AKTUALNOŚCI

Wspomnienia o siostrze Łucji (Eugenii Jakubowicz)

W niedzielny poranek, 2 sierpnia 2020, odeszła do Pana nasza siostra Łucja (Eugenia Jakubowicz), która od 1976 r. związana była z Zakładem Opiekuńczo-Leczniczym dla dzieci w Piszkowicach, a od 1985 roku nieustannie kierowała placówką. Przez te lata nie tylko zbudowała wysokiej klasy ośrodek dla chorych dzieci, ale przede wszystkim stworzyła w tym miejscu niezwykłą atmosferę miłości, życzliwości i zaufania Bogu w każdej sprawie. Za tą szczególną postawę do swoich podopiecznych w 2017 r. została uhonorowana Orderem Uśmiechu, najwyższą nagrodą międzynarodową przyznawaną przez dzieci. S. Łucja była bardzo skromna i nigdy nie lubiła mówić o sobie – zarówno o swoich sukcesach, jak i o cierpieniu, którego również bardzo doświadczała walcząc z chorobą nowotworową. Teraz niech mówią ci, którzy znali ją na co dzień i są świadkami jej życia.

 

 

WSPOMNIENIA

 

Nie da się zamknąć w kilkunastu zdaniach czyjegoś życia. Nie da się dobrze oddać słowami pracy, spotkań, oddania i poświecenia w codziennym życiu. Zresztą opisy te zwykle są bardzo do siebie podobne i, w jakiś sposób, można przypisać je każdemu z naszych bliskich, którzy odeszli.

 

Żeby zrozumieć, jakie było życie siostry Łucji, trzeba najpierw odwiedzić Piszkowice
i spędzić tam trochę czasu, poznać podopiecznych, zobaczyć specyfikę miejsca i ludzi. Miejsca, w którym coś dzieje się 24 godziny na dobę. Bo to nie jest zakład pracy. Przez lata siostry stworzyły tam prawdziwy dom, a w domu nie opiekuje się członkami rodziny w konkretnych godzinach. W domu się jest, mieszka i żyje. Buduje się go wspólnie, będąc gotowym do pomocy o każdej porze.

 

Gdy poznacie już dzici, musicie porozmawiać z tymi, którzy w codziennym życiu ośrodka uczestniczą. Od sióstr, przez personel medyczny, osoby gotujące w kuchni, czy palące
w kotłowni – Rodzinę, która powstała w Piszkowicach, tworzyła każda z tych osób.

 

Na wszystko to, co zobaczycie, trzeba nałożyć historie, o których nie zawsze powiedzą ci, których tam spotkacie. System prawny sprawiał, ze piszkowicki dom przez cały czas borykał się z problemami finansowymi. O ile fundusz chorych opłacał opiekę medyczną,
o tyle nie dokładał się do bieżącego utrzymywania dzieci. Te zaś, często pozostawione przez rodziców, były w pewnym sensie niewidoczne dla systemu opieki społecznej – brakowało wiec środków czy to na ubrania, czy na sprzęt do nauki lub zabawy.
W Piszkowicach możecie o tym nie usłyszeć. Bo o problemach się nie mówiło, problemy się rozwiązywało. Każdy dzień był wypełniony pracą od rana do wieczora. A obok niej, jak to w domu, świętowano urodziny każdego z domowników, cieszono się z drobnych sukcesów, świętowano zakończenie roku szkolnego, dzień dziecka, mikołajki… Czas
w Piszkowicach gnał tak szybko, że uwierzyliśmy, że miejsce i ludzie, którzy zajmują się domem, są wieczni.

 

Zapytacie teraz pewnie, dlaczego w tym wspomnieniu tak dużo domu w Piszkowicach,
a tak mało siostry Łucji? To wszystko to była właśnie Łucja. To ona tworzyła dom od 1976 roku do samego końca. To ona stworzyła rodzinę z pracujących w domu ludzi. To ona opiekowała się dziećmi, dbając o to, by miały wszystko, czego potrzebują. Nigdy nie narzekała… To siostra Łucja stworzyła Piszkowice takie, jakie znamy. Oczywiście, nie robiła tego sama, ale to wszystko, co się tam zadziało, zadziało się dzięki niej.

