo prosta. Odrobienie wspólnie zadań domowych, wspólna modlitwa, podwieczorek, zajęcia i zabawa… dużo zabawy. I dużo radości. Czasem zmartwień, ale radości więcej – zasadniczo radości więcej.
,,Ziarenko” to budynek… Kiedyś w klasztorze u Sióstr, a właściwie w jego piwnicy rozpoczynaliśmy swoją pracę z dziećmi… a dziś działalność mieści się w budynku Gminy, w pomieszczeniach, które użyczamy. I znowu to coś wyjątkowego choć to tylko ściany…
Opowiem krótką historię związana z tym budynkiem.
Ziarenko zakładała siostra Maksymiliana, która wówczas była na placówce w Branicach. Kiedyś ją odwiedziłam przy okazji odwiedzin u rodziców (pochodzę z Branic). Widziałam błysk w jej oczach. Wiedziałam, że oznacz to pomysł. Okazał się być to, nie tylko zwykłym ludzkim pomysłem, ale Bożym natchnieniem. Zaproponowała mi, abym poszła z nią na spacer. Ku mojemu zdziwieniu, na ten spacer wzięła dość dużych rozmiarów figurkę Matki Bożej Niepokalanej. ,,Po drodze Ci opowiem” – powiedziała. Chodziło o stary będący w ruinie budynek mojego żłobka, gdzie jako dziecko odprowadzali mnie rodzice. Maksymilian Kolbe w szczery polu postawił figurę Maryi Niepokalanej i powiedział: „Tu będzie Niepokalanów” i jest… A Maksymiliana włożyła figurkę Maryi Niepokalanej do starego zniszczonego, bez dachu budynku i powiedziała: ,,Tu będzie Ziarenko”. Co…? Bez żartów…pomyślałam sobie.
I bez żartów, za kilka lat Gmina Branice podejmuje się w całości odremontować ten stary budynek i część pomieszczeń przeznaczyć na działania Placówki dla dzieci o nazwie „Ziarenko”. Do dziś… po ludzku tego nie rozumiem… Jest to dla mnie też powód do takiego osobistego spotkania z Niepokalaną. Pewna jestem już dziś, że zawsze ilekroć w moim życiu, bądź w czymkolwiek co będę robiła zobaczę jakieś ruiny…bez dachu…to mam w to miejsce zaprosić Maryję… Ona dokona cudu przemiany i będzie niebo na ziemi…
Budynek, ale jakże ważny choć to przecież tylko ściany, ale podarowany od samej Maryi. Ściany, które wiele mieszczą.
Dzieci w ,,Ziarenku” mogą realizować ciekawe i nowe dla nich pasje, i zainteresowania – od sportowych po artystyczne. Grają w piłkę nożną, tenisa stołowego, bilard, piłkarzyki, cymbergaj, strzelają z łuku, wspinają się na ściance wspinaczkowej, korzystają z siłowni. Mają salkę rekreacji z basenem suchym i piankami. Jest też Sala Doświadczania Świata z łóżkiem wodnym. Salka komputerowa i do nauki. Latem czas spędzamy na dworze, gdzie aktywności i wyzwań dla dzieci mamy sporo. Jest tor gokartowy, kort tenisowy, bulder wspinaczkowy, plac zabaw, siłownia i wiele, wiele innych zabaw i przygód, które dzieci same wymyślą i tworzą.
W najbliższym czasie powstanie oratorium, gdzie dzieci będą mogły choć na chwilkę wejść i zostawić swoje prośby i dziękczynienia Bogu.
,,Ziarenko” to instytucja… ale Maryjna przede wszystkim… Choć też znużona w prawie i osadzona na fundamentach Stowarzyszenia Immaculata, która swą bratnią duszę ma w Opolu w postaci naszej drugiej placówki „Cegiełki”
,,Ziarenko” to dzieci… Dzieci i to one są tu najważniejsze… Dzieci uczęszczające do Szkoły Podstawowej w Branicach oraz starsze, które są już naszymi wolontariuszami… Najważniejsze ponieważ Jezus powiedział „pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie do nich należy królestwo Niebieskie…” i nasze ziarenko.
