Co znaczy Boże Narodzenie dla duszy?

Co znaczy Boże Narodzenie dla duszy?

Pytanie, które zadaje Służebnica Boża Siostra Maria Dulcissima: „co znaczy Boże Narodzenie dla duszy?” i na które sama też odpowiada, zainteresowało mnie na tyle, aby przyjrzeć się, w jaki sposób ona przeżywała Święta Bożego Narodzenia. Interesujące są także miejsca, fakty, osoby i wydarzenia, które miały realny wpływ na kształtowanie się duchowej osobowości kandydatki na ołtarze. Pomocą dla mnie w tym rozważaniu niech stanie się modlitwa psalmami, którą każdego dnia odmawiamy jako osoby konsekrowane. Psalmy nas kształtują, pomagają wzrastać wewnętrznie. Niech modlitwa psalmami wprowadza nas w świętowanie narodzin Jezusa, tak jak czyniła to Siostra Maria Dulcissima. Dowiemy się tym razem o niespodziance świątecznej dla powiększenia radości s.M. Tobii  ze względu na Jezusa. Będzie mowa o uzdrawiającej mocy sakramentu chorych, o jej kontaktach nieziemskich ze św. Teresą od Dzieciątka Jezus, o przyjaźni, o tęsknocie za niebem, która przez nawroty choroby dawała jej permanentnie o sobie znać.   „Stawiam sobie zawsze Pana przed oczy, nie zachwieję się, bo On jest po mojej prawicy. Dlatego się cieszy moje serce, dusza się raduje…” (Ps 16, 8-9).   W 1920 roku w Parafii Świętego Józefa na Zgodzie została utworzona placówka Zgromadzenia Sióstr Maryi Niepokalanej. Helenka Hoffmann chętnie odwiedzała mieszkające tam siostry, a że była zwinna i zręczna szybko wkomponowała się w życie zakonnej wspólnoty. Dziewczynka starała się zaprzyjaźnić z siostrami, pomagała im, przysłuchiwała się ich rozmowom, podpatrywała życie nowej rodziny zakonnej. Siostry Marianki w Zgodzie prowadziły Hutniczy Ośrodek Zdrowia i przedszkole; pracowały w kościele parafialnym, do którego Helena była przywiązana emocjonalnie. Owszem Helena interesowała się życiem zakonnym, sporo czasu poświęcała na pomoc siostrom w ich zadaniach, jednak wszystko co robiła, starała się wykonywać na chwałę Bożą. Od dawna pomagała w parafii, ponieważ czuła się zobowiązana do niesienia pomocy –  także kapłanom. Możemy sobie wyobrazić jej żywe zaangażowanie w wystrój kościoła parafialnego tuż przed świętami Bożego Narodzenia oraz jak bardzo starała się sprostać oczekiwaniom rodziców. Jej czysta dusza i ufna wiara budziły podziw u wielu osób, które ją znały. Helenka miała dobre serce i szalone pomysły. Zdarzyło się, że na święta Bożego Narodzenia w 1920 roku chciała sprawić radość przedszkolance, s.M. Tobii Kujeth SMI. W tajemnicy przed siostrami, razem z koleżanką poprosiła matki, które przyprowadzały swoje pociechy do przedszkola, aby pomogły jej przygotować prezent – niespodziankę dla siostry. Kobiety zareagowały pozytywnie na ten pomysł i dziewczynki zebrały pieniądze, za które kupiły dla Siostry pantofle. Zaniosły prezent s.M. Tobii z ogromną satysfakcją i radością w sercu, co pewnie wywołało uśmiech także w obdarowanej. Helena żyła w obecności Bożej, stawiała sobie Pana przed oczy, a intencją jej serca było sprawianie radości Jezusowi. Ta dziewczęca, czysta dusza dziecka niewątpliwie przyciągała uwagę Ojca Niebieskiego.   „A moja dusza będzie radować się w Panu, będzie się weselić z Jego ratunku” (Ps 35, 9).   