Moje przemyślenia na temat starości, tak jak ją przeżywam

Moje przemyślenia na temat starości, tak jak ją przeżywam

Dla mnie słonecznik wyraża obraz starzenia się. Ciężkie główki kwiatów są pełne owoców. Nic już nie robią. Po prostu wystawiają się na słońce i dojrzewają, aż zostaną zebrane i staną się źródłem pożywienia dla innych. Całe piękno zniknęło. Tak to już jest ze mną, z tym starym człowiekiem. Nie muszę już nic robić, nie muszę zdobywać uznania poprzez występy. Po prostu jestem. Kiedy rozważam moją obecną sytuację, moje obecne życie jest zdeterminowane przez trzy główne punkty:   Zostawianie Akceptacja i pragnienie przynoszenia owoców.   Chciałabym podporządkować to odchodzenie pod biblijne słowa J 21,18: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: Gdy byłeś młody, przepasałeś się i mogłeś iść, dokądkolwiek chciałeś. Lecz gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię przepasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz."   Muszę porzucić swoje pomysły na życie i iść za tym, co Bóg chce, abym robiła. Jest łaskawy i pozwala mi to robić po kawałku. Najpierw odpuśćcie aktywność, swoją wolę, siebie, a potem odpuśćcie życie: Jest to proces, który czasami jest bolesny i dotyczy różnych obszarów.   Porzucenie zdrowia Powinnam dbać o swoje zdrowie, ale z umiarem. Jeśli nieustannie martwię się o swoje zdrowie, to nieustannie dręczą mnie obawy, że mogę je stracić.   Porzucanie relacji Z wiekiem relacje międzyludzkie ulegają osłabieniu i muszę coraz bardziej uczyć się być sama. Kiedy tracę drogą, zaufaną osobę w wyniku śmierci lub przeprowadzki, jest to bolesne i następuje długi proces żałoby, przechodzący różne etapy.   Pozbycie się własności W śmierci muszę wszystko porzucić i dlatego dobrze jest ćwiczyć to już teraz, rozstając się z wieloma rzeczami i rozdając je. W ten sposób małe więzi mogą powstać na nowo. Uwolnienie się od stanowisk i władzy Dla mnie było to głębokie cięcie, kiedy nie byłam już informowana ani pytana. Poprzez zwiększoną aktywność, zagłuszam te straty, aby pokazać, że nadal mam wszystko pod kontrolą. Ale im bardziej stary człowiek trzyma się swoich pozycji, tym więcej stwarza wrogów, a to może prowadzić do buntu i katastrofy Jeśli ten proces jest przeżywany prawidłowo, prowadzi do chwalebnej wolności dzieci Bożych.   Pozwalając odejść życiu Dla mnie śmierć jest końcem życia tu na ziemi, a jednocześnie przejściem i początkiem życia w chwale Boga. Umieranie jest nie tylko końcem mojego życia, ale zawsze było obecne w mojej historii życia. W każdym odrzuceniu, rozczarowaniu, bezradności, poczuciu bezsilności, słabości, doświadczeniu choroby, doświadczam odchodzenia i umierania. Pomocą dla mnie jest medytacja nad krzyżem i męką Jezusa, nad tym jak ON przyjął śmierć. Tak jak śmierć Jezusa była drogą do Bożej chwały, tak i moja droga do Boga będzie wiodła tylko przez śmierć. Mam pewne wyobrażenia na temat umierania dla mnie, ale to nie jest w moich rękach. Muszę się z tym pogodzić i przyjąć śmierć taką, jaką dał mi Bóg. Akceptacja Starość przychodzi sama z siebie. Jeśli ma się to udać, muszę bezwarunkowo zaakceptować historię mojego życia i pogodzić się z moją przeszłością, tzn. złożyć moje życie ze