gru 24, 2020 | DUCHOWOŚĆ
W Bożonarodzeniowej szopce jest bardzo wiele elementów i postaci, a ta najważniejsza Postać jest zawsze najmniejsza. To jest taki Boski paradoks, to, co nam się wydaje małe, dla Boga jest wielkie, co dla nas słabe, w oczach Boga ma wielką moc.
Gdyby zrobić sondę wśród świętujących Boże Narodzenie, co jest potrzebne, żeby święta były udane, nazbierałoby się wiele ważnych odpowiedzi: rodzinna atmosfera, pielęgnowanie tradycji, odpowiednia pogoda itd. To wszystko z pewnością może pomóc w świętowaniu. Za to dosyć rzadko trafia się odpowiedź, że w święta Bożego Narodzenia, najważniejsze jest Boże Narodzenie – mały Jezus, który do nas przychodzi. On, taki mały, gdy przyjdzie, czasami gubi się nam w wielości tych wszystkich tradycji, potraw i przyjemności świątecznych.
W tym roku mówi się, że święta będą inne. Ze względu na pandemię jest wiele zakazów, obostrzeń. Nie wszędzie będzie można celebrować wszystkie tradycje, spotykać się z najbliższymi, nie wszędzie są możliwe wyjazdy lub nawet wyjścia z domu, zamkniętych jest wiele atrakcji świątecznych. Ale właśnie z tego powodu mamy szansę, by te święta były najbardziej normalne. Może w tym roku mniej rzeczy będzie nam zasłaniało Małego Jezusa w żłóbku. Przyjmijmy te wszystkie trudności i spójrzmy na nie pozytywnie widząc w nich możliwość głębszego świętowania wielkich Tajemnic Bożych. Niech w centrum naszego święta będzie to Maleńkie Dzieciątko, które jest Panem tego świata, z wszystkimi jego problemami i troskami. Bóg chce nam przypomnieć, że On rodzi się w nas bez względu na warunki zewnętrzne, wystarczy tylko być uważnym i przyjąć Go z wiarą i ufnością. Jeśli nie możemy podczas świąt podróżować lub wychodzić na zewnątrz, wybierzmy się do swojego wnętrza.
s. Sybilla Kołtan
gru 23, 2020 | AKTUALNOŚCI
Pomagam wszystkim osobom, które żyją na ulicy. Chodzę na dworce, pod mosty, odwiedzam pustostany, rampy i bocznice kolejowe, stare magazyny, klatki schodowe – mówi s. Edyta Kasjan ze zgromadzenia Sióstr Maryi Niepokalanej i Stowarzyszenia „Misja Dworcowa”
s. Edyta oprócz pracy jako streetworkerka wraz z siostrą Goretti i siostrą Heleną prowadzi ośrodek, który oferuje schronienie samotnym kobietom. – Osoby, które spotykam, niosą bagaż traumatycznych doświadczeń, to przemoc, brak miłości i bezpieczeństwa, odrzucenie, handel ludźmi. Każda osoba, która żyje na ulicy, odczuwa żal z powodu utraconego domu. Nikt nie mówi sobie: „od dziś będę bezdomna i będę szczęśliwa” – podkreśla.
Siostra Edyta pracuje we Wrocławiu. – Nasze Zgromadzenie powstało w XIX wieku, kiedy do tego miasta przyjeżdżały młode kobiety w poszukiwaniu pracy i często się gubiły. Wtedy władze miasta skierowały pytanie do Kościoła, czy któryś ksiądz mógłby się tym zająć. Najlepszym kandydatem okazał się ks. Jan Schneider, który pracował wcześniej z kobietami w fabryce cygar. To on stworzył stowarzyszenie, a z niego powstało zgromadzenie – opowiada.
Jak się umiera na ulicy?
