Wtorek, 3 listopada

Wtorek, 3 listopada

Wtorek 31. tygodnia okresu zwykłego, św. Marcin de Porres, zakonnik, Ewangelia: Łk 14,15-24
W dzisiejszej Ewangelii Jezus opowiada przypowieść o wielkiej uczcie, na którą zaproszeni goście zaczynają szukać wymówek. Jeden kupił pole, inny woły, a jeszcze inny właśnie się ożenił. Żadna z tych czynności nie jest sama w sobie zła, ale ich błędem jest pozwolenie, by dobre rzeczy miały pierwszeństwo przed największym dobrem: odpowiedzią na Boże zaproszenie. Ta przypowieść przypomina nam, że nasze wybory ujawniają nasze priorytety. Często twierdzimy, że Bóg jest ważny w naszym życiu, jednak nasze codzienne decyzje mogą mówić co innego. Obowiązki, relacje, praca, dobra materialne i osobiste ambicje mogą stopniowo zajmować miejsce, które należy się Jemu. Uczynienie Boga naszym priorytetem nie oznacza zaniedbywania innych obowiązków; oznacza to pozwolenie, by nasza relacja z Nim nadawała sens, kierunek i wartość wszystkim innym sprawom. Kiedy Bóg jest na pierwszym miejscu, stajemy się bardziej wierni w wypełnianiu naszych obowiązków, bardziej hojni w naszych relacjach i bardziej wyczuleni na potrzeby potrzebujących. Święty Martin de Porres pięknie to pokazał poprzez swoją pokorną służbę, zwłaszcza wobec ubogich, chorych i zapomnianych. Jego miłość do Boga nie była oddzielona od codziennych czynności; przekształcała je w przejawy miłosierdzia. Zaproszenie na ucztę ukazuje również hojność Boga: gdy niektórzy odmawiają, On przyjmuje ubogich, kalekich, niewidomych i chromych. Boże zaproszenie jest zawsze hojne, ale nasza odpowiedź wymaga świadomego wyboru. Przesłanie Chrystusa zachęca nas do zastanowienia się nie tylko nad tym, co uważamy za ważne, ale także nad tym, co faktycznie wybieramy, gdy różne priorytety walczą o naszą uwagę. Nasze życie duchowe kształtuje się nie tylko przez to, co uważamy za najważniejsze, ale przez to, co konsekwentnie stawiamy na pierwszym miejscu. Zastanówmy się: kiedy dokonuję codziennych wyborów, czy moja relacja z Bogiem naprawdę kieruje moimi priorytetami, czy też pozwalam, by inne sprawy – nawet te uzasadnione i dobre – zajęły pierwsze miejsce, które należy się Jemu?