wszystkimi jego pozytywami i negatywami w Bożym miłosierdziu i zaufać, że Bóg je przyjął. Muszę nauczyć się akceptować własne ograniczenia: Bezradność, bezsilność, słabość, zmęczenie, niepełnosprawność, samotność, chorobę, zapomnienie i wiele innych. Jeśli chodzi o zapomnienie, przyszło mi na myśl słowo z Pisma Świętego. "Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie". Pomocą w zaakceptowaniu moich ograniczeń jest świadomość, że Bóg otacza i nosi mnie swoją uzdrawiającą, kochającą bliskością i obejmuje mnie w śmierci swoimi kochającymi ramionami.   Trzeci punkt, pragnienie przynoszenia owoców, chciałabym umieścić pod Psalmem 92:13-15: "Sprawiedliwy kwitnie jak palma, rośnie jak cedry Libanu. Zasadzone w domu Pana, rozkwitają na dziedzińcach naszego Boga. Owocują nawet w podeszłym wieku i pozostają pełne soków i pełne świeżości. Następnie muszą być spełnione dwa warunki, aby w starości nadal przynosić owoce: Sprawiedliwość i zasadzony w domu Pana.   Sprawiedliwy jest ten, kto oddaje sprawiedliwość ludziom z ich potrzebami. Sprawiedliwy człowiek nie tylko troszczy się o siebie, ale także zawsze ma na uwadze innych. Kto jest zakorzeniony w Bogu, ten przynosi owoce. To jest piękne, kiedy moja tęsknota zamienia się w cierpliwość i spokój. Kiedy uczę się czekać i słuchać w samotności, pogłębia się moja relacja z Bogiem. W moim wieku nie muszę niczego sobie udowadniać, nie muszę być zdeterminowana przez oczekiwania ludzi i nie muszę porównywać się z innymi. W ten sposób osiągam głęboką wewnętrzną wolność.     Doświadczam siebie w polu napięcia pomiędzy pozostawieniem a akceptacją. Czasami jedno działa lepiej, a czasami drugie. Starość jest dla mnie procesem, w który chcę się angażować wciąż na nowo. Proszę Boga, by dał mi słuchające, wdzięczne serce i pozwolił mi stać się błogosławieństwem dla innych.   S.M. Mathildis    Modlitwa Św. Tomasza z Akwinu Panie, Ty wiesz lepiej, aniżeli ja sam, że się starzeję i pewnego dnia będę stary.   Zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji.   Odbierz mi chęć prostowania każdemu jego ścieżek.   Uczyń mnie poważnym, lecz nie ponurym; czynnym lecz nie narzucającym się.   Szkoda mi nie spożytkować wielkich zasobów mądrości, jakie posiadam, ale Ty Panie wiesz, że chciałbym zachować do końca paru przyjaciół.   Wyzwól mój umysł od nie kończącego się brnięcia w szczegóły i daj mi skrzydeł, bym w lot przechodził do rzeczy.   Zamknij mi usta w przedmiocie mych niedomagań i cierpień w miarę jak ich przybywa a chęć wyliczania ich staje się z upływem lat coraz słodsza.   Nie proszę o łaskę rozkoszowania się opowieściami o cudzych cierpieniach, ale daj mi cierpliwość wysłuchania ich.   Nie śmiem Cię prosić o lepszą pamięć, ale proszę Cię o większa pokorę i mniej niezachwianą pewność, gdy moje wspomnienia wydają się sprzeczne z cudzymi.   Użycz mi chwalebnego poczucia, że czasami mogę się mylić.   Zachowaj mnie miłym dla ludzi, choć z niektórymi z nich doprawdy trudno wytrzymać.   Nie chcę być świętym, ale zgryźliwi starcy; to jeden ze szczytów osiągnięć szatana.   Daj mi zdolność dostrzegania dobrych rzeczy w nieoczekiwanych miejscach i niespodziewanych zalet w ludziach; daj mi Panie łaskę mówienia im o tym.