Pierwsze symptomy poważnej choroby u kandydatki Heleny Hoffmann pojawiły się już w wieczór Wigilijny 1928 roku. Była wtedy w domu zakonnym w Henrykowie, gdzie została skierowana ze względu na złe samopoczucie. S. M. Honorata Mazur SMI, asystentka generalna w swych zapiskach wspomina, że kandydatka Helena źle znosiła klimat dużego miasta, dlatego też skierowano ją na wieś. Tam zdrowsze powietrze, wypoczynek i pomoc siostrom w pracach domowych miały jej pomóc w odzyskaniu równowagi duchowo-fizycznej. 3 stycznia 1929 roku poważnie rozchorowała się, a lekarz Krischker z Henrykowa rozpoznał u swej pacjentki zapalenie mózgu. Helena straciła przytomność, potem na krótko następnego dnia ją odzyskała. Sytuacja jej stanu zdrowia jawiła się bardzo poważnie i lekarz nie dawał jej szans na wyzdrowienie, dlatego też zawiadomiono mamę – Albinę Hoffmann, która wkrótce przyjechała do córki. Matka płakała, widząc stan swojego dziecka. Pani Albina była wdzięczna siostrom za okazaną opiekę nad Heleną, polegającą na czuwaniu przy niej dzień w nocy. Albina Hoffmann w nocy z 5 na 6 stycznia była świadkiem rozmowy córki Heleny z św. Teresą od Dzieciątka Jezus. Przywołała siostry, aby one również mogły być świadkami niezwykłego spotkania tych dwóch pokrewnych dusz. Co ciekawe, Helena w ciągu dnia nie mogła nic mówić, a porozumiewała się z otoczeniem jedynie przy pomocy tabliczki i ołówka, dlatego na matce bardzo mocne wrażenie wywarło wołanie Heleny: „ Te…, Te…, Teresko, Ty przychodzisz!” W czasie tej ogromnej niedyspozycji Helena otrzymała sakrament namaszczenia chorych. Niebezpieczeństwo śmierci minęło, a ona w swej niemocy doświadczyła duchowego umocnienia. W następnych dniach poczuła się na tyle dobrze, że mama mogła wrócić z Henrykowa do Zgody.   „… moja dusza będzie żyła dla Niego…” (Ps 22. 30).   Podobna sytuacja miała miejsce w Boże Narodzenie 1932 roku w Zgodzie. Po pasterce w kościele pw. św. Józefa, Helena Hoffmann ponownie rozchorowała się, a jej stan na tyle się pogorszył, że 30 grudnia 1932 roku miejscowy wikariusz, ks. Ignacy Rembowski udzielił jej sakramentu chorych. Poprosił ją o ostatnie życzenie. W odpowiedzi usłyszał: „Gdybym mogła jeszcze raz odmówić to, co odmawiałam z Siostrą Marią Lazarią”. Ks. Rembowski powiadomił o chorobie i życzeniu „Oblubienicy Krzyża” Marianki z Domu Macierzystego. W odpowiedzi na ten telegram od razu do Zgody przybyła s.M. Lazaria, która zastała ją niemal umierającą. Przy spotkaniu obie Siostry cieszyły się, że mogły modlić się razem. Siostrze Dulcissimie doskwierał ogromny ból głowy i dyskomfort w postaci ciągłych wymiotów. Wtedy też poprosiła Pana Jezusa o śmierć. Ten stan trwał do 5 stycznia 1933 roku. W uroczystość Objawienia Pańskiego opowiedziała s.M. o zdarzeniu: „Widziałam Dziecię Jezus bardzo piękne, w długim ubraniu, aż do ziemi, o kręconych włosach, idące do mnie ze światłem w ręku: przeciskało się przez wielu ludzi w kaplicy do mojej celi i powiedziało: »Światłem powinnaś być«. Gdy cieszyłam się pięknym Dzieckiem i chciałam przynieść Mu zrobiony lampion, odeszło”. Co ciekawe, to od tego dnia zaczął się powoli poprawiać stan zdrowia „Oblubienicy Krzyża”. Źle się czuła nadal, ale zgodnie ze wskazaniami św. Teresy od Dzieciatka Jezus (którą słyszała i widziała we śnie) przygotowywała się na podróż z Wrocławia do Brzezia nad Odrą.   „… jak dziecko na łonie swej matki, jak ciche dziecko jest we mnie moja dusza. Izraelu, złóż nadzieję w Panu, teraz i na wieki” (Ps 131, 2a-3).   Święta Bożego Narodzenia w roku 1934 były dla s.M. Dulcissimy czasem łaski i swoistych rozważań nad pokorą i miłością Dzieciątka Jezus. Służebnica Boża stawała przed Bogiem na modlitwie jak dziecko i płakała. Zdarzało się, że była smutna, ponieważ widziała, że Dziecię Jezus jest opuszczone. Bolała nad tym, że maleńki Jezus „przychodzi zbawić świat, bo na nim ciągle tak wiele jeszcze zła” (kolęda). Cierpiała z powodu tego, że nie znajduje On miejsca wśród ludzi. Cierpiała ponadto, gdyż także we wspólnocie zakonnej zauważyła brak prostoty i ducha dziecięctwa.   „Wyciągam ręce do Ciebie; moja dusza pragnie Ciebie jak zeschła ziemia” (Ps 143, 6).   Uroczystość Bożego Narodzenia w 1935 roku stała się dla s.M. Dulcissimy czasem zjednoczenia z Bogiem. Bardzo cierpiała. Jej duchowy przewodnik, ojciec Józef Schweter CSsR, zauważył: „Stając się całkowicie dzieckiem, [„Oblubienica Boża”] mogła przyjąć łaski Bożego Narodzenia w najbogatszym wymiarze, chociaż zewnętrznie były zanurzone w gorzkiej czarze. Serce Siostry [Marii] Dulcissimy, otrzymało teraz mistyczną ranę”.   „Jesteś moim Bogiem, chcę Ci dziękować, Boże mój, chcę Ciebie wywyższać. Wysławiajcie Pana, bo dobry; bo łaska Jego na wieki” (Ps 118, 28-29).   Na zdjęciu widzimy figurę Dzieciątka Jezus, która należała do „Oblubienicy Krzyża”. Prawdopodobnie ta figurka miała swoje miejsce w pokoju Służebnicy Bożej, a dziś stanowi cenną pamiątkę umieszczoną w Izbie Pamięci w klasztorze w Brzeziu nad Odrą. Warto także dziś w czasie świętowania Bożego Narodzenia, spojrzeć z miłością na Dzieciatko Jezus i dać głos modlitwie serca siostry Dulcissimy, i poprosić:   Dziecię Jezus, daj niewiele, daj tylko jedno, co może uszczęśliwić nasze serce, nie dawaj bogactw, które nie pozostaną, nie dawaj blasku, który rozpływa się, daj tylko jedno, Twoją miłość, o Ty słodkie, ujmujące Dziecko!   Co znaczy Boże Narodzenie dla Twojej duszy? Boże Narodzenie znaczy: przybycie, ponowne narodzenie Jezusa Chrystusa w naszej duszy. Również Twoje serce powinno być już przyozdobione łaskami Komunii świętej, ponieważ do Ciebie też zapuka i poprosi o przyjęcie. Co chcemy Mu podarować?   S.M. Małgorzata Cur SMI
Czy zielony może być kolorem adwentu?

Czy zielony może być kolorem adwentu?

Jubileuszowy Adwent Mam na swoim biurku - tuż przed oczyma - zdjęcie pogodnej siostry Dulcissimy. Uśmiechnięta służebnica Boża, o której mówią, że to Dziecko Łaski, przeżyła zaledwie 26 lat, czyli zgoła 25 adwentów. Jednak nie tylko ten ostatni, o którym można powiedzieć, że to Srebrny Adwent, był dla Niej umocowany w tęsknocie za niebem. Siostrę Dulcissimę unosiły dwa adwentowe, duchowe skrzydła. Marana Tha! To dla niej i oczekiwanie na narodzenie Pana Jezusa, i ogromna tęsknota za spotkaniem z przybywającym w chwale Chrystusem. Tak! Siostra Dulcissima w Adwencie wyczekiwała Wieczności. Wszyscy, których muszę opuścić, nie bójcie się śmierci, ponieważ czeka na Was życie wieczne. (...) Tylko nie zapominajcie modlić się, żebym mogła również tam sprawić Bogu radość. Co za szczęście zobaczyć Boga, któremu idę naprzeciw! W liście z 15 grudnia do Matki Generalnej Klotyldy Mende potwierdza ten fakt jej opiekunka, siostra przełożona, Lazaria Stefanik, gdy pisze: (…). S. M. Dulcissima bardzo tęskni za niebem i ciągle prosi św. Teresę, by było jej wolno iść do Jezusa. Czasami znosi cierpienie niemożliwe dla ludzi a jednak pomaga nam w domu. Zielone okulary Oczekiwanie na Boże Narodzenie dla siostry Dulcissimy