Don Giorgio

Poniedziałek, 2 listopada

Poniedziałek, 2 listopada

Pamięć wszystkich wiernych zmarłych – Dzień Zaduszny, czytania: Księga Mądrości 3,1–9; Psalm 23; List do Rzymian 8,14–23; Ewangelia według św. Jana 11,17–27
Dzisiaj, w Dzień Zaduszny, wspominamy naszych ukochanych zmarłych nie tylko ze smutkiem, ale z miłością, która trwa ponad śmiercią, i nadzieją sięgającą wieczności. Księga Mądrości zapewnia nas: „Dusze sprawiedliwych są w ręku Boga i żadna męka ich nie dotknie”. Właśnie tego pragniemy dla tych, których kochaliśmy i straciliśmy: aby spoczywali w pokoju w kochających rękach Boga. Nasze modlitwy za nich są wyrazem miłości, której śmierć nie może zniszczyć. Psalmista oświadcza: „Pan jest moim pasterzem, niczego mi nie braknie”. Raj zaczyna się tutaj, gdy odkrywamy, że przynależność do Boga jest naszym największym zabezpieczeniem i najgłębszym szczęściem. Święty Paweł przypomina nam, że poprzez chrzest stajemy się synami i córkami Boga, mając udział w losie Jego jedynego Syna, Jezusa Chrystusa, który przeszedł przez śmierć do chwały Zmartwychwstania. Śmierć nie jest zatem zniszczeniem naszej relacji z Bogiem, lecz przejściem ku jej spełnieniu. W Ewangelii Jezus wkracza do pogrążonej w żałobie rodziny z Betanii, gdzie Marta i Maria opłakują swojego brata Łazarza. Nie lekceważy On ich smutku; zamiast tego przemienia ich spotkanie ze śmiercią w spotkanie z nadzieją, oświadczając: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem”. Jezus nie tylko obiecuje zmartwychwstanie jako przyszłe wydarzenie; objawia, że zmartwychwstanie jest zakorzenione w Jego własnej osobie. Nasza nadzieja nie polega po prostu na tym, że po śmierci coś nas czeka, ale że ktoś na nas czeka: Jezus Chrystus, który kocha nas wiecznie. Dlatego modlimy się za zmarłych. Nasze modlitwy powierzają ich miłosierdziu Bożemu i wyrażają naszą trwałą wspólnotę z nimi w Chrystusie. Śmierć może przerwać nasze rozmowy, nasze uściski i nasze ziemskie współżycie, ale nie może położyć kresu miłości podtrzymywanej przez Boga. Niech dzisiaj, gdy wspominamy naszych zmarłych bliskich, nasz smutek zostanie złagodzony wdzięcznością, nasze wspomnienia wzmocnione modlitwą, a nasze serca wypełnione spokojną pewnością, że ci, których kochamy, pozostają w rękach Boga, który jest Zmartwychwstaniem i Życiem. Zastanówmy się: kiedy wspominam moich ukochanych zmarłych, czy pozwalam, by moja miłość stała się modlitwą, ufając, że pozostają oni w miłosiernych rękach Boga i że dzięki Zmartwychwstaniu Chrystusa nasza wspólnota w miłości ma przyszłość wykraczającą poza śmierć?

Don Giorgio

Niedziela, 1 listopada

Niedziela, 1 listopada

Wszystkich Świętych – uroczystość, czytania: Apokalipsa 7,2–4; 9–14; Psalm 24; 1 List św. Jana 3,1–3; Ewangelia według św. Mateusza 5,1–12a
Dzisiaj, gdy obchodzimy uroczystość Wszystkich Świętych, Kościół przypomina nam, że świętość nie jest przywilejem nielicznych, niezwykłych osób, lecz powołaniem i możliwością każdego dziecka Bożego. W pierwszym czytaniu św. Jan widzi wielką rzeszę ludzi ze wszystkich narodów, którzy przeszli przez czas wielkiego ucisku, piorąc swoje szaty i wybielając je we krwi Baranka. Ich świętość nie oznacza, że żyli bez trudności i porażek, ale że wytrwali w zaufaniu do Pana i pozwolili, by Jego odkupieńcza miłość ich oczyściła. Święci to nie ci, którzy nigdy nie zmagali się z trudnościami, ale ci, którzy nigdy nie przestali ufać miłości Bożej. Psalmista opisuje ich jako ludzi, którzy tęsknią za ujrzeniem oblicza Boga. Św. Jan w swoim Pierwszym Liście objawia najgłębsze znaczenie tej tęsknoty: już teraz jesteśmy umiłowanymi dziećmi Boga, a naszym ostatecznym przeznaczeniem jest ujrzenie Go takim, jakim jest naprawdę. Świętość to droga od bycia kochanym jako dzieci Boże do ujrzenia kochającego oblicza naszego Ojca. W Ewangelii Jezus głosi błogosławieństwa, ukazując, że Bóg już wyposażył nas w środki potrzebne do tego, byśmy stali się świętymi: ubóstwo ducha, cichość, miłosierdzie, czystość serca, głód sprawiedliwości, budowanie pokoju i wytrwałość w cierpieniu. Nie są to niemożliwe do osiągnięcia ideały zarezerwowane dla wyjątkowych ludzi, ale postawy, które łaska Boża czyni możliwymi w naszym codziennym życiu. Jesteśmy błogosławieni nie dlatego, że nasze życie jest wolne od trudności, ale dlatego, że łaska Boża pozwala nam przekształcić każdą okoliczność w okazję do świętości. Święci przypominają nam, że niebo nie jest odległym marzeniem, ale spełnieniem relacji z Bogiem, która zaczyna się tu i teraz. Stajemy się świętymi nie poprzez zmianę tego, kim jesteśmy, ale poprzez pozwolenie, by miłość Boża przemieniła osoby, którymi już jesteśmy. Zastanówmy się: czy zdaję sobie sprawę, że Bóg już obdarzył mnie łaską i środkami, bym stał się świętym, i czy pozwalam Jego miłości przemieniać moje codzienne zmagania, relacje i obowiązki w drogę prowadzącą do ujrzenia Jego oblicza?