Nowenna – 8 tydzień

Nowenna – 8 tydzień

Chwalcie na wieki Najwyższego Pana. Ten refren dzisiejszego psalmu responsoryjnego zaśpiewać mógł Sługa Boży ksiądz Jan Schneider patrząc jak rozwijało się dzieło przez niego zapoczątkowane. Po wydrukowaniu w prasie katolickiej apelu Wołanie o pomoc głosiło się do fundacji kilkadziesiąt rodzin wspierających finansowo działalność Stowarzyszenia na rzecz pomocy dziewczętom służącym. Skuteczna także była sprzedaż akcji wystawionych przez Fundację Maryjną. Pozwoliło to na wynajęcie większej ilości pomieszczeń w kamienicy należącej do parafii Matki Bożej na Piasku, która znajdowała na obecnym dziś Skwerze Skaczącej Gwiazdy. Pragnieniem osób zaangażowanych w dzieło było kupno domu na Ostrowie Tumskim przy ówczesnym Zaułku Krupniczym pod numerem 10. (Gräupnergasse 10 ). Na prośbę Sióstr Elżbietanek na początku XX wieku Zaułek Krupniczy zmienił nazwę na ul. Św. Józefa. To pragnienia stało się rzeczywistością pod koniec 1858 roku. Dnia 9 grudnia poświęcone zostało schronisko dla dziewcząt. Sukcesywnie Fundacja dokupywała sąsiednie parcele i dzięki temu w jednym miejscu powstało centrum wsparcia dla dziewcząt i kobiet znajdujących się w trudnych sytuacjach życiowych. Za życia Sługi Bożego ponad 60 tysięcy dziewcząt znalazło w tym miejscu wsparcie na dobry start w dorosłe życie. Fundacja Maryjna stworzyła dla nich szkołę gospodarstwa domowego wraz z internatem, pracownicy fundacji poszukiwali miejsc pracy dla absolwentek szkoły, czasowo bezrobotne dziewczęta i kobiety mogły zamieszkać w schronisku, chore mogły przebywać na leczeniu i rekonwalescencji a sędziwe kobiety znalazły dom seniorek, w którym przebywały aż do śmierci. Ksiądz Jan Schneider i członkinie Zarządu zatrudniały nauczycielki, wychowawczynie i pielęgniarki. Pracownice bardzo dobrze wywiązywały się ze swoich obowiązków, ale po godzinach pracy wracały do swoich rodzin. Dziewczęta kilkunastoletnie, które z powodu biedy opuściły domy rodzinne, potrzebowały nadal ciepła ogniska domowego. Taki klimat rodzinny według naszego Ojca Założyciela mogłyby stworzyć siostry zakonne jako matki duchowe dla podopiecznych dziewcząt. Poszukiwał we Wrocławiu zgromadzenia zakonnego żeńskiego, które podjęłoby się takiej posługi. Niestety każde miało swoje własne dzieła. Wtedy zwrócił uwagę na nauczycielki zatrudnione w Fundacji Maryjnej, które nie założyły jeszcze własnych rodzin. Cztery z nich zaofiarowały się, że pragną poświęcić się biednym dziewczętom stojącym nad przepaścią zła moralnego. Ksiądz Jan Schneider poprzez cotygodniowe konferencje duchowe wyjaśniał im sens życia oddanego Bogu i ludziom. Po takiej trzyletniej formacji Siostry Agnieszka, Matylda, Jadwiga i Rozyna w dniu 26 maja 1863 roku w oratorium Domu Fundacji złożyły prywatne śluby na ręce Sługi Bożego i otrzymały od niego jednolite szaty: niebieskie suknie i białe czepce. Strój ten miał przypominać im osobę Matki Bożej, ale jednocześnie był bardzo podobny do stroju protestanckich diakonis. Na życzenie księdza biskupa ordynariusza, siostry zmieniły kolor habitów na czarny i przyjęły czarne welony. Najbardziej utalentowaną z pierwszych sióstr była Siostra Agnieszka i ją widział Ojciec Założyciel jako przyszłą przełożoną nowej wspólnoty zakonnej. Niestety po roku, i to w dzień imienin księdza Jana, opuściła Fundację. Pan Bóg posyłał nowe powołania i każdego