W niedzielny poranek, 2 sierpnia 2020, odeszła do Pana nasza siostra Łucja (Eugenia Jakubowicz), która od 1976 r. związana była z Zakładem Opiekuńczo-Leczniczym dla dzieci w Piszkowicach, a od 1985 roku nieustannie kierowała placówką. Przez te lata nie tylko zbudowała wysokiej klasy ośrodek dla chorych dzieci, ale przede wszystkim stworzyła w tym miejscu niezwykłą atmosferę miłości, życzliwości i zaufania Bogu w każdej sprawie. Za tą szczególną postawę do swoich podopiecznych w 2017 r. została uhonorowana Orderem Uśmiechu, najwyższą nagrodą międzynarodową przyznawaną przez dzieci. S. Łucja była bardzo skromna i nigdy nie lubiła mówić o sobie – zarówno o swoich sukcesach, jak i o cierpieniu, którego również bardzo doświadczała walcząc z chorobą nowotworową. Teraz niech mówią ci, którzy znali ją na co dzień i są świadkami jej życia.
WSPOMNIENIA
Nie da się zamknąć w kilkunastu zdaniach czyjegoś życia. Nie da się dobrze oddać słowami pracy, spotkań, oddania i poświecenia w codziennym życiu. Zresztą opisy te zwykle są bardzo do siebie podobne i, w jakiś sposób, można przypisać je każdemu z naszych bliskich, którzy odeszli.
Żeby zrozumieć, jakie było życie siostry Łucji, trzeba najpierw odwiedzić Piszkowice
i spędzić tam trochę czasu, poznać podopiecznych, zobaczyć specyfikę miejsca i ludzi. Miejsca, w którym coś dzieje się 24 godziny na dobę. Bo to nie jest zakład pracy. Przez lata siostry stworzyły tam prawdziwy dom, a w domu nie opiekuje się członkami rodziny w konkretnych godzinach. W domu się jest, mieszka i żyje. Buduje się go wspólnie, będąc gotowym do pomocy o każdej porze.
Gdy poznacie już dzici, musicie porozmawiać z tymi, którzy w codziennym życiu ośrodka uczestniczą. Od sióstr, przez personel medyczny, osoby gotujące w kuchni, czy palące
w kotłowni - Rodzinę, która powstała w Piszkowicach, tworzyła każda z tych osób.
Na wszystko to, co zobaczycie, trzeba nałożyć historie, o których nie zawsze powiedzą ci, których tam spotkacie. System prawny sprawiał, ze piszkowicki dom przez cały czas borykał się z problemami finansowymi. O ile fundusz chorych opłacał opiekę medyczną,
o tyle nie dokładał się do bieżącego utrzymywania dzieci. Te zaś, często pozostawione przez rodziców, były w pewnym sensie niewidoczne dla systemu opieki społecznej - brakowało wiec środków czy to na ubrania, czy na sprzęt do nauki lub zabawy.
W Piszkowicach możecie o tym nie usłyszeć. Bo o problemach się nie mówiło, problemy się rozwiązywało. Każdy dzień był wypełniony pracą od rana do wieczora. A obok niej, jak to w domu, świętowano urodziny każdego z domowników, cieszono się z drobnych sukcesów, świętowano zakończenie roku szkolnego, dzień dziecka, mikołajki... Czas
w Piszkowicach gnał tak szybko, że uwierzyliśmy, że miejsce i ludzie, którzy zajmują się domem, są wieczni.
Zapytacie teraz pewnie, dlaczego w tym wspomnieniu tak dużo domu w Piszkowicach,
a tak mało siostry Łucji? To wszystko to była właśnie Łucja. To ona tworzyła dom od 1976 roku do samego końca. To ona stworzyła rodzinę z pracujących w domu ludzi. To ona opiekowała się dziećmi, dbając o to, by miały wszystko, czego potrzebują. Nigdy nie narzekała... To siostra Łucja stworzyła Piszkowice takie, jakie znamy. Oczywiście, nie robiła tego sama, ale to wszystko, co się tam zadziało, zadziało się dzięki niej.
Nie znamy łagodniejszej osoby. Pełnej pokory i spokoju. Pełnej czasu dla innych.