Co najważniejsze, a piszę o nich na końcu, ale także w myśl Ewangelicznej zasady iż „ostatni będą pierwszymi”. Ziarenko to dzieci które znajdują tu DOM, CZAS, BUDYNEK, INSTYTUCJE…MIŁOŚĆ, ogrom miłości ludzi, którzy są w tle pracy tej Placówki. Pani Agnieszka oddana sercem i kochającą dzieci, mama, żona i zaufana przyjaciółka… Nasze władze Gminne z Panem Wójtem na czele, który… który całym sercem jest za nami i nam kibicuje spełniając często nasze najdziwniejsze prośby :). Ksiądz Proboszcz z Parafii WNMP w Branicach i Jego Parafianie i wiele, wiele innych ludzi o ogromnych, dobrych i otwartych sercach, którzy wspierają nas materialnie i duchowo.
I muszę tu wspomnieć również o moich Siostrach ze wspólnoty Branickiej. Ich cierpliwość do mnie samej, pomocna często dłoń w dobrych, drobniutkich rzeczach sprawiają, że czasem ciężar pracy, który towarzyszy, staje się mniejszy, bo wspólnota niesie i wznosi.
Czym więc jest Placówka Wsparcia Dziennego „Ziarenko” w Branicach… tym wszystkim i wszystkim innym o czym nie napisałam, a co jest w sercach dzieci, które do niej uczęszczają.
s. Daniela Gumienna
maj 3, 2021 | AKTUALNOŚCI
Zastanawiałam się kiedyś jakie jest moje ulubione określenie Niepokalanej. Tak licznymi tytułami jest Ona pozdrawiana, że pewnie każdemu z Jej czcicieli któryś z nich jest szczególnie bliski.
Osobiście rzadko zwracam się do Niej po imieniu. Zdecydowanie bliższy jest mi zwrot Matka Boża,
a w bardzo osobistej modlitwie po prostu Mamusia… Z Jej Bożego Macierzyństwa wynika przecież wszystko, cała cześć jaką jest otaczana przez uczniów Jezusa.
Kiedy w Litanii Loretańskiej wzywamy orędownictwa Matki Bożej nazywamy Ją też Matką Kościoła. To drugi tytuł, jakim często zwracam się do Niej także wówczas, kiedy przypada
mi prowadzić modlitwy wspólnotowe. I choć ten tytuł Maryi uroczyście ogłosił dopiero św. Paweł VI
w dniu 21 listopada 1964 roku, to jego wartość i wymowa są obecne w całej historii Kościoła od jego początków.
Obecnie w dobie pandemii, niepokojów w wielu częściach świata, dużych różnic społecznych, panoszących się ideologii oraz innych rzeczy dalekich od przesłania Ewangelii, pojawia się wielu wieszczów, proroków czy apostołów apokalipsy. Myśl, że żyjemy w czasach ostatecznych bywa powodem podejmowania różnego rodzaju praktyk pobożnych, które same w sobie są dobre i należą do bogactwa Kościoła. Jednak ich nadmierne mnożenie wydaje się zdradzać pewien duchowy niepokój, nerwowość, nieufność czy skłonność do popadania w panikę. Pełnia czasów nastała wraz
z przyjściem Zbawiciela na świat, (zob. Ga 4,4). W czas Kościoła wpisane są czasy ostateczne pełne oczekiwania, tęsknoty, prób i nadziei, (zob. KKK 672 – 677). Już od Wniebowstąpienia przyjście Pana jest bliskie i w oczekiwaniu na to wydarzenie Kościołowi towarzyszy Jego Matka. Matki słuchać trzeba. Stwierdzenie to wydaje się tak oczywiste, jednak nie zawsze tak jest, jak sądzimy.