roku kilka dziewcząt zasilało rodzącą się wspólnotę zakonną Sióstr Maryi Niepokalanej. Sylwetkę duchową swoich córek duchowych poznajemy z zapisków Siostry Matyldy, które zanotowała w dniu 26 maja 1863 roku. Ojciec Założyciel mówił tak: Przyszłyście z dalekich stron. Opuściłyście cichy dom rodzinny, świat lat dziecięcych i to wszystko, co należało do waszej ojcowizny, i wstąpiłyście do ubogiej Fundacji Najświętszej Maryi Panny. Jest ona rzeczywiście uboga według pojęć świata. Ubóstwo bowiem założyło tę fundację i zbudowało ją za cenę potu i mozołu ludzi biednych. Ubóstwo tu mieszka. Przekonałyście się o tym w czasie waszej długiej kandydatury. Na co możecie liczyć w związku z tym? Jeżeli szukacie życia wygodnego i przyjemnego, wiedzcie, że Siostra Najświętszej Maryi Panny na różach nie spoczywa. Czekają was wyczerpujące prace. Wy macie być służebnicami sług. Tam, gdzie ubóstwo przychodzi do stołu, tam wygodnictwo nie czuje się na miejscu. Co więcej, macie nawet obowiązek pójść, aby uprosić u dobrych ludzi dla ubogich, których karmicie i przyjmujecie na mieszkanie, to, czego potrzebują. Świat bowiem ma dość środków na budowę teatrów, ale nie potrafi sam zdobyć się na ofiarę, aby ulżyć ubogim, poratować tych, którzy żyją w nędzy. A może chcecie szacunku na tym świecie? I z tego też musicie zrezygnować! Na pewno nie braknie i takich, którzy wyśmiewać będą wasze plany i nazwą was głupimi za to, żeście życie wasze poświeciły na takie zajecia. Będziecie nieznane. Będą wam ludzie ubliżali. To, co mogę wam na tym świecie ofiarować, to nic więcej, tylko tę biedną szatę i cichy grób, znany i odwiedzany tylko przez kilka dusz. Ale przecież chrześcijanin dla świata nie pracuje, bo on do wyższych celów się wspina. Jego nagroda uśmiecha się do niego z drugiej strony. Pamiętajcie, że oddając się na służbę ubóstwu, oddajecie się na służbę Boskiego Oblubieńca, który zostawił nam swoich zastępców w ubogich i maluczkich. On przecież nam mówi o tych ofiarach, które ponosimy z miłości do biednych i opuszczonych: "Byłem głody, a nakarmiliście mnie, byłem spragniony, a napoiliście mnie, byłem gościem, a przyjęliście mnie, a coście uczynili mojemu bratu najmniejszemu, to mnieście uczynili."( J. Schweter, Historia Zgromadzenia Sióstr Maryi Niepokalanej, Wrocław 2000 r. t.1. Próbą ogniową dla mojego Zgromadzenia u samych początków istnienia był okres Kulturkampfu. Wszystkie siostry udały się na tygodniową pielgrzymkę do Sanktuarium Maryjnego w Filipowie ( dziś znajduje się w Czechach w pobliżu trójstyku granic polskiej, czeskiej i niemieckiej), aby błagać o cud uratowania Zgromadzenia przed likwidacją. I Boża Matka ocaliła swoje Maryjne Siostry. Jakie jest moje zaufanie Matce Bożej w momentach próby wiary ? S.M. Elżbieta Cińcio
60 lat służby Bogu i ludziom

60 lat służby Bogu i ludziom

Siostra Rosa, 26 listopada świętowała w Berlinie Kreuzberg swój jubileusz 60-lecia życia zakonnego. Ze względu na obostrzenia sanitarne nie było wielu gości, za to sama uroczystość była bardzo głęboka i podniosła. Ostra Rosa większość swojego życia zakonnego spędziła służąc głuchoniemym i organizując duszpasterstwo dla nich. Działalność tę przerwał coronavirus, dlatego największym życzeniem jubileuszowym s. Rosy jest jak najszybszy powrót do spotkań z ludźmi, którzy jej potrzebują. Sama s. Rosa tak wspomina swoją pracę: „Już od 1988 roku