Bo siostra Łucja zawsze miała czas. Tak, jej czas, odcinany z wypoczynku czy chwili dla siebie. Zawsze była gotowa podarować go drugiemu człowiekowi. Gdy spadały na nią kolejne choroby, w Piszkowicach nic się nie zmieniło. Gdy kolejne diagnozy mówiły
o pogarszającym się stanie, a lekarze wręcz nakazywali odpoczynek, siostra Łucja powtarzała swój codzienny rytuał, w którym przeplatała się modlitwa z czasem dla podopiecznych, pracowników ośrodka, gości.
W ostatnim tygodniu dzwoniła dużo częściej. Nawet na chwilę, żeby rzucić jedno zdanie – „Proszę o modlitwę” - a rzuciwszy je, wracała do pracy. Rozmawiałem z Nią po raz ostatni w sobotę 1 sierpnia o 16.45. Wiedziała, jak poważna jest sytuacja w Ośrodku, zostawiła mnie z pytaniem „I co teraz będzie?”, zadanym spokojnym, silnym głosem. Całe swoje życie oddawała Bogu. Nie sądzę, żeby się bała. Raczej była ciekawa, jak Bóg rozwiąże i tę – Jej – sprawę. Poprosiła o modlitwę, zapewniła o swojej. Umówiliśmy się na telefon
w niedzielę. Nie usłyszałem Jej nigdy więcej.
Siostrę Łucję znałem przez całe swoje życie. Wierzyła w Boga, wierzyła w ludzi. Zawsze dawała szanse i zawsze wyciągała rękę. Mówiła o tym, że każdy człowiek może upaść, ale nikt nie powinien trwać w upadku – i że zawsze trzeba umieć mu pomoc, próbować pomóc. Z małych Piszkowic widziała świat daleko szerszy, niż oglądali go wielcy podróżnicy. Tam czynem pokazywała to, w co wierzy i to, co rozumie. Znałem Ją zawsze taką samą, do samego końca.
Słowa nie opowiedzą wam o siostrze Łucji za wiele. Powiedzą wam o niej Jej Piszkowice.
Radek Michalski
***
Siostra Łucja była bardzo skromnym człowiekiem o mega wielkim sercu, w którym miejsce znalazło się dla każdego. Można z nią było cicho zatopić się w modlitwie, a za chwilę organizować wielkie przedsięwzięcie dla dobra dzieci, które były całym jej światem. Siostra Łucja stawiała zawsze każdego człowieka i jego problemy na pierwszym miejscu. Potrafiła słuchać najcichszego szeptu. Niosła pomoc każdemu bez wyjątku, a dla tych najmniejszych, najbardziej pokrzywdzonych i porzuconych była jak matka. Cały czas dźwięczą mi w uszach słowa Siostry Łucji: „…pamiętaj, trzeba dla ludzi być dobrym jak chleb, bo dobro zawsze wraca, nie tu na ziemi, to tam, w niebie”. I ona właśnie taka była, dobra jak chleb. Teraz patrzy na nas z góry i wiem, że będzie wypraszała dla nas łaski u Boga, strzegła i ochraniała swoje kochane Piszkowice, tak, jak robiła to całe swoje życie.
Edyta Tomczak, księgowa z Piszkowic
***
Odeszła od nas Święta Osoba Siostra Łucja pozwalała mi wierzyć w sens powołania i pracy na rzecz innych. Pozwalała mi wierzyć w siłę łagodności i wartość poświęcenia. Była i będzie dla mnie wzorem postępowania w imię Dobra. Czy uśmiech i dobre słowo znaczy więcej niż trudy i smutki? Po spotkaniu z Siostrą Łucją już wiem, że TAK i tego będę się trzymał w dalszym życiu. Dziękuję…
Maciej Awiżeń, starosta kłodzki
***
Siostra Łucja była dobrym człowiekiem. Emanowała miłością, którą czerpała od Jezusa i Maryi. Miała szczególne nabożeństwo do św. Józefa i Matki Teresy z Kalkuty. Była otwarta na potrzeby dzieci, które kochała jak matka i starała się o nie. Była przedsiębiorcza – rozbudowała zakład, aby poprawić warunki bytowania dzieciom, wykopała studnię, aby nie zabrakło wody. Siostra była otwarta na potrzeby drugich, każdy w różnych sytuacjach otrzymywał pomoc, którą świadczyła z serdecznością i uśmiechem. Siostra mimo doświadczenia ciężkiej choroby, do końca pełniła swoje obowiązki w postawie pokory i zaufania Bogu.
s. Agata Jank
***
Siostra Łucja z mojego dzieciństwa, jak sięgam pamięcią, to osoba, która była dla mnie przykładem jak ofiarować serce osobie potrzebującej! Serdecznie dobry człowiek! Teraz sam będąc osobą życia konsekrowanego, w Siostrze Łucji widzę przykład wierności powołaniu zakonnemu!
o. Piotr Ossowski OMI
***
Siostra Łucja – Osoba, która miłość i wiarę w Boga przez całe życie przekładała na miłość i wiarę w drugiego człowieka. Kochała ludzi ze wszystkimi wadami i zaletami. Doceniała każdy, nawet najmniejszy gest. Myślę, że do Domu Ojca odeszła spełniona i pełna wiary, że na ziemi zostawia ludzi, którzy będą kontynuować jej dzieło. Spoczywaj w pokoju, droga Siostro.
Dominik, rehabilitant w Piszkowicach
***
Siostra Łucja z Piszkowic. Jedna z najlepszych osób, jakie miałem zaszczyt znać i darzyć przyjaźnią. Przez ponad 30 lat towarzyszyła porzuconym i zapomnianym (także przez państwo!) dzieciom z najcięższymi chorobami, niepełnosprawnościami i upośledzeniami, o których istnieniu większość z nas nie ma pojęcia, a nawet nie jest w stanie objąć ich wyobraźnią. Nie raz sam widziałem dobrych i wrażliwych ludzi, którzy bali się wejść i spotkać te dzieci w obawie, że nie będą mogli sobie poradzić ze wspomnieniami. Ale s. Łucja, w sobie tylko znany sposób, stworzyła miejsce, w którym te najgłębiej upośledzone sieroty i podrzutki czuły się szczęśliwe, otoczone opieką i kochane. Czego zwykle nie dawali im nawet najbliżsi. Dla mnie wizyty w Piszkowicach, u s. Łucji, były jednymi z najpiękniejszych doświadczeń w dorosłym życiu. Dzięki nim przypominałem sobie, dlaczego warto. I, co jest najważniejsze.
Od kilku lat s. Łucja ciężko chorowała na złośliwy nowotwór. Już 3 lata temu, tuż przed odejściem z Trójki, zrobiłem z nią audycję o odchodzeniu. Dla mnie ważną.
Ale ona wciąż To ciągnęła. Jeździła na chemie, rezonansy, (witana przez lekarzy "żartobliwym": "to siostra jeszcze żyje?"). Żyła. I to jak! Cierpiała straszny ból, ale nie odpuszczała kierowania placówką. Nie zmieniały tego ani słabnące siły ani kolejne przerzuty. W ostatnim czasie nowotwór zajął płuca.
Było już bardzo, bardzo źle.
W czwartek dwie starsze siostry pracujące w ośrodku źle się poczuły. Natychmiast zorganizowano testy na COVID-19. Wykonano je w piątek. W sobotę przyszła informacja o kilku pozytywnych wynikach. Wśród nich był wynik s. Łucji.
Natychmiast wszczęto procedury zabezpieczające ośrodek w Piszkowicach, poinformowano wszystkie służby i władze, zorganizowano ciągłość opieki medycznej i pielęgnacyjnej dla dzieci. Odizolowano ośrodek, a osoby z zewnątrz, które miały kontakt z dziećmi i personelem poddano kwarantannie.
Ona za to odpowiadała. W sobotę. Jednego dnia. W międzyczasie, świadoma swojego stanu zdrowia, dzwoniła do ludzi... żeby się pożegnać, podziękować i przeprosić (!!!?) za choćby pozór zła, który mogła komukolwiek wyrządzić. To wszystko wczoraj. W niedzielę, wcześnie rano odeszła.
Tych z Was, którzy się modlą, proszę o wspomnienie za Nią. Tych, którzy nie, o zachowanie w czułej pamięci. Zasłużyła na to jak mało kto. Albo o odwiedzenie Piszkowic, jak to wszystko złe się skończy. Warto to zrobić dla siebie, dla tych dzieciaków i dla Niej.
Dzięki Siostro! I przepraszam za choćby pozór zła. Ty byłaś tylko DOBRA.
Marcin Gutowski, przyjaciel s. Łucji
Ze względu na trudną sytuację epidemiologiczną oraz chęć uczestniczenia w ostatnim pożegnaniu wielu osób, data pogrzebu zostanie ustalona w późniejszym możliwym terminie.
W czerwcu 2020 r. nasze Zgromadzenie zakończyło posługę w domu Polskiej Misji Katolickiej w Lourdes. Powodem tej trudnej decyzji jest sytuacja wywołana przez pandemię koronawirusa. Ruch pielgrzymkowy i turystyczny do dzisiaj jest praktycznie wstrzymany, co uniemożliwia funkcjonowanie domu pielgrzyma. W tej sytuacji zarząd Polskiej Misji Katolickiej postanowił zamknąć placówkę na czas nieokreślony, jednak trwający co najmniej rok. W obliczu tej decyzji, pomimo bardzo dobrych doświadczeń posługujących tam sióstr, na chwilę obecną zakończyłyśmy posługę w Lourdes. To były dwa lata ważnej i wartościowej pracy w szczególnym dla naszej wiary miejscu i bycia dla ludzi, którzy tam nas szukali. Konsekwencje pandemii przyniosą zapewne jeszcze wiele innych zmian i trudności, ale wierzymy, że pomimo wszelkich zewnętrznych przeciwności jesteśmy w troskliwych rękach Boga i pod opieką Maryi Niepokalanej.
Poniżej publikujemy list Księdza Rektora Polskiej Misji Katolickiej we Francji
Całkowity paraliż ruchu pielgrzymkowego i turystycznego spowodowany pandemią zmusił mnie do podjęcia decyzji o czasowym zamknięciu naszych domów w Lourdes i w La Ferté sous Jouarre. W konsekwencji, po dwóch latach współpracy, wspólnota Sióstr Maryi Niepokalanej opuszcza w tych dniach nasz dom i Francję. Dla Polskiej Misji Katolickiej jest to ogromna strata. Obecność Sióstr nadawała temu miejscu szczególny charakter, a dla wielu pielgrzymów stanowiła decydujący argument w podejmowaniu decyzji o wyborze miejsca na nocleg w czasie pielgrzymki do tego świętego miejsca.
Na ręce Matki Generalnej chciałbym najpierw wyrazić moją wdzięczność za piękną i ofiarną pracę Sióstr Natanaeli, Małgorzaty, Urszuli i Pii oraz innych sióstr, które czasowo pomagały w prowadzeniu domu w okresie większego napływu pielgrzymów. W ciągu tych dwóch lat Siostry nie tylko starały się o jak najlepsze przyjęcie gości i pielgrzymów, ale również stawiły czoła wyzwaniu, jakim było wypracowanie równowagi ekonomicznej domu, a w szerszym wymiarze, również stowarzyszenia Concorde, które nim zarządza. Jestem przekonany, że włożony trud przyczyni się do jeszcze większego zainteresowania naszym domem i zaowocuje ożywieniem jego funkcjonowania w niedalekiej przyszłości.
Nie wiemy, co przyniesie przyszłość, ale wierzę, że Opatrzność da nam jeszcze szansę realizacji dzieła, które zostało tak gwałtownie i niespodziewanie przerwane. Proszę traktować dom Polskiej Misji w Lourdes jako Wasz dom, dom Waszego Zgromadzenia. Proszę również o modlitwę w intencji emigracji polskiej i naszego duszpasterstwa we Francji.
Serdecznie pozdrawiam z modlitwą
Ks. Bogusław Brzyś
Rektor PMK we Francji
Każdego roku siostry z Prowincji Polskiej gromadzą się w Sanktuarium Matki Boskiej Częstochowskiej, by przez całą noc czuwać i zawierzać Jej wszystkie przywiezione intencje. Tegoroczne nocne czuwanie pt: „Miłość i Wyzwanie” z 3 na 4 czerwca na Jasnej Górze, rozpoczęło się Apelem, po którymzostały wygłoszone świadectwa pierwszego spotkania z Bogiem Żywym (świadectwo osoby świeckiej, siostry zakonnej i kapłana).
Podczas adoracji Najświętszego Sakramentu były śpiewane pieśni uwielbienia. Najważniejszym punktem czuwania była Eucharystia, po której zostały rozdawane białe róże, jako symbol czystości serc i małe chleby- znak dzielenia się dobrem. Po północy w modlitwie różańcowej prosiłyśmy o opiekę nad naszym Zgromadzeniem i wszystkimi dziełami, prowadzonymi przez siostry. Następnie wyśpiewałyśmy godzinki ku czci Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Jutrznią zakończyłyśmy czuwanie. Po podziękowaniach i rozesłaniu przez s. Prowincjalną rozjechałyśmy się umocnione do naszych wspólnot.
