Zapach miłości
Na sześć dni przed Paschą Jezus przybył do Betanii, gdzie mieszkał Łazarz, którego Jezus wskrzesił z martwych. Urządzono tam dla Niego ucztę. Marta posługiwała, a Łazarz był jednym z zasiadających z Nim przy stole. Maria zaś wzięła funt szlachetnego i drogocennego olejku nardowego i namaściła Jezusowi nogi, a włosami swymi je otarła. A dom napełnił się wonią olejku. [J 12, 1-3] Jezus też miał przyjaciół. Rodzina Marty, Marii i Łazarza była z pewnością punktem odniesienia i bardzo lubił przebywać w tym domu, gdzie czuł się mile widziany i kochany. Podczas ostatniej wieczerzy z nimi Maria czyni zaskakujący gest. Jej miłość do Niego jest tak głęboka, że nie znajduje innego sposobu na jej wyrażenie niż te perfumy, bardzo drogie, wylewane z przesadną obfitością, nakładane gestami niezwykłej czułości. Jest to ostatnie prawdziwe pocieszenie dla Jezusa, przed Jego męką. Chciałabym się nauczyć od Marty, jak Ci służyć, od Łazarza, by być z Tobą, od Marii, aby okazywać Ci moją hojną miłość wylewaną jak cenny olejek z przesadną obfitością. Chciałabym, aby Twoja obecność zapachniała w moim domu, w mojej rodzinie, w mojej wspólnocie.... Spraw, Jezu, abym żyła każdego dnia w głębokiej przyjaźni z Tobą. Fiorenzo Salvi Giampietro Polini
Król na osiołku
Oto Król twój idzie do ciebie, sprawiedliwy i zwycięski. Pokorny – jedzie na osiołku. (Za 9, 9) Kontemplujemy dziś triumfalny wjazd Jezusa do Jerozolimy. Jezus jak wielki zwycięzca w chwale wjeżdża do miasta. I to jest dla nas jeszcze zrozumiałe, bo wiemy, że przecież On jest Królem wszechświata, który przyszedł, by nas zbawić. Może być jednak dziwne, że wjeżdża na osiołku. Owszem, był to popularny środek transportu w tamtych czasach, ale jeśli Jezus chciał pokazać ludziom, że jest wielkim Królem, powinien użyć konia, którego dosiadali chociażby ważni Rzymianie, okupujący ówczesną Jerozolimę. Co zatem chciał nam pokazać dosiadając osiołka? Kolejny raz chciał powiedzieć, że owszem, jest Królem, ale nie takim, jak my sobie wyobrażamy. Jego Królestwo jest rzeczywistością obok tego świata, albo i wbrew ludzkiej mentalności. Osiołek Pana Jezusa, to dla nas wyraźny przekaz, że Królestwo Boże znajdziemy tam, gdzie jest prostota i pokora, gdzie po ludzku myśląc, nie ma nic atrakcyjnego, spektakularnego, gdzie jest zwykła codzienność i zwykli ludzie. Taki jest smak Boga i Jego Królestwa, tak też nas zbawił. Osiołek to jeden z wielu znaków „stylu Boga”. Rozpoczynamy Wielki Tydzień, szukajmy takich znaków także w kolejnych dniach. S.M. Sybilla Kołtan
Urodzona u naszych sióstr
Urodziłam się w Berlinie 12 września 1937 roku, o godzinie dziewiątej, w niedzielę. Jestem jedynaczką. Rodzice po pierwszej wojnie światowej, wyemigrowali z Polski pod Berlin, do miejscowości Burgwall. Tam mięliśmy duży sklep, w którym było wszystko: jedzenie, zabawki, pościel. Zawsze chętnie w nim przebywałam. Pamiętam, że do sklepu przychodzili nie tylko Polacy, ale również Żydzi, Rosjanie i Niemcy. Kiedy miałam 4 lata mój ojciec został rozstrzelany. Po tej sytuacji wujek zabrał mnie i mamę do Polski, w okolice Chojnic. Zamieszkaliśmy w miejscowości Lipka (powiat Złotów), gdzie spędziłam późniejsze dzieciństwo i lata młodzieńcze. Jak miałam 8 lat moja mama wyszła drugi raz za mąż. Ponieważ rodzice nie chcieli mieszkań w Lipce, wyprowadziliśmy się do Słupska. Tam ukończyłam szkołę podstawową. Jako nastolatka zaczęłam pracować razem z mamą, sprzątając salki katechetyczne przy parafii. Dorabiałam także sprzątając gabinet dentystyczny oraz salki u Sióstr Kanoniczek. Na rok wyjechałam do Chojnic, do pensjonatu dla dziewcząt, który prowadziły Siostry Franciszkanki od Męki Pańskiej. Było tam siedemdziesiąt dziewczyn. Tam zdobywałyśmy wiedzę z zakresu dobrego wychowania. Siostry uczyły nas właściwego zachowania się przy stole i w różnych miejscach, wykonywałyśmy różne prace ręczne, uczyłyśmy się gotowania. Później wróciłam do domu rodzinnego. Od lat dziecięcych chciałam zostać siostra zakonną. W Słupsku, gdzie mieszkałam z rodzicami były siostry, jednak nie chciałam iść do żadnego zgromadzenia, które było blisko domu rodzinnego, tylko wyjechać gdzieś dalej. Jak miałam około dwudziestu lat, w gazecie ,,Przewodnik Katolicki” znalazłam adres do naszych sióstr. Wtedy powiedziałam mojej mamie, że chcę iść do klasztoru. Mama przyjęła tą informację bardzo spokojnie, powiedziała nawet tak: ,,Jak moja kuzynka poszła do klasztoru to i ty też możesz iść, ona była jedynaczką i ty jesteś jedynaczką.” Widać było, że dla mamy była to radosna wiadomość, dlatego postanowiłam napisać list na znaleziony adres. Mama go przeczytała, wyraziła zgodę na jego wysłanie i wtedy zobaczyła kopertę z adresem, na który miał być wysłany list. Po chwili zastanowienia powiedziała tak: ,,To ty idziesz do tych sióstr, u których ja ciebie urodziłam”. Byłam zaskoczona tym co powiedziała mama, nie rozumiałam tego i widząc moje zdziwienie, opowiedziała mi jak to było kiedy miałam się urodzić: ,,Niedaleko naszego domu w Burgwall były Siostry Elżbietanki i kiedy dostałam bóli porodowych, pojechałam do nich, ponieważ miały one porodówkę. Niestety ze względu na to, że nie miały już miejsca w szpitalu, nie przyjęły mnie, dlatego pojechałam 50 kilometrów dalej, aż do Berlina. Tam znalazłam porodówkę u Sióstr Maryi Niepokalanej. I tam właśnie u nich przyszłaś na świat.” I tak dowiedziałam się, że zostałam urodzona w Berlinie u naszych sióstr, do których chciałam wstąpić już jako dorosła dziewczyna. Bóg prowadzi nas niesamowitymi drogami. * * * * Moja mama nauczyła mnie przebaczać, dziękować, przepraszać i modlić się, i nie czuć do drugiej osoby urazów. Powtarzała, że ma być się zawsze zjednanym, pomimo tego, że każdy z nas jest inny. Mam zawsze modlić się i przebaczać. Tego mnie nauczyła moja mama i to próbowałam wprowadzać w życiu zakonnym, i tego życzę dla każdej z nas na ten Rok Jedności w naszym Zgromadzeniu. S.M. Kryspina