niesłyszący zaczęli oficjalnie przychodzić do naszej kaplicy i do Sali, gdzie mogli modlić się i spotkać osoby, które ich rozumieją. Początkowo zajmowała się nimi tylko s. Chrystiana, która jako również niesłysząca otrzymała propozycję takiej posługi od prezesa głuchoniemych w naszej diecezji. Po dwóch latach, w 1990 ja dołączyłam do s. Chrystiany i jej wspólnoty osób niesłyszących. Na początku nie rozumiałam ich, nie znałam języka migowego, musiałam się go uczyć od podstaw. Zauważyłam jednak podczas tej pracy, że to nie znajomość języka jest tu najważniejsza, ale serce i chęć zrozumienia ich sytuacji. Na tej płaszczyźnie rozumieliśmy się dobrze. Może dlatego, że co prawda nie jestem głuchoniema, ale również jestem niepełnosprawna. W dzieciństwie straciłam nogę i od tego czasu używam protezy. Myślę, że to doświadczenie pomaga mi lepiej zrozumieć problemy innych. Oni pomimo, że mają swoje rodziny i swoje życie, czują się samotni i jakby trochę wykluczeni z normalnego świata. Jeszcze przed pandemią organizowaliśmy raz w miesiącu Mszę św. W języku migowym, a po Mszy było spotkanie przy kawie i wspólne rozmowy. Wszyscy przychodzili na te spotkania bardzo chętnie, bo czuli się tu całkowicie przyjęci i zrozumiani. Również poza Mszą św. Utrzymywaliśmy ze sobą kontakty. Przychodzili do mnie zawsze, gdy potrzebowali pomocy, gdy trzeba było gdzieś zadzwonić, albo gdy czegoś nie rozumieli, np. w sprawach urzędowych. Chętnie im pomagałam i załatwiałam razem z nimi różne ich sprawy. Teraz już drugi rok nie mam możliwości się z nimi spotkać. W naszym domu, gdzie mieszkam znajduje się dom starców, gdzie jest dwoje moich podopiecznych. Z nimi spotykam się regularnie. Rozmawiamy, modlimy się, gramy wspólnie. Sama też ostatnio mam problemy ze zdrowiem, ale cały czas żyję nadzieją, że będę mogła jeszcze służyć moim ludziom”. SMI
Przed tronem Maryi

Przed tronem Maryi

W niedzielę, 21 listopada, odbyła się kolejna pielgrzymka sióstr Maryi Niepokalanej do Matki Bożej Strażniczki Wiary w Bardzie. Tradycja tego pielgrzymowania sięga początków Zgromadzenia. W czasie, gdy młoda, mała wspólnota zaczęła się formować, wyszło zarządzenie rządowe o likwidacji zakonów (Kulturkampf). Siostry zdawały sobie sprawę, że jest to sytuacja beznadziejna, dlatego podjęły trud pielgrzymowania do Matki Bożej, by prosić o cud ocalenia. Po kilkudniowej, intensywnej modlitwie, powróciły do klasztoru i w tym samym czasie otrzymały decyzję państwową, że mogą pozostać w klasztorze i nie będą sekularyzowane. Po tym wydarzeniu, siostry złożyły obietnicę, że każdego roku będą pielgrzymować przed tron Maryi, by dziękować za ocalenie Zgromadzenia. Jest to teraz dla nas okazja do dziękowania za wszystkie łaski, jakie otrzymało Zgromadzenie w swojej historii i za łaski, które otrzymuje każda siostra. Pomimo nadal rozwijającej się pandemii, siostry licznie przybyły do Sanktuarium Maryi Strażniczki Wiary w Bardzie. Podczas uroczystej Mszy św. i w modlitwie różańcowej dziękowały za opiekę Maryi i prosiły o silną wiarę na przyszłość. Obostrzenia sanitarne nie pozwalały ucałować figury Matki Bożej, jednak Ksiądz Proboszcz wystawił ją przed ołtarz, byśmy mogły oddać Maryi cześć przez modlitwę i gesty szacunku. Po długim czasie mogłyśmy znowu być razem a Maryja była wśród nas i z nami. SMI
Piękny język

Piękny język