Ukończenie budowy szkoły w MwangaW 2009 roku rozpoczęłyśmy pracę w Mwanga na północy Tanzanii. Początkowo została zakupiona ziemia i wybudowany klasztor jednak w planach było również wybudowanie szkoły podstawowej z internatem. Budowa szkoły to długi proces, a siostry chciały rozpocząć pracę z dziećmi jak najszybciej. Wtedy z pomocą przyszedł ówczesny proboszcz parafii, któryudostępnił nam pomieszczenie przy kościele, gdzie miały odbywać się zajęcia dla dzieci, a w między czasie zaczęła się budowa szkoły.15.01.2018 r. szkoła oficjalnie rozpoczęła swoją działalność z 25 dziećmi (11 chłopcami i 14 dziewczynkami) z 3 nauczycielami i 1 kierowcą. W uznaniu dla naszego Założyciela, została nazwana jego imieniem, tak aby podczas misji sióstr w Mwanga charyzmat ks. Jana Schneidera rozprzestrzeniał się. Dzięki dobrej pracy sióstr w parafii i współpracy z lokalnymi mieszkańcami, ludzie zauważyli ogromne zaangażowanie, ofiarność i prawdziwą miłość do dzieci. Postawy te przyciągnęły uwagę rodziców, którzy chętnie zaczęli powierzać swoje dzieci pod naszą opiekę (nawet dzieci z rodzin muzułmańskich), ufając, że właśnie w naszej szkole otrzymają one dobre wychowanie, wartości i wiarę w Boga a zarazem uzyskają dobry start do kolejnego etapu edukacji.W styczniu 2019 roku siostry musiały opuścić salkę przy kościele, a ponieważ prace budowlane nie były jeszcze ukończone, to przez 6 miesięcy zajęcia odbywały się na terenie klasztoru - pod kibandą (czyli w altance), gdzie nauczanie miały dzieci z klasy pierwszej oraz w prowizorycznie przygotowanej sali lekcyjnej, w której odbywały się zajęcia dla dzieci z drugiej klasy. Dziedziniec klasztorny służył za plac zabaw. W lipcu zajęcia zostały przeniesione już do pierwszych wykończonych sal lekcyjnych na terenie budowy. Dzięki Bogu prace budowlane w tym roku zostały pomyślnie ukończone i dzieci zaczęły korzystać z całego kompleksu, czyli budynku szkolnego, internatu oraz jadalni. Ogólnie szkoła jest przeznaczona dla dzieci w wieku od 6 do 13 lat, niezależnie od przynależności wyznaniowej. Obecnie jest 95 uczniów – są to 3 klasy podstawowe. Docelowo ma być 7 klas, czyli około 315 dzieci. W Tanzanii są dwa języki urzędowe – suahili i angielski, a w swoich domach, dzieci zanim pójdą do szkoły posługują się jednym z wielu języków plemiennych, dlatego zajęcia w naszej szkole są prowadzone w języku angielskim, ponieważ niezwykle ważne jest, aby jak najszybciej go poznały, gdyż pomoże to na dalszych etapach edukacji. Obowiązkowe jest także noszenie mundurków, czarnych butów i szarych skarpetek. Jeśli rodzice nie mają pieniędzy lub gdy dziecko wyrosło z butów, mogą nosić inne do momentu, kiedy je zakupią. Nauka rozpoczyna się o godzinie 7.30 modlitwą a następnie apelem, podczas którego dzieci stojąc na baczność przed flagą państwową śpiewają hymn narodowy. W południe dzieci jedzą „uji”, czyli kaszkę z mąki kukurydzianej. Lekcje kończą się o godz. 15.00. Po nich, dzieci, które mają blisko do domu wracają same, po inne przyjeżdża ktoś z rodziny a te, które mają daleko są odwożone przez autobus szkolny do swoich domów, a jeszcze inne pozostają w internacie. Pobyt w szkole opłacany jest przez rodziców. Ze względu na fakt, że nasza szkoła zaczęła funkcjonować w nowym budynku, 23 kwietnia 2020 roku zaplanowane było poświęcenie i oficjalne otwarcie, ale z powodu epidemii koronawirusa, uroczystość została przesunięta na moment, gdy sytuacja się poprawi.