 

Nie znamy łagodniejszej osoby. Pełnej pokory i spokoju. Pełnej czasu dla innych.
Bo siostra Łucja zawsze miała czas. Tak, jej czas, odcinany z wypoczynku czy chwili dla siebie. Zawsze była gotowa podarować go drugiemu człowiekowi. Gdy spadały na nią kolejne choroby, w Piszkowicach nic się nie zmieniło. Gdy kolejne diagnozy mówiły
o pogarszającym się stanie, a lekarze wręcz nakazywali odpoczynek, siostra Łucja powtarzała swój codzienny rytuał, w którym przeplatała się modlitwa z czasem dla podopiecznych, pracowników ośrodka, gości.

 

W ostatnim tygodniu dzwoniła dużo częściej. Nawet na chwilę, żeby rzucić jedno zdanie – „Proszę o modlitwę” – a rzuciwszy je, wracała do pracy. Rozmawiałem z Nią po raz ostatni w sobotę 1 sierpnia o 16.45. Wiedziała, jak poważna jest sytuacja w Ośrodku, zostawiła mnie z pytaniem „I co teraz będzie?”, zadanym spokojnym, silnym głosem. Całe swoje życie oddawała Bogu. Nie sądzę, żeby się bała. Raczej była ciekawa, jak Bóg rozwiąże i tę – Jej – sprawę. Poprosiła o modlitwę, zapewniła o swojej. Umówiliśmy się na telefon
w niedzielę. Nie usłyszałem Jej nigdy więcej.

 

Siostrę Łucję znałem przez całe swoje życie. Wierzyła w Boga, wierzyła w ludzi. Zawsze dawała szanse i zawsze wyciągała rękę. Mówiła o tym, że każdy człowiek może upaść, ale nikt nie powinien trwać w upadku – i że zawsze trzeba umieć mu pomoc, próbować pomóc. Z małych Piszkowic widziała świat daleko szerszy, niż oglądali go wielcy podróżnicy. Tam czynem pokazywała to, w co wierzy i to, co rozumie. Znałem Ją zawsze taką samą, do samego końca.

 

Słowa nie opowiedzą wam o siostrze Łucji za wiele. Powiedzą wam o niej Jej Piszkowice.

 

 

Radek Michalski

 

***

Siostra Łucja była bardzo skromnym człowiekiem o mega wielkim sercu, w którym miejsce znalazło się dla każdego. Można z nią było cicho zatopić się w modlitwie, a za chwilę organizować wielkie przedsięwzięcie dla dobra dzieci, które były całym jej światem. Siostra Łucja stawiała zawsze każdego człowieka i jego problemy na pierwszym miejscu. Potrafiła słuchać najcichszego szeptu. Niosła pomoc każdemu bez wyjątku, a dla tych najmniejszych, najbardziej pokrzywdzonych i porzuconych była jak matka. Cały czas dźwięczą mi w uszach słowa Siostry Łucji: „…pamiętaj, trzeba dla ludzi być dobrym jak chleb, bo dobro zawsze wraca, nie tu na ziemi, to tam, w niebie”. I ona właśnie taka była, dobra jak chleb. Teraz patrzy na nas z góry i wiem, że będzie wypraszała dla nas łaski u Boga, strzegła i ochraniała swoje kochane Piszkowice, tak, jak robiła to całe swoje życie.

Edyta Tomczak, księgowa z Piszkowic

***

Odeszła od nas Święta Osoba Siostra Łucja pozwalała mi wierzyć w sens powołania i pracy na rzecz innych. Pozwalała mi wierzyć w siłę łagodności i wartość poświęcenia. Była i będzie dla mnie wzorem postępowania w imię Dobra. Czy uśmiech i dobre słowo znaczy więcej niż trudy i smutki? Po spotkaniu z Siostrą Łucją już wiem, że TAK i tego będę się trzymał w dalszym życiu. Dziękuję…

Maciej Awiżeń, starosta kłodzki

***

Siostra Łucja była dobrym człowiekiem. Emanowała miłością, którą czerpała od Jezusa i Maryi. Miała szczególne nabożeństwo do św. Józefa i Matki Teresy z Kalkuty. Była otwarta na potrzeby dzieci, które kochała jak matka i starała się o nie. Była przedsiębiorcza – rozbudowała zakład, aby poprawić warunki bytowania dzieciom, wykopała studnię, aby nie zabrakło wody. Siostra była otwarta na potrzeby drugich, każdy w różnych sytuacjach otrzymywał pomoc, którą świadczyła z serdecznością i uśmiechem. Siostra mimo doświadczenia ciężkiej choroby, do końca pełniła swoje obowiązki w postawie pokory i zaufania Bogu.