Chciałabym podzielić się moimi doświadczeniami z podróży podczas sezonu epidemicznego! Po tym ogromnym kryzysie Covid-19 wszystko na świecie zostało dotknięte; społecznie, ekonomicznie i religijnie całkowicie zmieniło się w kwestii oddawania czci Bogu. Tak więc w środku tego ciężkiego czasu, otrzymałam szansę podróżowania do Europy w sprawach Zgromadzenia, a także na wakacje. Niespodziewanie podróżowałam w trzech krajach jednocześnie z powodu problemu z moją wizą do Włoch, która opóźniła się z powodu decyzji urzędowych. Swoją podróż z Tanzanii rozpoczęłam 15 października 2021 roku i najpierw dotarłam do Polski, potem do Berlina, a na koniec do Rzymu/Włoch. Mogę przyznać, że język, jedność i miłość są wartościami, które przyczyniły się do dobrej komunikacji z Siostrami, które spotkałam w Europie, było to bardzo zabawne i interesujące, nie znałam języka polskiego ani niemieckiego, ale kiedy tam byłam, nie czułam różnicy krajów, to było tak, jakbym była w Tanzanii. Porozumiewałam się z Siostrami za pomocą gestów, zwłaszcza gdy w pobliżu nie było nikogo, kto mógłby przetłumaczyć i rozumiałyśmy się dobrze i obie byłyśmy bardzo szczęśliwe. Siostry były tak zainteresowane, że zadawały mi wiele różnych pytań dotyczących naszego Regionu i ogólnie życia w Tanzanii. Starałam się odpowiadać i wyjaśniać wszystkie rzeczy, które chciały wiedzieć o życiu naszego Zgromadzenia w naszym Regionie i były bardzo szczęśliwe. Jedna rzecz była dla mnie niesamowita: na przykład komunikowałam się z Siostrą Luką po niemiecku używając tłumacza Google w moim telefonie, aby przekazać Siostrom moją wiadomość z podziękowaniem, a następnie po wysłaniu wiadomość została przeczytana i informacja zwrotna była dobra. Ogólnie rzecz biorąc, cieszyłam się moim czasem w Europie ucząc się wielu rzeczy od moich współsióstr w Polsce, w Niemczech i w Rzymie. Dla mnie mogę powiedzieć, że każdy dzień jest dniem uczenia się i wzrastania. Miłość i jedność idą razem i mają wielką moc, ponieważ przez nie zawsze jesteśmy połączone razem, niezależnie od naszych tradycji, języka i koloru skóry.   S.M. Agnes Mwanajimba Region - Tanzania
Nowenna – 7 tydzień

Nowenna – 7 tydzień

Syn Człowieczy przyszedł odszukać i zbawić to, co zginęło. Tymi Słowami Dobrej Nowiny przejął się referent policji wrocławskiej, Pan Uhden, gorliwy katolik. Kiedy biskup Henryk Förster był proboszczem parafii w Kamiennej Górze, pracownik policji pełnił urząd burmistrza. Owocnie współpracował z proboszczem. Przyjacielskie relacje z Kamiennej Góry pozostały, kiedy obaj awansowali do Wrocławia. Dnia 19 I 1854r. były burmistrz przekazał biskupowi sprawozdanie o tragicznej sytuacji moralnej wśród służących. Wysunął projekt, aby jeden z katolickich duchownych zorganizował schronisko dla służących katolickiego wyznania, aby nie musiały udawać się na nocleg do podejrzanych miejsc. Proponował też, aby zorganizować stowarzyszenie katolickich kobiet, które znając dobrze potrzeby dziewcząt, wspierałyby duszpasterza służących. Książę biskup Förster przekazał ten raport dziekanowi wrocławskiemu księdzu Maciejowi Thielowi, proboszczowi parafii Bożego Ciała we Wrocławiu. Ksiądz dziekan po zasięgnięciu opinii wrocławskich proboszczów, odpowiedział Ordynariuszowi, iż widzi pożytek z założenia stowarzyszenia dla służących Biskup Förster polecił Dziekanowi, aby zwołał konferencję dziekańską dla przedyskutowania sprawy powstania nowego