W Berlinie, 14 maja w Domu Prowincjalnym Prowincji Niemieckiej, 6 sióstr obchodziło Jubileusz 60-cio oraz 50-ciolecia życia zakonnego. Początkowo uroczystość ta planowana była na 18 kwietnia tego roku, ale musiała zostać przełożona z powodu epidemii koronawirusa. Przez długi czas nie było wiadomo, kiedy będzie możliwość świętowania. Ostatecznie Przełożona Prowincjalna s. Cordula zdecydowała o świętowaniu Jubileuszy w maju pomimo trwającej epidemii. Miało to oznaczać, że uroczystość będzie bardzo skromna, w zamkniętym dla osób z zewnątrz klasztorze. Okazało się jednak, że biskup diecezji berlińskiej, arcybiskup Heiner Koch, obiecał odprawić uroczystą Mszę świętą 14 maja i świętować wraz z siostrami. Chociaż krewni Jubilatek nie mogli uczestniczyć w uroczystości z powodu trwającego kryzysu epidemiologicznego, było to niezwykłe świętowanie.
Niektóre z Jubilatek tak wspominają ten czas: „Na początku było nam trochę smutno, że nikt z Zarządu Generalnego z Rzymu ani goście z zewnątrz nie mogli uczestniczyć w tej ważnej dla nas uroczystości. Przede wszystkim miałyśmy wątpliwości, co do obchodzenia Jubileuszu bez naszych krewnych, którzy zawsze są zapraszani na te uroczystości. Teraz, z perspektywy czasu trzeba przyznać, że pomimo tych trudności przeżyłyśmy niezwykłe święto. Nasz Jubileusz, który miał być wielką klapą, okazał się bardzo intensywnym i osobistym przeżyciem, w kręgu współsióstr, z dużą ilością czasu, z wielkim spokojem i wdzięcznością Bogu za tak wiele łask, których mogłyśmy doświadczyć w trakcie naszego życia zakonnego. Podczas poprzednich jubileuszy zwykle byłyśmy zajęte naszymi gośćmi, rozmowami z nimi, robieniem zdjęć, wymienialiśmy się wspomnieniami i wiadomościami w rodzinie. Te rzeczy są ważne i piękne, ale istota uroczystości, głęboka wdzięczność i radość z Bożego prowadzenia przez długi czas życia zakonnego, ze wszystkimi jego wzlotami i upadkami, była często nieco pomijana. W tym roku to święto stało się wydarzeniem duchowym, możliwością głębszego spotkania z siostrami, ale przede wszystkim dniem osobistego dziękczynienia Bogu za własne powołanie, w pewności, że będzie On nadal chodził z każdą z nas i nie zostawi nas samych. W tej pewności odnowiłyśmy nasze śluby zakonne i z radością chcemy kontynuować drogę w przyszłość. Nawet czas kryzysu może stać się czasem łaski.”
Aby zapewnić najlepsze doświadczenia, używamy technologii takich jak pliki cookie do przechowywania i/lub dostępu do informacji o urządzeniach. Zgoda na te technologie pozwoli nam przetwarzać dane, takie jak zachowanie przeglądania lub unikalne identyfikatory na tej stronie. Nie zgadzanie się ani wycofanie zgody, może negatywnie wpłynąć na określone cechy i funkcje.
Funkcjonalne
Zawsze aktywne
Techniczne przechowywanie lub dostęp jest ściśle niezbędny do uzasadnionego celu umożliwienia korzystania z konkretnej usługi wyraźnie żądanej przez subskrybenta lub użytkownika, lub wyłącznie w celu przeprowadzenia transmisji komunikacji przez sieć komunikacji elektronicznej.
Preferencje
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest niezbędny do uzasadnionego celu przechowywania preferencji, o które nie prosi subskrybent lub użytkownik.
Statystyczne
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do celów statystycznych.Magazyn techniczny lub dostęp, który jest używany wyłącznie do anonimowych celów statystycznych. Bez wezwania, dobrowolnej zgodności ze strony dostawcy usług internetowych lub dodatkowych zapisów od strony trzeciej informacji przechowywanych lub odzyskanych w tym celu nie można zwykle używać do zidentyfikowania Cię.
Marketingowe
Techniczne przechowywanie lub dostęp jest wymagany do tworzenia profili użytkowników w celu wysyłania reklamy lub śledzenia użytkownika na stronie internetowej lub na kilku stronach internetowych w podobnych celach marketingowych.