Nie każdy da się namówić na skorzystanie z pomocy schroniska, ogrzewalni czy innej placówki. Czasem wszystko, co da się zrobić, to towarzyszyć człowiekowi tam, gdzie jest – na ulicy, w pustostanach, altankach.
Ludzie bez stałego adresu odchodzą różnie. – Najgorsza jest wtedy dla nich samotność – tłumaczy siostra. Nawet jeśli umierają w szpitalu, rzadko udaje się odnaleźć kogoś z ich bliskich, nieczęsto też rodzina decyduje się na spotkanie. Warto „zawalczyć”, by nie musieli być wtedy sami. Smutne, gdy umierają w ciemnych zakamarkach, grzebani potem jako „N.N.”.
– Jakiś czas przed wybuchem epidemii spotkała w Obornikach Śląskich pana Kazimierza. Raz był bezdomny, raz gdzieś pomieszkiwał. Miał różne „wzloty i upadki”, które niestety odbiły się także na jego zdrowiu. Kiepskie jedzenie, niezdrowy tryb życia, spanie na kartonach porozkładanych na gołym betonie często dla bezdomnych oznaczają szybką utratę zdrowia. Kazimierz miał gruźlicę.
Na widok zakonnicy rozpłakał się i mówi: „Edyta, ja umieram”. „Boisz się?” – spytała. „Tak, bo nie wiem, co mnie tam czeka”. Siostra opowiedziała mu o nieskończonej miłości Boga. – „Gdybyś wiedział, jak On cię kocha, to byś oszalał ze szczęścia. Ale wiedz, że On szanuje naszą wolę. Jeśli nie chcemy przyjąć Jego miłości, nie narzuca się nam” – tłumaczyłam mu. – „Gdy będziesz przechodził na tamtą stronę, powiedz: »Jezu, ufam Tobie«” – wspomina siostra. – Odpowiedział: „Tylko tyle?”. „Tak, ale nie na odczepnego. W tych słowach mają być cała twoja wiara, cała miłość, całe serce…”.
Kazimierzowi trudno było to pojąć, więc w końcu siostra stwierdziła: „Jak cię nie stać na taką modlitwę, to powiedz po prostu Jezusowi, że jesteś od Edyty”. „I co, On ciebie zna?. „Pewnie, że zna… Wiesz, ja mam tam pokój zarezerwowany dla takich niedowiarków” – tłumaczyła mu z uśmiechem, wyjaśniając, że modli się codziennie za swoich przyjaciół. Nie zostaną bez pomocy w momencie przejścia na drugą stronę. „Nie wiadomo, kto z nas tam będzie pierwszy. Jak ja, to będę na ciebie czekać; jak ty, to też czekaj na mnie…”.
Ufa, że się spotkają…
(Banasiewicz Blog)
gru 22, 2020 | POZYTYWNE IMPULSY
Cisza jest instrumentem, który jest bardzo potężny i bardzo przydatny w naszym codziennym życiu. Siła ciszy jest czymś więcej niż tylko tym, co myślimy, ponieważ cisza jest potężna. Cisza może być punktem wyjścia dla wszystkich cnót. Wielkość ciszy zależy od tego, jak bardzo potrafisz słuchać siebie, swoich potrzeb, swoich aspiracji, skarg, swoich inspiracji… W ciszy odkrywasz siebie. Poświęć czas na milczenie i słuchanie siebie. Cisza płynie w głębi ciebie. Naucz się być cicho i ciesz się swoim wewnętrznym pięknem w obecności swojego Stwórcy. Tylko w ciszy usłyszysz innych.
Don Giorgio
gru 20, 2020 | AKTUALNOŚCI
Podczas wizyty w Tanzanii przełożona generalna, s. M. Alma, zapytała mnie, czy chciałabym pojechać do Niemiec. Bardzo się z tego ucieszyłam, ale zadawałam sobie pytanie: „Ja, do Niemiec, jak to jest możliwe?“.