Ona w objawieniach prywatnych uznanych z prawdziwe i zatwierdzonych przez Kościół mówi to samo, co w Piśmie Świętym przez swoją postawę, obecność przy Jezusie i młodym Kościele. Mówi to samo, co w nielicznych zapisanych przez Ewangelistów słowach. Dla mnie najbardziej konkretną wskazówką jest polecenie wypowiedziane podczas wesela do sług w Kanie Galilejskiej, których odsyła do Jezusa mówiąc: ,,Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”, (J 2, 5).
Tytuł Maryi, Matki Kościoła kojarzy mi się w piękną średniowieczną Madonną z Płaszczem Ochronnym, której oryginał znajduje się w kościele św. Mikołaja w Markdorf. Nigdy tam nie byłam, ale dostałam obrazek z Jej wizerunkiem od nieżyjącego już franciszkanina, który przed laty towarzyszył mi w rozeznawaniu powołania. Dziś, kiedy żyjemy w czasach, gdzie wszystko jest albo musi być wyjątkowe i szczególne sądzę, że potrzeba takiej właśnie prostoty i zwyczajności w chronieniu się pod Jej macierzyńską opiekę, z jaką pod płaszczem Maryi chronią się postaci wyobrażające średniowiecznych mieszkańców miasteczka. Potrzeba nam prostoty i zwyczajności
w życiu duchowym, modlitwie i pracy, w relacjach międzyludzkich we wspólnotach i poza nimi.
Wtedy jesteśmy najbardziej podobne do Matki kiedy wypełniając Jej polecenia żyjemy tak jak Ona żyła – w obecności Jezusa. Wtedy jesteśmy do Niej podobne kiedy pozwalamy, aby Duch Boży nami kierował i nas przenikał, tak jak Ją wypełniał i prowadził. Nie chodzi więc tylko o zwracanie się do Maryi w podniosły, pietystyczny sposób w uroczystych chwilach czy o podejmowanie różnych dzieł albo akcji apostolskich jako Jej Siostry. Chodzi raczej o codzienną wierność prostemu sposobowi życia na Jej wzór, który przejawia się też w formach pobożności, sposobie bycia, wypowiadania się, zachowania…
Kończąc moje przemyślenia o Maryi, naszej Matce – Matce Kościoła, nasuwa mi się jeszcze jedna myśl. Wspomniany wcześniej czas rozeznawania powołania zakończył się decyzją wstąpienia
do Sióstr Maryi Niepokalanej choć znałam jeszcze kilka innych zgromadzeń zakonnych, a niektóre
z nich miały duży wkład w mój rozwój religijny poprzez katechizację, prowadzenie grupy Dzieci Maryi, scholę, kolonie parafialne czy rekolekcje dla dziewcząt. Trudno powiedzieć dlaczego tutaj akurat Pan Jezus mnie przyprowadził. Ale jedno mogę z pewnością powiedzieć, że tym co wyróżniło Siostry Maryi była prostota, rodzinna atmosfera dająca się wyczuć w domu zakonnym i zwyczajność samych Sióstr, z którymi miałam wtedy kontakt.
S. M. Michaela Musiał
maj 1, 2021 | POZYTYWNE IMPULSY
Każda praca, którą wykonujemy, jest w istocie uczestnictwem w twórczym działaniu Boga. Praca jest pomostem pomiędzy tym, po co jesteśmy stworzeni, a tym, do czego jesteśmy stworzeni. Poprzez każdą pracę wykonywaną z intencją uczynienia otaczającego cię świata lepszym dla innych, realizujesz Boży plan w historii. Każda praca, czy to duża czy mała, jest okazją do dokonania zmiany, która przynosi obecność Boga tam, gdzie jesteś. Przynosi światło i radość. To często robienie tego, co konieczne i tego, co możliwe, z zaangażowaniem i pasją. Każda praca wykonywana bezinteresownie zostawia odcisk palca Boga a każda praca wykonywana egoistycznie zostawia odcisk palca twojego ego.
Don Giorgio