Don Giorgio

Sobota, 31 października

Sobota, 31 października

Sobota 30. tygodnia okresu zwykłego, sobota ku czci Najświętszej Maryi Panny, Ewangelia: Łk 14,1,​7-11
W dzisiejszej Ewangelii Jezus obserwuje, jak goście na uczcie wybierają miejsca honorowe, i uczy ich podstawowej zasady bycia uczniem: „Każdy, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony”. Słowa te przypominają nam, że życie chrześcijańskie musi być życiem w pokorze. Pokora nie polega na myśleniu o sobie źle, zaprzeczaniu swoim zdolnościom ani udawaniu, że nasze osiągnięcia nie mają żadnej wartości. Jest to raczej uznanie tego, kim naprawdę jesteśmy przed Bogiem i innymi ludźmi. Wszystko, co posiadamy – nasze talenty, możliwości, obowiązki i osiągnięcia – jest ostatecznie darem, który nam powierzono. Prawdziwa pokora nie polega na ukrywaniu naszych darów, ale na wykorzystywaniu ich bez stawiania siebie w centrum uwagi. Jezus zachęca nas, byśmy nie szukali ani uznania, ani wyższości, lecz wolności służenia bez ciągłego mierzenia naszej ważności. Najpiękniejszy przykład takiej postawy daje nam Najświętsza Maryja Panna. W swoim „Magnificat” głosi, że Bóg spojrzał na pokorę swojej służebnicy i uczynił dla niej wielkie rzeczy. Maryja nie zaprzecza Bożym darom ani nie przypisuje ich sobie jako własnych osiągnięć; uznaje je z wdzięcznością i całą chwałę oddaje Jemu. Pokora pozwala nam uznać naszą wielkość za dar Boży, a nie za powód do wywyższania siebie. Umożliwia nam również docenianie dobroci innych bez zazdrości, przyjmowanie upomnień bez urazy oraz wypełnianie obowiązków bez arogancji. Przesłanie Chrystusa uczy nas, że nasza prawdziwa godność nie zależy od miejsca, jakie zajmujemy przy stole, ale od miłości, z jaką realizujemy nasze powołanie. Osoba pokorna nie musi wydawać się większa od innych, ponieważ wystarczy już samo to, że jest kochana przez Boga. Zastanówmy się: czy żyję w wolności prawdziwej pokory, z wdzięcznością uznając moje dary i obowiązki, wykorzystując je jednocześnie do służby innym, czy też wciąż szukam uznania, znaczenia i docenienia dla siebie samego?