to także czas zmagania się z chorobą. Adwent roku 1933 jest czasem, gdy siostrze pogarsza się wzrok. Z tego powodu coraz mniej widzi, a to powoduje ograniczone możliwości w jej samodzielnym poruszaniu się. Wtedy zakłada zielone okulary, by zmniejszyć bóle głowy, zaś w sercu kontempluje Jezusa i oczekuje na moment, gdy ujrzy Go twarzą w twarz. Siostra żyje nadzieją, patrzy z nadzieją, kocha chwilę obecną w nadziei spotkania z Nim w wieczności. To nadzieja wzmaga w niej pragnienie, by radosnym sercem iść do Jezusa. Fioletowe dni Bolesne cierpienia Adwentu roku 1934 ofiarowuje za Zgromadzenie Sióstr Maryi Niepokalanej i swoich przełożonych. W modlitwie pamięta także o kapłanach i duszach w czyśćcu cierpiących. Najwyraźniej jej cierpienia były bardzo silne i dotkliwe, o czym wspomina 8 grudnia w liście do przełożonych s. Maria Lazaria, a 14 grudnia dodaje: Coraz więcej żąda Zbawiciel od s. M. Dulcissimy. Ból stopniowo wzrasta. Przyjdą wielkie zamieszki. W jednym kraju ustanie prześladowanie w innym rozpocznie się (…) Siostra Dulcissima słyszy wołanie o pomoc, którego nie może zapomnieć. Widzi kapłanów i zakonników, którzy zostają uwięzieni przez nieprzyjaciół. Błagalnie prosi o pomoc dla tych ludzi. Nam powinno się też pomóc, gdy potraktują nas tak samo. Jako zakonnice możemy modlić się, wiele ofiarować, zbierać zasługi i podarować je innym. Świat wisi na włosku a tym włoskiem są dusze ofiarne. Dla siostry Dulcissimy kolejny Adwent roku 1935 jest doświadczeniem opuszczenia  przez duchową przyjaciółkę Święta Tereska od Dzieciątka Jezus, która tak wiele jej podpowiadała, teraz przez cały Adwent do niej nie przychodzi. W ten sposób pozwala siostrze Dulcissimie iść własną drogą do Dzieciny z Betlejem. Nasilają się w niej boleści, dochodzi kłucie w okolicy serca i spazmatyczny płacz w dzień i w noc, i tak przez trzy i pół tygodnia – prawie bez snu. Służebnica Boża stała się jak nieporadne, małe dziecko, nie tylko w mowie, ale i w całym swoim zachowaniu. Blask Gwiazdy Betlejemskiej Oczekując na dzień Narodzenia Pańskiego Służebnica Boża siostra Maria Dulcissima Hoffmann wyprasza łaskę nadziei, patrzy z nadzieją, nosi w sobie nadzieję. A nadzieja to coś więcej niż optymizm. To droga życia i dawania. To most łączący wiarę z miłością. Pozwólmy Bogu wstrząsnąć nami przez zaskakującą nowość Światła, jakie On objawi. Pytanie Oblubienicy Krzyża o adwentową nadzieję, niech wprowadzi nas w świętowanie Bożego Narodzenia w blasku betlejemskiej gwiazdy. Niech prowadzą nas słowa uświęconej w zakonnej codzienności Siostry: Wkrótce będzie uroczystość Bożego Narodzenia. Co znaczy Boże Narodzenie dla duszy? Boże Narodzenie znaczy: przybycie, ponowne narodzenie Jezusa Chrystusa w naszej Duszy. Również Twoje serce powinno być już przyozdobione łaskami Komunii świętej, ponieważ do Ciebie też zapuka i poprosi o przyjęcie. Co chcemy Mu podarować? Jaki przyniesie nam skarb łask i jaki krzyż? Jak Bóg zechce, tak powinno być! Miej tylko odwagę i myśl często: chcę, muszę i mogę być świętą! Marana Tha! Przyjdź, Panie Jezu! A, gdy przyjdzie już Boże Narodzenie, to zgodnie ze słowami siostry Dulcissimy: Zbliżajmy się często do Żłóbka i weźmy sobie wiele skarbów, siłę i odwagę na Nowy Rok. Tam otrzymamy wszystko: ufność Boga i podporządkowanie się Woli Bożej. S. M. Małgorzata Cur SMI  
Skąd w Siostrze Dulcissimie tak żywa troska o ratowanie dusz?

Skąd w Siostrze Dulcissimie tak żywa troska o ratowanie dusz?

ZaLOGOwana w JEZUSie Z pewnością spodobała się Bogu Helenka Hoffmannówna, która od dzieciństwa pielęgnowała w sobie troskę o budowanie wewnętrznej kapliczki. Bóg widział Jej głębokie poszukiwania i intymne pragnienia Jej serca, dostrzegał tęsknotę i naglącą gotowość, by zostać siostrą zakonną. Pobożność Helenki oraz fakt, że chętnie spędzała czas na modlitwie, że ceniła wartość sakramentów świętych, a przede wszystkim to, że uczestniczyła często w Eucharystii i miała zamiłowanie do adoracji Najświętszego Sakramentu, rzeźbiły w Jej sercu przestrzeń i pragnienie służenia Bogu. Niewątpliwie tak szczera ufność dziecięca rozradowała Ojca Niebieskiego! Na tę prostoduszność dziecka Bóg odpowiedział zaufaniem i obdarował wielością łask, których Helena chyba sama się nie spodziewała. W Niedzielę Trójcy Świętej w 1925 roku przed ołtarzem prosiła o powołanie zakonne. A do Zgromadzenia Sióstr Maryi Niepokalanej wstąpiła w 1927 roku, mimo że rodzice nie byli zachwyceni Jej decyzją. Helena jednak wiedziała czego chce. Pragnęła sprawiać radość Jezusowi: budować kapliczkę wewnętrzną, ratować dusze – to przynaglenia rodzące się z Ducha Świętego. To Jezus woła mnie do ofiary – mówiła. Maryja Niepokalana Helena obdarowana charyzmatem modlitwy i prowadzona łaską Bożą wstąpiła do zgromadzenia maryjnego, które od początku stawiało sobie za cel ratowanie dziewcząt i kobiet przed nędzą duchową, moralną i materialną. To Matce Bożej ks. Jan Schneider, założyciel Zgromadzenia Sióstr Maryi Niepokalanej (Congregatio Sororum Mariae Immaculatae - SMI), zawierzył dzieło powstałe jako dar Ducha Świętego dla Kościoła i w Kościele. Ta, która miażdży głowę węża (por Rdz 3,15) – Maryja Niepokalana została główną patronką tego Zgromadzenia. Sługa Boży w Maryi, która uwierzyła Słowu Boga i jako pierwsza z ludzi znalazła się w centrum walki ze złem, widział Pomoc i Obronę. To przecież Ona staje i dziś do walki o duszę, którą szatan wciąż nęci, aby ją zniewolić. Siostra Maryi Siostra Dulcissima często rozmawiała z Maryją, wiedziała, że w ten sposób może stać się bogatą dla wieczności. Była wsłuchana w prośbę Ojca Założyciela, który mówił, że Siostry Maryi powinny w pokorze i miłości naśladować Matkę Bożą, poświęcić się dla dusz najbardziej opuszczonych. Posłuszna, powierzała Maryi za życia nie tylko swoje sprawy, ale ofiarowywała się i wstawia nadal: Przyjmij ofiarę, Maryjo, skarbnico łask i daj duszom wszystko, czego potrzebują: miłości, miłości, tysiąc razy miłości! I stopień specjalizacji: Ratownictwo dusz Charyzmat Zgromadzenia i wołanie ks. Jana Schneidera: Pomóżcie ratować dusze, bardzo szybko stało się pierwszą troską siostry Dulcissimy. Ratowanie dusz, które stanęły nad