duszpasterstwa i wyznaczenia spośród księży odpowiedniego kapłana dla organizacji schroniska dla służących i troski nad nimi. Wszyscy księża jednogłośnie wybrali ks. Jana Schneidera, dla zorganizowania schroniska dla Podniesienia Moralnego Służących Dziewcząt. Ksiądz Jan Schneider na propozycję księży odpowiedział zdecydowanie „tak”. Liczył w tym czasie zaledwie 30 lat życia, z tego 5 lat kapłaństwa. Ks. Jan Schneider zapoznał swych parafian z problemem dziewcząt służących i zwrócił się o pomoc do swych parafianek, które z autopsji znały warunki pracy dziewcząt i młodych kobiet we Wrocławiu. Siedem odważnych członkiń parafii św. Macieja utworzyło zarząd nowej Fundacji Maryjnej z księdzem Janem Schneiderem jako prezesem. Na dobry początek fundacja wynajęła dwa pokoje dla dziewcząt w kamienicy koło kościoła św. Krzyża, tej samej, w której mieszkał nasz Założyciel w czasie studiów uniwersyteckich. Każdej z członkiń Zarządu ksiądz Schneider zlecił opiekę nad jedną z dzielnic miasta. Szczególną uwagę kobiety zwróciły na dworce kolejowe, ponieważ to tam przybywały dziewczęta poszukujące pracy w wielkim mieście i tam narażone były na trafienie w ręce stręczycieli. Na dworzec Górnośląski (dziś to Wrocław Główny) przyjeżdżały dziewczęta z Górnego Śląska i Opolszczyzny, na Dworzec Świebodzki z pogórza Sudeckiego a na Dworzec Marchijski z kierunku Zgorzelca. W połowie października 1854r. Sługa Boży dał biskupowi Försterowi do zatwierdzenia statuty opracowane przez Zarząd Fundacji, które ordynariusz wrocławski bez wahania zatwierdził. Następnie ksiądz Jan przekazał statuty do zaopiniowania urzędowi policji. Dokument został zatwierdzony przez policję w dniu św. Elżbiety Węgierskiej, wielkiej apostołki dzieł miłosierdzia. W dniu 14 XI 1854r. ksiądz Założyciel  zamieścił  w Śląskiej Gazecie Kościelnej apel do duchowieństwa oraz świeckich pod tytułem Wołanie o pomoc. Artykuł ukazał główny cel Fundacji: przygotowanie do życia i danie wykształcenia biednym dziewczętom które stanęły nad przepaścią zepsucia moralnego. Tragedią było to, że wiele dziewcząt wiejskich, wskutek braku należnej opieki, braku pracy, noclegu, nieznajomości życia w mieście, stało się ofiarami uwodzicieli. Trudne warunki życia bywały powodem ich przestępstw, które kończyły się więzieniem . W apelu tym autor ujawnił projekt kupna domu w tym celu, aby mogły w nim zamieszkać służące, które poszukują zatrudnienia, dopóki nie znajdą odpowiedniej pracy. Dom ten byłby w stanie uratować je od demoralizacji. Miał szanse nabycia takiego domu za 10000 talarów. Na jego apel odpowiedziało pozytywnie wiele osób o dobrym i wrażliwym sercu niezależnie od wyznania. Ksiądz Jan Schneider zaproponował, aby patronką utworzonego Stowarzyszenia Kościelnego dla opieki na Służącymi została Matka Boża Niepokalanie Poczęta oraz św. Róża z Limy, tercjarka Zakonu Dominikańskiego, Świętem patronalnym miał zostać 8 grudnia – Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Dnia 8 grudnia 1854 roku członkinie Stowarzyszenia, rodziny wspierające dzieło i same dziewczęta służące przystąpiły w kościele Najświętszego Imienia Jezus sakramentu pokuty i do generalnej Komunii świętej a potem poświeciły się Matce Bożej Niepokalanie Poczętej jako swej patronce, zawierzając siebie i przyszłość dzieła Bożej Rodzicielce.   Jakie miejsce w moim życiu zajmuje Matka Boża?   S.M. Elżbieta Cińcio