Don Giorgio

Piątek, 30 października

Piątek, 30 października

Piątek 30. tygodnia okresu zwykłego, Ewangelia: Łk 14,1-6
W dzisiejszej Ewangelii Jezus spotyka mężczyznę cierpiącego na wodną puchlinę podczas posiłku w domu jednego z czołowych faryzeuszy. Wiedząc, że jest bacznie obserwowany, Jezus pyta: „Czy wolno uzdrawiać w szabat, czy nie?”. Jego pytanie ujawnia głęboką prawdę: wszystko w naszej relacji z Bogiem ostatecznie zmierza ku uzdrowieniu i przywróceniu życia. Szabat, Prawo, modlitwa, kult i każda praktyka religijna mają na celu zbliżenie nas do Boga, który uzdrawia, przywraca i daje życie. Jezus nie lekceważy świętości szabatu; wręcz przeciwnie, objawia jego najgłębsze znaczenie, uzdrawiając cierpiącego człowieka. Czasami ryzykujemy sprowadzenie naszej relacji z Bogiem do obowiązków, zasad, tradycji lub zewnętrznych obrzędów, zapominając, że ich ostatecznym celem jest przemiana i uzdrowienie ludzkiego serca. Bóg nie zaprasza nas do relacji z Nim po to, by uczynić nas bardziej religijnymi, ale po to, by uczynić nas bardziej pełnymi, bardziej kochającymi i bardziej zdolnymi do niesienia Jego dobroci innym. Jego uzdrawiające dotknięcie dotyczy nie tylko naszego fizycznego cierpienia, ale także naszych lęków, uprzedzeń, zranionych relacji, egoizmu i duchowej ślepoty. Co więcej, ci, którzy doświadczają Bożej uzdrawiającej miłości, są powołani, by stać się narzędziami uzdrowienia dla innych. Nasze słowa mogą przywrócić zaufanie, nasze przebaczenie może uzdrowić relacje, a nasze współczucie może złagodzić cierpienie. Autentyczność naszej relacji z Bogiem odzwierciedla się w uzdrawiającej obecności, jaką stajemy się w życiu innych. Przesłanie Chrystusa przypomina nam, że świętość nigdy nie jest oddzielona od miłosierdzia, a prawdziwe wielbienie Boga nie może pozostawać obojętne na ludzkie cierpienie. Im bardziej zbliżamy się do Boga, tym bardziej powinniśmy stawać się źródłem uzdrowienia, pokoju i nadziei dla otaczających nas osób. Zastanówmy się: czy moja relacja z Bogiem naprawdę uzdrawia i przemienia moje serce oraz czy moja obecność w życiu innych przynosi uzdrowienie, otuchę, pojednanie i pokój?

Don Giorgio

Czwartek, 29 października

Czwartek, 29 października

Czwartek 30. tygodnia okresu zwykłego, Ewangelia: Łk 13,31-35
W dzisiejszej Ewangelii Jezus wyraża swój smutek z powodu Jerozolimy: „Ileż to razy pragnąłem zgromadzić dzieci twoje, jak kokosz gromadzi swoje pisklęta pod skrzydłami, a wy nie chcieliście!”. Słowa te ukazują czułość Bożej miłości i tragedię ludzkiego oporu. Bóg nieustannie wyciąga do nas rękę, oferując swoją obecność, przewodnictwo, ochronę i łaskę. Jednak gdy opieramy się rozpoznaniu Bożej ręki, ryzykujemy, że przegapimy właśnie te błogosławieństwa, które On nam oferuje. Mieszkańcy Jerozolimy czekali na Bożą interwencję, ale wielu z nich nie rozpoznało Go, gdy przyszedł pośród nich w osobie Jezusa. Czasami my również oczekujemy, że Bóg będzie działał zgodnie z naszymi planami, preferencjami i oczekiwaniami. Kiedy Jego obecność przybiera nieoczekiwaną formę, możemy ją przeoczyć, a nawet się jej opierać. Ręka Boga może być obecna w trudnym doświadczeniu, które uczy nas pokory, w osobie, która podważa nasze postawy, w nieoczekiwanej zmianie, która otwiera nowe możliwości, lub w cichym zaproszeniu do przebaczenia i rozpoczęcia wszystkiego od nowa. Największą przeszkodą w rozpoznaniu działania Boga nie zawsze jest Jego milczenie, ale nasza niechęć do dostrzegania, że działa On inaczej niż się tego spodziewamy. Jezus nie porzuca swojej misji pomimo odrzucenia i gróźb. Jego wierna miłość przypomina nam, że Bóg nadal nas zaprasza, nawet gdy wahamy się z odpowiedzią. Przesłanie Chrystusa zachęca nas do pielęgnowania otwartego i rozeznającego serca, zdolnego do rozpoznawania Bożej obecności wykraczającej poza nasze bezpośrednie zrozumienie. Wiara nie polega na tym, by zawsze prosić Boga, by spełniał nasze oczekiwania, ale na nauce rozpoznawania i przyjmowania Jego ręki, gdziekolwiek nas prowadzi. Zastanówmy się: czy jestem naprawdę otwarty na dostrzeganie Bożej ręki w ludziach, wydarzeniach i nieoczekiwanych okolicznościach mojego życia, czy też moje sztywne oczekiwania i osobisty opór uniemożliwiają mi przyjęcie Jego obecności i przewodnictwa?

Don Giorgio