przepaścią, które doświadczały zapaści ducha. Ratowanie dusz kapłanów, którzy przyjęli ducha światowego, letnich dusz osób konsekrowanych, zagubionych dzieci i młodzieży, ludzi chorych, wychowawców, grzeszników, dusz czyśćcowych… - to szeroki wachlarz intencji, które stały się przedmiotem modlitwy i ofiary Służebnicy Bożej. Siostra Dulcissima, odczytując swoje powołanie, nie tylko podjęła wysiłek realizacji charyzmatu Zgromadzenia, co żyła nim w pełni, a żywotnością tego daru zachwyca nadal, promieniując nim po dzisiejszy dzień. Opieka całodobowa Na postawione przez ks. Jana Schneidera pytanie: Jaki uczynek może być szlachetniejszy i piękniejszy, niż pomoc w ratowaniu i zdobywaniu dusz? Siostra Dulcissima odpowiada pozytywnie także i dziś zdobywając, ratując i wspierając swą cichą obecnością przed Bogiem wszystkich proszących Ją o pomoc. A intencji nie brakuje. Oto niektóre z nich:
  • Dziękuję za skierowanie moich modlitw do pośrednictwa s. Dulcissimy. Codziennie mam z Nią kontakt, zapraszam Ją również do codziennego pompejańskiego różańca (Andrzej)
  • Proszę o skuteczną ochronę przed wszelkim złem widzialnym i niewidzialnym. Proszę o modlitwę, o uwolnienie od wszelkiego zła. Proszę o wszystkie potrzebne łaski i obfitości łask (Sylwia).
  • Siostro Mario Dulcissimo módl się za nami wypraszaj nam potrzebne łaski u Boga dla naszych rodzin i naszej Ojczyzny (Weronika).
  • O łaskę uwolnienia domu od wpływów złego ducha. Bóg zapłać (Zofia).
  • Proszę o modlitwę w intencji: uwolnienia męża Pawła od pornografii. Bóg zapłać! (Gosia).
  • Za wstawiennictwem Sł. B. S.M. Dulcissimy, naszej Helenki ze Zgody, proszę cię Panie o opiekę i ochronę nad całą parafią św. Józefa na Zgodzie. Otocz opieką księdza wikariusza naszych ministrantów i wszystkie dzieci na Zgodzie, pochyl się miłosiernie nad wszystkimi chorymi i udziel im łaski uzdrowienia, wyciągnij miłosierną rękę swoją nad grzesznikami doprowadź ich do nawrócenia. Błogosław naszym rodzinom wspólnotom parafialnym i tym wszystkim, którzy modlą się za naszą parafię chroń nas w tym trudnym czasie epidemii. A na koniec razem z siostrą Dulcissimą proszę cię o wyzdrowienie dla mnie (Proboszcz ze Zgody).
  • Siostro Dulcissimo wstaw się za wszystkich chorych, którzy cierpią z powodu pandemii daj im siłę do pokonania tej choroby w Tobie nadzieja (Teresa).
  Modlitwa Przychodzę do Ciebie, Siostro moja Dulcissimo, aby prosić Cię o radę i pomoc. Ty zawsze spieszyłaś z pomocą innym ludziom. Dźwigałaś ich brzemiona i prowadziłaś do Nieba. Wiem, że moja prośba będzie przez Ciebie wysłuchana, dlatego z ufnością proszę Cię, wyjednaj mi u Boga łaskę… i prowadź mnie prostą drogą do Nieba. Amen. S. Maria Małgorzata Cur SMI
Dlaczego ten medalik jest cenny?

Dlaczego ten medalik jest cenny?

Prezent nie z tej ziemi Cudowny medalik jaki otrzymujemy przy składaniu pierwszych ślubów zakonnych jest nie tylko znakiem przynależności do Zgromadzenia Maryi Niepokalanej, jest także wyrazem naszego oddania się Bogu na wzór Maryi. Czy można zatem uznać, że cudowny medalik jest duchowym prezentem Maryi, ofiarowanym odważnym kobietom, które chcą życiem wypowiadać swoje fiat mihi secundum verbum Tuum (Łk 1, 38)? Z pewnością! Gwarancją jest zapewnienie Matki Bożej, które przekazała św. Katarzynie Labouré, objawiając jej ten znak swojej przedziwnej obecności: Wszyscy, którzy będą nosili ten medalik, dostąpią wielkich łask, szczególnie, jeśli będą go nosili na szyi. Tych, którzy we mnie ufają, wieloma łaskami obdarzę. Siła powołania Helena Joanna Hoffmann, prawdziwa Ślązaczka, odważnie przekracza progi naszego Zgromadzenia z żywym pragnieniem, aby naśladować Maryję i być, tak jak Ona. Helena, jako nowicjuszka, otrzymuje imię Maria Dulcissima, a gdy składa pierwsze śluby, jako siostra Maryi Niepokalanej, przyjmuje cudowny medalik z Jej wizerunkiem. Pragnienie, aby „być jak Maryja” pielęgnuje na modlitwie, gdzie prosi, aby Maryja ukształtowała Jej duszę na wzór radosnej pieśni dziękczynnej „Magnificat” (Łk 1, 46-55). Cudowny medalik Siostry Marii Dulcissimy Siostra Maria Dulcisisma dała się poznać jako ta, która niesie Jezusa, która - jak Maryja - cichutko służy darem modlitwy. Jej modlitwa zmienia wiele, staje się źródłem radości, pachnie wielkością Bożego Miłosierdzia i przyczynia się do wielu zmian postaw życiowych, ale i uzdrowień. W Brzeziu nad Odrą, w miejscu, gdzie spędziła swoje ostatnie lata posługi, nazywana jest „Aniołem Dobroci”. Odwiedzając brzeskie rodziny razem z opiekunką, Siostrą Marią Lazarią Stefanik, przełożoną, niosła wiarę i rozpalała nadzieję tam, gdzie doświadczenie choroby osłabiło miłość i ufność pokładaną w Bogu. Dziś jeszcze widzę jak z siostrą Lazarią do nas szła siostra Dulcissima. Była oparta jedną ręką o siostrę Lazarię a drugą rękę pod pachą wspierała się na „drewnianym berle” Siostra Dulcissima robiła krzyżyki na naszych czołach i błogosławiła – pamięta Kazimierz W szesnastym tygodniu ciąży dowiedziałam się, że urodzę chłopczyka z najcięższą wadą serca. Rokowania lekarzy nie były pomyślne. Wtedy moja babcia, dała mi cudowny medalik siostry Marii Dulcissimy, który nosiłam aż do dnia rozwiązania. Prosiłam wówczas siostrę tylko o siły w tej ciężkiej próbie, a cierpienie, którego doświadczałam ofiarowywałam w intencji mojego syna – wyznaje Grażyna. Medaliki i wiele innych pamiątek, należących do Siostry Marii Dulcissimy, ludzie przynosili i nadal przynoszą do Izby Pamięci brzeskiego klasztoru. Jedna z najstarszych mieszkanek Brzezia, Pani Łucja Bugdol (95 lat), opowiada o „niezwykłych odwiedzinach” służebnicy Bożej w ich domu: Dulcizma przychodziła do mamy i malutkiej siostrzyczki Tereski. Powiedziała, że będzie dla niej duchową matką chrzestną i ofiarowała Teresce medalik. Mam ten cenny medalik. To relikwia. O! Jak w wielu rodzinach już gościł a nawet w szpitalach. Zawsze pożyczam, jak tylko ktoś prosi, ale muszę być pewna, że wróci do mnie jak spełni swoje zadanie. Mówiłam już moim [bliskim], żeby oddali go do klasztoru gdy już umrę. W ten sposób cudowny medalik, cenna pamiątka rodzinna, wędruje po rodzinach w Brzeziu nad Odrą. Przekazywany z rąk do rąk, ożywia miłość do Maryi i umacnia Jej obecność w tak wielu domach. A modlitwa Siostry Marii Dulcissimy trwa: Kochana Matko Boża, Ty musisz prowadzić dusze do Zbawiciela. Ty wiesz najlepiej, jak można zacząć i jak można je zdobyć. Jestem pewna, że także dzięki przekonaniu o skuteczności modlitwy wstawienniczej Siostry Marii Dulcissimy, spełnia się obietnica Niepokalanej, która zlewa łaski na wszystkie Osoby, które Ją o to proszą. Niech wyda swoje owoce wołanie: O Maryjo bez grzechu poczęta módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy, które wznosi się w naszych sercach ku Niebu, a jest powtarzane na prośbę Matki Bożej nieskończoną ilość razy przez chrześcijan z całego świata! Niech spełni się prośba Siostry Marii Dulcissimy: Maryjo, Ty nasza Orędowniczko i pocieszycielko, uczyń wszystko dobrze i prowadź nas przez ciemności do wiecznego światła!   Siostra Maria Małgorzata Cur SMI  
Gdzie jest s. Dulcissima?