s. Agata Jank

***

Siostra Łucja z mojego dzieciństwa, jak sięgam pamięcią, to osoba, która była dla mnie przykładem jak ofiarować serce osobie potrzebującej! Serdecznie dobry człowiek! Teraz sam będąc osobą życia konsekrowanego, w Siostrze Łucji widzę przykład wierności powołaniu zakonnemu!

o. Piotr Ossowski OMI

***

Siostra Łucja – Osoba, która miłość i wiarę w Boga przez całe życie przekładała na miłość i wiarę w drugiego człowieka. Kochała ludzi ze wszystkimi wadami i zaletami. Doceniała każdy, nawet najmniejszy gest. Myślę, że do Domu Ojca odeszła spełniona i pełna wiary, że na ziemi zostawia ludzi, którzy będą kontynuować jej dzieło. Spoczywaj w pokoju, droga Siostro.

Dominik, rehabilitant w Piszkowicach

 

***

Siostra Łucja z Piszkowic. Jedna z najlepszych osób, jakie miałem zaszczyt znać i darzyć przyjaźnią. Przez ponad 30 lat towarzyszyła porzuconym i zapomnianym (także przez państwo!) dzieciom z najcięższymi chorobami, niepełnosprawnościami i upośledzeniami, o których istnieniu większość z nas nie ma pojęcia, a nawet nie jest w stanie objąć ich wyobraźnią. Nie raz sam widziałem dobrych i wrażliwych ludzi, którzy bali się wejść i spotkać te dzieci w obawie, że nie będą mogli sobie poradzić ze wspomnieniami. Ale s. Łucja, w sobie tylko znany sposób, stworzyła miejsce, w którym te najgłębiej upośledzone sieroty i podrzutki czuły się szczęśliwe, otoczone opieką i kochane. Czego zwykle nie dawali im nawet najbliżsi. Dla mnie wizyty w Piszkowicach, u s. Łucji, były jednymi z najpiękniejszych doświadczeń w dorosłym życiu. Dzięki nim przypominałem sobie, dlaczego warto. I, co jest najważniejsze.

Od kilku lat s. Łucja ciężko chorowała na złośliwy nowotwór. Już 3 lata temu, tuż przed odejściem z Trójki, zrobiłem z nią audycję o odchodzeniu. Dla mnie ważną.

Ale ona wciąż To ciągnęła. Jeździła na chemie, rezonansy, (witana przez lekarzy „żartobliwym”: „to siostra jeszcze żyje?”). Żyła. I to jak! Cierpiała straszny ból, ale nie odpuszczała kierowania placówką. Nie zmieniały tego ani słabnące siły ani kolejne przerzuty. W ostatnim czasie nowotwór zajął płuca.

Było już bardzo, bardzo źle.

W czwartek dwie starsze siostry pracujące w ośrodku źle się poczuły. Natychmiast zorganizowano testy na COVID-19. Wykonano je w piątek. W sobotę przyszła informacja o kilku pozytywnych wynikach. Wśród nich był wynik s. Łucji.

Natychmiast wszczęto procedury zabezpieczające ośrodek w Piszkowicach, poinformowano wszystkie służby i władze, zorganizowano ciągłość opieki medycznej i pielęgnacyjnej dla dzieci. Odizolowano ośrodek, a osoby z zewnątrz, które miały kontakt z dziećmi i personelem poddano kwarantannie.

Ona za to odpowiadała. W sobotę. Jednego dnia. W międzyczasie, świadoma swojego stanu zdrowia, dzwoniła do ludzi… żeby się pożegnać, podziękować i przeprosić (!!!?) za choćby pozór zła, który mogła komukolwiek wyrządzić. To wszystko wczoraj. W niedzielę, wcześnie rano odeszła.

Tych z Was, którzy się modlą, proszę o wspomnienie za Nią. Tych, którzy nie, o zachowanie w czułej pamięci. Zasłużyła na to jak mało kto. Albo o odwiedzenie Piszkowic, jak to wszystko złe się skończy. Warto to zrobić dla siebie, dla tych dzieciaków i dla Niej.

Dzięki Siostro! I przepraszam za choćby pozór zła. Ty byłaś tylko DOBRA.

 

Marcin Gutowski, przyjaciel s. Łucji

 

Ze względu na trudną sytuację epidemiologiczną oraz chęć uczestniczenia w ostatnim pożegnaniu wielu osób, data pogrzebu zostanie ustalona w późniejszym możliwym terminie.

Udostępnij: