Wtorek, 13 października

Wtorek, 13 października

Wtorek 28. tygodnia okresu zwykłego

Ewangelia: Łk 11, 37–41

W dzisiejszej Ewangelii Jezus rzuca wyzwanie faryzeuszowi, który jest zaskoczony, że Jezus nie dokonuje zwyczajowego obmycia rąk przed posiłkiem. Jezus odpowiada, zwracając uwagę na coś znacznie ważniejszego: „Wy, faryzeusze, myjecie zewnętrzną stronę kubka i talerza, a wewnątrz jesteście pełni wyzysku i niegodziwości”. Jego słowa ujawniają fundamentalną prawdę o byciu uczniem: istotne jest, aby nasze życie wewnętrzne było czyste przed Bogiem. Często poświęcamy wiele uwagi temu, co widzą inni – naszemu zachowaniu, reputacji, osiągnięciom, praktykom religijnym i wrażeniu, jakie wywieramy. Te zewnętrzne przejawy mają swoją wartość, ale nie mogą zastąpić czystości serca. Bóg widzi ponad pozory. Zna intencje kryjące się za naszymi czynami, pragnienia motywujące nasze wybory oraz myśli, które pielęgnujemy, gdy nikt nie patrzy. Jezus nie prosi nas, byśmy zaniedbywali to, co zewnętrzne, ale byśmy zadbali o to, by nasza zewnętrzna dobroć wynikała z wewnętrznej przemiany. Prawdziwa świętość nie polega na sztuce udawania, że jest się dobrym, ale na łasce stawania się dobrym od wewnątrz. Dlatego Jezus kończy swoje słowa zaproszeniem do hojności: „Dawajcie jałmużnę z tego, co macie, a wtedy rzeczywiście wszystko będzie dla was czyste”. Czyste serce to nie tylko takie, które unika zła; to serce coraz bardziej uwolnione od egoizmu i otwarte na miłość. Hojność staje się znakiem wewnętrznego oczyszczenia, ponieważ przemienia naszą relację z dobrami materialnymi, z innymi ludźmi i z samym sobą. Przesłanie Chrystusa przypomina nam, że najgłębsze nawrócenie ma miejsce w tej ukrytej świątyni, gdzie widzi nas tylko Bóg. Kiedy nasze intencje stają się szczere, nasze pragnienia hojne, a nasza miłość autentyczna, nasze zewnętrzne działania w naturalny sposób zaczynają odzwierciedlać piękno serca przemienionego przez łaskę. Czystość, której pragnie Bóg, to nie tylko pozory czystości przed innymi, ale serce, w którym Jego miłość może mieszkać bez przeszkód. Zastanówmy się: czy bardziej martwię się tym, jak moje życie wygląda w oczach innych, czy też szczerze pozwalam Bogu oczyścić moje myśli, intencje, pragnienia i motywacje, tak aby moje zewnętrzne działania stały się wyrazem prawdziwie czystego serca?

