W rozmowie z naszą siostrą Franziską
Jak co dzień, odwiedziłam dziś nasze siostry, które mieszkają na jednym z oddziałów naszego domu seniora. Tam doszło do pięknej rozmowy z naszą siostrą Franziską, dlatego nie chcę tej rozmowy zatrzymywać tylko dla siebie. Siostra Franziska ma 95 lat (o obchodach jej urodzin informowałam w październiku 2020 r.). Kiedy usiadłam z nią dzisiaj, powiedziała do mnie: "Czy wiesz, o kim myślałam przed chwilą - moja odpowiedź - cóż, nie mogę tego wiedzieć, bo nie umiem czytać w myślach. "Tak droga siostro Przełożona, myślałam o matce Roswicie. Była naszą Przełożoną Generalną, kiedy wstąpiłam do klasztoru w latach pięćdziesiątych". Powiedziałam: widziałam ją tylko raz, ale dużo o niej słyszałam - większość sióstr mówi, że była bardzo surowa. Siostra Franziska znowu - nie, to nie tak - poszła prostą drogą. Musiała najpierw uporządkować wiele spraw Zgromadzenia po wojnie. Siostry po ucieczce były porozrzucane po całym kraju i wtedy szukała ich, by zgromadzić je razem i odnowić wspólnoty. Wiesz - wydawała się surowa i dumna - ale jej serce było ciepłe. Mogłyśmy to w niej zobaczyć. Duch Święty ją prowadził - inaczej nie poradziłaby sobie z tym wszystkim. W jej surowości zawsze można było wyczuć miłość. Jestem naprawdę pod wielkim wrażeniem tej rozmowy, ponieważ nie mogłabym usłyszeć bardziej przekonującego świadectwa. S.M. Felicitas z klasztoru w Cochem
Nasza zdolność do miłości jest wielkim darem
Nasza zdolność do miłości jest wielkim darem. Ten dar może stać się łaską, o ile kochamy szczerze. Miłość staje się nieszczera, gdy my sami stajemy się przedmiotem naszej miłości. Dlatego ważne jest, abyśmy nie pozwolili, aby nasza miłość do siebie nawzajem stała się nieszczera. Musimy pilnować naszych relacji i naszego zachowania, aby upewnić się, że nasza miłość jest szczera. Przyzwyczajenie i życie w pośpiechu mogą sprawić, że miłość zwróci się ku sobie. Nie pozwólcie, aby myślenie o wielu rzeczach zniszczyło to, co najważniejsze. Bądźcie łaską z prawdziwą miłością. Don Giorgio
Bądźcie jedno!
Podczas jednej z medytacji nad tekstem z Ewangelii według św. Jana zwróciłam uwagę na zapisane tam zdanie: „I powstało w tłumie rozdwojenie z Jego powodu”, (J 7, 43). Pracowało we mnie to Słowo w kontekście Roku Jedności przeżywanego aktualnie w naszym Zgromadzeniu. Zobaczyłam jedność i podziały przewijające się przez historię zbawienia, przez historię ludzkości, przez każde ludzkie serce. Dostrzegłam, wielkie pragnienie samego Jezusa wypowiedziane do Ojca w modlitwie na krótko przed męką „aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał”,(J 17, 21). Jedność uczniów jest wymownym świadectwem o miłości Boga do człowieka. O Miłości, która wie „co się w człowieku kryje”, (J 2, 25b) i zdecydowanie zmierza ku temu „aby rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno”,(J 11,52). Podobnie nasza jedność we wspólnotach i dziełach przez nas prowadzonych jest świadectwem obecności Boga tu i teraz. W to wielkie pragnienie jedności wpisana jest prawda o grzechu, który od zarania dziejów ludzkości wprowadza podziały, (Rdz 3, 1n). Oddziela człowieka od Boga. Wprowadza niezgodę nawet między najbliższymi sobie osobami. Burzy harmonię z przyrodą i dotyka samego serca człowieka czyniąc w nim głębokie pęknięcie najpierw grzechu pierworodnego, a z biegiem czasu grzechów osobistych… Często zewnętrzne podziały są jedynie obrazem tego, co dzieje się w ludzkich sercach, duszach i umysłach. Zwrócił na to uwagę św. Paweł pisząc o tym, jak grzech wpływa na sposób myślenia: „Ponieważ, choć Boga poznali, nie oddali Mu czci jako Bogu ani Mu nie dziękowali, lecz znikczemnieli w swoich myślach i zaćmione zostało bezrozumne ich serce. Podając się za mądrych stali się głupimi”,(Rz 1, 21 – 22). Jednocześnie ten sam Apostoł boleje nad swoim wewnętrznym rozdarciem mimo całego oddania w służbie Ewangelii: „Nieszczęsny ja człowiek, któż mnie wyzwoli z ciała co wiedzie ku śmierci?”, ( Rz 7, 24). W tych słowach uznaje własną grzeszność, nie tylko z pierwszego etapu życia jako gorliwy faryzeusz, ale i po przyłączeniu się do wspólnoty Kościoła. Ileż w tym pokory, ileż w tym prawdy… Podczas biblijnych i życiowych rozważań nasunęły mi się też słowa z Listu do Efezjan o dwóch rodzajach ludzkości podzielonych murem wrogości, który zburzył Jezus w ten sposób czyniąc z nas jedno (por. Ef 2, 14 – 16). I choć mowa jest tam o Żydach i poganach, Słowo natchnione jest aktualne i również dotyczy człowieka współczesnego, a jestem nim ja i Ty. Wrogość, podbudowana lękiem – najczęściej o siebie, urazami, czy brakiem przebaczenia, ciągle utrudnia budowanie dobrych relacji międzyludzkich, na których opiera się jedność. Dotyczy to również relacji z sobą samym, a także do Pana Boga. Tym, który leczy rany naszych serc złamanych i nie gasi knotka o nikłym płomyku (por. Iz 42, 3), który uczy budować mosty zamiast wznosić mury jest Jezus Ukrzyżowany i Zmartwychwstały. Jego Serce też jest zranione, ale przez nasz grzech – mój i Twój. On pozwolił je sobie zranić, przebić, otworzyć. I tak jak do św. Tomasza, tak i do nas kieruje zaproszenie: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym!”,(J 20, 27). A wiara czyni cuda. Cuda dzieją się i dziś. Jedność w różnorodności również do takich cudów należy. Dotykając Serca Jezusa, trwając przy Nim, w Nim się zanurzając doznajemy uzdrowienia naszych podzielonych serc i… wypełniamy testament Księdza Założyciela: „Starajcie się o jedność”. Najbliższa Sercu Syna jest Matka. To pod Jej Niepokalanym Sercem kształtowało się ludzkie Serce Boga, jednoczące dwie tak różne natury. Niech więc Ona, która jest i naszą Matką, Matką Kościoła, uprosi nam łaskę jedności wewnętrznej, to jest jedności z Bogiem przez życie w łasce - w wolności od grzechu zwłaszcza tego zamierzonego, planowanego, chcianego. Niech uprosi nam też dar jedności z ludźmi, jedności siostrzanej przez „miłość Bożą rozlaną w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany”, (Rz 5, 5). S.M. Michaela Musiał