Podróż do Niemiec. Podróż samolotem do Europy. Wielkie wyzwanie. 12 grudnia, Sr. Bakhita i ja wystartowałyśmy i 13 grudnia przybyłyśmy do Berlina. Padał śnieg, co za niespodzianka! Nie miałyśmy ciepłych kurtek i było nam bardzo zimno. Siostra Carla odebrała nas z lotniska i w końcu mogłyśmy się ogrzać.
Drugim wyzwaniem był język. Było to dla mnie bardzo trudne i na początek mówiłam rękami i nogami (język migowy), ale siostry mnie rozumiały.
W styczniu rozpoczęła się szkoła językowa. To była katastrofa. Nie zrozumiałam ani słowa, a potem dostawaliśmy też pracę domową. Och jej! Wracałam do domu i od nowa… To był dla mnie ciężki okres i myślałam, że nie nauczę się tego języka.
Cierpliwości! Cierpliwości! W spokoju leży cała siła! Po czterech miesiącach, wiele rzeczy było lepszych. Tutaj nauczyłam się, że do każdego języka obcego potrzeba czasu, aby go zrozumieć. Zajęło mi to dużo czasu, ale jestem bardzo wdzięczna, że tak dobrze poszło. Moją motywacją było – Nigdy się nie poddawaj. Nigdy się nie poddawaj.
Moim marzeniem, od kiedy byłam nowicjuszką, było zostać pielęgniarką. Pozwolono mi na rozpoczęcie szkoły w Cochem. „Matka Cierpliwość“ zawsze tam była.
Teraz jestem w Niemczech od ośmiu lat. Pracuję w naszym domu opieki dla osób starszych i za to jestem bardzo wdzięczna i bardzo szczęśliwa. To ciężka praca, ale daje radość i satysfakcję. Lubię pracować ze starszymi osobami. Niektórzy z nich cieszą się, że widzą afrykańską zakonnicę jeszcze w swoim starszym wieku. Bardzo się cieszę, kiedy mogę dać nadzieję ludziom, którzy już się poddali. Zauważam to w ich wypowiedziach. Czasem słyszę od nich: „Należysz do mojej rodziny, jesteś jak moja matka, jesteś jak moja siostra“ itd. Wtedy myślę o dobrym pasterzu, który miał 100 owiec i szukał tej, która zaginęła.
Mieszkam w Berlinie Kreuzberg, w małej wspólnocie z 5 siostrami. Staramy się razem robić to, co najlepsze; i cieszymy się każdym dniem jako darem od Boga. Tam, gdzie są ludzie, to normalne, że są też nieporozumienia. To też pokazuje, że nie jesteśmy aniołami.
Kocham moje Zgromadzenie. Kocham naszego Założyciela i kocham moje siostry.
Sr. M. Josephina Kilawe
gru 19, 2020 | POZYTYWNE IMPULSY
- W pierwszym czytaniu spotykamy Boga, który naprawdę chce być naszym ojcem. Ojca, który nas chroni, który nas koryguje, który nas szanuje i Ojca, który nigdy nas nie opuści. (2 Samuela 7:1-5, 8-12, 14, 16)
- Z drugiego czytania wiemy, że w Jezusie objawia się tajemnica oblicza tego Ojca. Objawienie to wymaga wiary, a wiara wymaga posłuszeństwa. Ponieważ On chce być naszym jedynym Ojcem. (Rz 16:25-27)
- W odpowiedzi Maryi na objawienie Anioła Gabriela rozumiemy, czym jest posłuszeństwo wiary. Jest to zgoda na to, aby być tym, kogo Bóg chce w oparciu o wiarę na Słowie Bożym. Wprowadzić niemożliwe do sfery możliwości poprzez współpracę z Bogiem. Przyzwolenie na działanie Ducha Świętego w nas. Gotowość do bycia w cieniu najwyższego. Bóg staje się bohaterem w twoim życiu. (Łk 1, 26-38)
Don Giorgio