Don Giorgio

Wtorek, 13 października

Wtorek, 13 października

Wtorek 28. tygodnia okresu zwykłego
Ewangelia: Łk 11, 37–41 W dzisiejszej Ewangelii Jezus rzuca wyzwanie faryzeuszowi, który jest zaskoczony, że Jezus nie dokonuje zwyczajowego obmycia rąk przed posiłkiem. Jezus odpowiada, zwracając uwagę na coś znacznie ważniejszego: „Wy, faryzeusze, myjecie zewnętrzną stronę kubka i talerza, podczas gdy wewnątrz jesteście pełni wyzysku i niegodziwości”. Jego słowa ujawniają fundamentalną prawdę o byciu uczniem: istotne jest, aby nasze życie wewnętrzne było czyste przed Bogiem. Często poświęcamy wiele uwagi temu, co widzą inni – naszemu zachowaniu, reputacji, osiągnięciom, praktykom religijnym i wrażeniu, jakie wywieramy. Te zewnętrzne przejawy mają swoją wartość, ale nie mogą zastąpić czystości serca. Bóg widzi ponad pozory. Zna intencje kryjące się za naszymi czynami, pragnienia motywujące nasze wybory oraz myśli, które pielęgnujemy, gdy nikt nie patrzy. Jezus nie prosi nas, byśmy zaniedbywali to, co zewnętrzne, ale byśmy zadbali o to, by nasza zewnętrzna dobroć wynikała z wewnętrznej przemiany. Prawdziwa świętość nie polega na sztuce udawania dobrego, ale na łasce stawania się dobrym od wewnątrz. Dlatego Jezus kończy swoje nauczanie zaproszeniem do hojności: „Dawajcie jałmużnę z tego, co macie, a wtedy rzeczywiście wszystko będzie dla was czyste”. Czyste serce to nie tylko serce, które unika zła; to serce coraz bardziej uwolnione od egoizmu i otwarte na miłość. Hojność staje się znakiem wewnętrznego oczyszczenia, ponieważ przemienia naszą relację z dobrami materialnymi, z innymi ludźmi i z samym sobą. Przesłanie Chrystusa przypomina nam, że najgłębsze nawrócenie ma miejsce w tej ukrytej świątyni, gdzie widzi nas tylko Bóg. Kiedy nasze intencje stają się szczere, nasze pragnienia hojne, a nasza miłość autentyczna, nasze zewnętrzne działania w naturalny sposób zaczynają odzwierciedlać piękno serca przemienionego przez łaskę. Czystość, której pragnie Bóg, to nie tylko pozory czystości w oczach innych, ale serce, w którym Jego miłość może mieszkać bez przeszkód. Zastanówmy się: czy bardziej martwię się tym, jak moje życie wygląda w oczach innych, czy też szczerze pozwalam Bogu oczyścić moje myśli, intencje, pragnienia i motywacje, aby moje zewnętrzne działania stały się wyrazem prawdziwie czystego serca?

Don Giorgio

Poniedziałek, 12 października

Poniedziałek, 12 października

Poniedziałek 28. tygodnia okresu zwykłego
Ewangelia: Łk 11, 29-32 W dzisiejszej Ewangelii Jezus odpowiada pokoleniu, które wciąż domaga się znaków, mimo że największy znak stoi już przed nimi. Mówi o Jonaszu, którego nauczanie doprowadziło mieszkańców Niniwy do nawrócenia, oraz o królowej z Południa, która przybyła z daleka, by wysłuchać mądrości Salomona. Jednak Jezus oświadcza: „Tutaj jest ktoś większy niż Salomon” oraz „Tutaj jest ktoś większy niż Jonasz”. Problemem nie jest brak znaków, ale brak wiary zdolnej do rozpoznania tego, co te znaki objawiają. Wiara pozwala nam rozpoznać boskość Jezusa wykraczającą poza Jego widzialne człowieczeństwo. Bez wiary ludzie mogą podziwiać Jego mądrość, być pod wrażeniem Jego cudów, doceniać Jego współczucie, a nawet uznawać Go za niezwykłego nauczyciela, nie odkrywając jednak, kim On naprawdę jest: wiecznym Synem Bożym, który wkroczył w historię ludzkości dla naszego zbawienia. Wiara nie tworzy Jego boskości; otwiera nasze oczy, byśmy rozpoznali boską rzeczywistość już obecną w Nim. Mieszkańcy Niniwy odpowiedzieli na nauczanie Jonasza, a Królowa Południa uznała mądrość Salomona. O ileż większa powinna więc być nasza odpowiedź wobec Chrystusa, który nie jest jedynie posłańcem Boga, ale samym Bogiem, który stał się człowiekiem! Przesłanie Chrystusa przypomina nam, że najgłębszym celem każdego znaku, cudu, nauki i spotkania jest doprowadzenie nas do osobistej relacji z Nim. Największym znakiem, jaki Bóg dał ludzkości, nie jest coś, co Jezus czyni, ale sam Jezus. Jego Wcielenie, Jego Krzyż i Jego Zmartwychwstanie objawiają miłość i moc Boga w sposób, którego żaden inny znak nie może przewyższyć. Nie musimy zatem nieustannie poszukiwać niezwykłych przejawów Bożej obecności. Potrzebujemy głębszej wiary, która dostrzega niezwykłą tajemnicę już obecną w Jezusie i odpowiada Mu poprzez nawrócenie, zaufanie, uwielbienie i miłość. Zastanówmy się: czy nieustannie poszukuję niezwykłych znaków obecności Boga, czy też moja wiara pozwala mi rozpoznać i wielbić boskość Jezusa, który sam w sobie jest największym znakiem miłości Boga do mnie?

Don Giorgio

Sobota, 10 października

Sobota, 10 października

Sobota ku czci Najświętszej Maryi Panny
Sobota 27. tygodnia okresu zwykłego
Ewangelia: Łk 11,27-28 W dzisiejszej krótkiej Ewangelii kobieta z tłumu wychwala matkę Jezusa: „Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które Cię karmiły!”. Jezus odpowiada: „Jeszcze bardziej błogosławieni są ci, którzy słuchają Słowa Bożego i je zachowują!”. Słowa te nie umniejszają wielkości Maryi; wręcz przeciwnie, ujawniają najgłębszy powód jej błogosławieństwa. Maryja jest błogosławiona nie tylko dlatego, że urodziła Jezusa, ale dlatego, że najpierw przyjęła Słowo Boże do swojego serca i pozwoliła mu ukształtować całe swoje życie. Zanim poczęła Słowo, które stało się ciałem, w swoim łonie, już wcześniej przyjęła Go poprzez wiarę i posłuszeństwo. To, co naprawdę ma znaczenie w naszej relacji z Bogiem, to nasza relacja ze Słowem Bożym. Możemy przebywać blisko miejsc świętych, uczestniczyć w uroczystościach religijnych, pełnić ważne obowiązki w Kościele, posiadać wiedzę teologiczną, a nawet dokonywać wielkich rzeczy w imię Chrystusa. Jednak żadna z tych rzeczy nie może zastąpić zasadniczego pytania: jakie miejsce zajmuje Słowo Boże w moim sercu i w moim codziennym życiu? Maryja uczy nas, że słuchanie Słowa to coś więcej niż tylko wsłuchiwanie się, a zachowywanie go to coś więcej niż tylko zapamiętywanie. Oznacza to pozwolenie, by Słowo Boże wkroczyło w nasze decyzje, przemieniło nasze postawy, oczyściło nasze intencje i kierowało naszymi działaniami. Ona zachowywała Słowo nawet wtedy, gdy nie rozumiała go w pełni – od Zwiastowania aż po Kalwarię – pozostając wierną zarówno w radości, jak i w niepewności oraz cierpieniu. Słowo Boże przynosi owoce w nas nie tylko wtedy, gdy je znamy, ale gdy pozwalamy mu stać się zasadą, według której żyjemy. Przesłanie Chrystusa przypomina nam, że świętość nie mierzy się przede wszystkim naszą pozycją, osiągnięciami czy zewnętrzną bliskością rzeczy świętych, ale głębią naszej otwartości i wierności Słowu Bożemu. Podobnie jak Maryja, stajemy się prawdziwie błogosławieni, gdy Słowo, które słyszymy, staje się życiem, które prowadzimy. Zastanówmy się: czy moja relacja ze Słowem Bożym ogranicza się jedynie do słuchania, czytania i poznawania, czy też pozwalam mu, podobnie jak Maryja, wkroczyć tak głęboko do mojego serca, że przemienia ono sposób, w jaki myślę, dokonuję wyborów, kocham i żyję?

Don Giorgio

Piątek, 9 października

Piątek, 9 października

Piątek 27. tygodnia okresu zwykłego
Święci Dionizy, biskup, i jego towarzysze, męczennicy
Święty Jan Leonardi, kapłan
Ewangelia: Łk 11, 15–26
W dzisiejszej Ewangelii Jezus objawia swoją boską władzę nad siłami zła. Gdy niektórzy oskarżają Go o to, że wygania demony mocą Belzebuba, oświadcza: „Jeśli to palcem Bożym wyganiam demony, to wiedzcie, że Królestwo Boże was ogarnęło”. Jezus nie jest po prostu kolejną potężną osobą, która stawia czoła złu; jest Synem Bożym, którego boskość jest silniejsza niż każda siła zagrażająca ludzkości. Jego obecność przynosi wyzwolenie, ponieważ zło nie może ostatecznie zwyciężyć nad mocą Boga. Jezus opisuje siebie jako tego Silniejszego, który pokonuje silnego mężczyznę i odbiera mu broń. To daje nam głęboki powód do ufności: Jezus chroni nas nie tylko poprzez swoje miłosierdzie czy ludzką bliskość, ale poprzez nieskończoną moc swojej boskości. Jednak Jego ochrona nie oznacza, że nigdy nie spotkamy się z pokusami, cierpieniem czy duchowymi zmaganiami. Oznacza to raczej, że nigdy nie jesteśmy pozostawieni sami sobie, by stawiać im czoła własnymi siłami. Ostatnie ostrzeżenie o powrocie nieczystego ducha do pustego domu uczy nas czegoś równie ważnego: nie wystarczy uwolnić się od zła; nasze serca muszą stać się mieszkaniem dla Chrystusa. Najbezpieczniejsze serce to nie tylko takie, z którego wygnano zło, ale takie, w którym sam Chrystus został przyjęty i któremu pozwolono panować. Święci Denis i jego towarzysze dali świadectwo tej ufności poprzez swoje męczeństwo, podczas gdy święty Jan Leonardi poświęcił swoje życie odnowie Kościoła poprzez wierność Chrystusowi. Ich życie przypomina nam, że siła bycia uczniem nie wynika z naszej zdolności do przeciwstawiania się wszystkiemu, ale z naszej jedności z Panem, który już pokonał zło. Im bliżej pozostajemy Jezusa poprzez modlitwę, Jego Słowo, sakramenty i miłość, tym głębiej doświadczamy ochrony Jego boskiej obecności. Zastanówmy się: czy stawiam czoła moim słabościom, pokusom i lękom, polegając wyłącznie na własnej sile, czy też pozwalam Chrystusowi zamieszkać we mnie tak głęboko, że Jego boska obecność staje się moją prawdziwą ochroną i bezpieczeństwem?

Don Giorgio

Czwartek, 8 października

Czwartek, 8 października

Czwartek 27. tygodnia okresu zwykłego
Ewangelia: Łk 11, 5-13 „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; pukajcie, a zostanie wam otworzone”. Te słowa Jezusa uczą nas, że odwaga, by prosić, wynika z zaufania. Wahamy się z prośbą, gdy nie jesteśmy pewni co do osoby, która stoi przed nami: czy zostanę przyjęty? Czy zostanę zrozumiany? Czy moja potrzeba będzie miała znaczenie? Jezus jednak zachęca nas, byśmy podchodzili do Boga inaczej – nie jako obcy próbujący przekonać niechętnego Boga, ale jako dzieci zwracające się do Ojca, który już je kocha. Człowiek z przypowieści nie przestaje pukać, ponieważ ufa, że drzwi mogą zostać otwarte. O ileż pewniej możemy pukać do serca Ojca! Zaufanie nie oznacza jednak, że Bóg zawsze da nam dokładnie to, o co prosimy, ani w sposób, w jaki tego oczekujemy. Jezus prowadzi nas głębiej: „O ileż bardziej Ojciec niebieski da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą!”. Największą odpowiedzią na modlitwę jest ostatecznie to, że Bóg daje nam samego siebie. Czasami prosimy o zmianę sytuacji, podczas gdy Duch Święty zmienia nasze serce; prosimy o zniknięcie trudności, podczas gdy On daje nam siłę, by przez nią przejść; prosimy o zrozumienie, podczas gdy On daje nam łaskę, by ufać bez zrozumienia. Wytrwała modlitwa nie jest zatem próbą zmęczenia Boga, ale wyrazem relacji, która nie przestaje ufać. Przesłanie Chrystusa zachęca nas, byśmy śmiało prosili, cierpliwie szukali i wytrwale pukali, ponieważ znamy Tego, który znajduje się po drugiej stronie drzwi. Kiedy ufamy sercu Ojca, nie boimy się już przedstawiać Mu naszych najgłębszych pragnień i potrzeb. Zastanówmy się: czy mam odwagę prosić Boga otwarcie i wytrwale o to, co leży mi na sercu, ufając nie tylko temu, co On może mi dać, ale przede wszystkim dobroci Ojca, który mnie słucha?

Don Giorgio