Gdzie jest s. Dulcissima?

To otwierające rozmowę z Bogiem proste, listopadowe pytanie można postawić, spoglądając na miejsce spoczynku naszej służebnicy Bożej siostry Dulcissimy Hoffmann. Kilkadziesiąt lampek, świeże kwiaty - to wszystko świadczy o żywej pamięci o siostrze, która tu w Brzeziu była przecież zaledwie trzy lata. Jak wiele osób staje w miejscu Jej doczesnego spoczynku tu i teraz, przyprowadzanych nadzieją, która podtrzymywana jest z pokolenia na pokolenie i nigdy nie gaśnie.  Siostra jest tu i teraz. To przeświadczenie, bardzo żywe, przyprowadza na to miejsce wiernych z bliska i z daleka. Naprawdę wiele osób staje przed Jej sarkofagiem osobiście, nie zważając na porę dnia, czy nocy. Odbieramy sporo wiadomości mailowych, telefonów, próśb o modlitwę co pozwala naszej wspólnocie być w „Dulcissimowym Pogotowiu Modlitewnym”. A ludzie piszą i dzielą się swoimi przeżyciami:             Niejednokrotnie zdarza się, że impulsem by przybyć do s. Dulcissimy staje się artykuł w gazecie, wysłuchane świadectwo a nawet przypadkowa rozmowa.               BŁAGAM O POMOC… W modlitwie o CUD UZDROWIENIA dla taty Achimka… BŁAGAM… Leży w Czeladzi na oddziale intensywnej opieki.. A my nie możemy przy nim być Serce mi pęka (Dagmara).             Chciałabym Siostrę i Współsiostry poprosić o modlitwę nowenną za wstawiennictwem s. Dulcissimy o łaskę uzdrowienia dla ciężko chorej Izabeli, przebywającej w śpiączce w szpitalu. Mieszkam w Niemczech (Izabella). Wybacz mi moje błędy w języku polski z powodu mój  trudności w pisaniu po polski… Proszę o modlitwę i skrawek materiału dotkniętego o grób Siostry (Martin z Brazylii).             Musiałam tu przyjechać. S. Dulcissima mi się śniła i zapewniła, że będzie się mną opiekować (Emilia z Belgii).   Gdzie jest s. Dulcissima? Blisko Boga, który w swej dobroci posługuje się osobą służebnicy Bożej, aby przyprowadzić do siebie dusze poszukujące i spragnione łaski.   Panie, głusi odzyskują słuch a ślepi wzrok, znad grobu Twojej służebnicy jeszcze nikt nie odszedł niewysłuchany. I moją modlitwą nie gardź, lecz racz ją wysłuchać. Amen.   Gdzie jest s. Dulcissima? Ona sama zdradza pragnienie i pewność nieba, wyraźnie nazywając swe oczekiwania: Do zobaczenia w niebie! Chętnie idę do domu Ojca i nadal pragnę pomagać.   Warto zaprzyjaźnić się z siostrą Dulcissimą, która jest tu i teraz, blisko Boga i nadal pragnie pomagać.   Modlitwa: Przychodzę do Ciebie, siostro moja Dulcissimo, aby prosić Cię o radę i pomoc. Ty zawsze spieszyłaś z pomocą innym ludziom. Dźwigałaś ich brzemiona i prowadziłaś do Nieba. Wiem, że moja prośba będzie przez ciebie wysłuchana, dlatego z ufnością proszę cię, wyjednaj mi u Boga łaskę… i prowadź mnie prostą drogą do Nieba. Amen.   W brzeskiej wspólnocie zakonnej codziennie modlimy się nowenną za wstawiennictwem służebnicy Bożej s. Marii Dulcissimy Hoffmann, dołączając wszystkie powierzane intencje.   Zapraszam do wspólnej modlitwy nowenną.   Droga Siostro, Drogi Bracie! Nowenną możesz modlić się i prosić o wstawiennictwo służebnicę Bożą siostrę Marię Dulcissimę Hoffmann bezpośrednio z tabletu lub smartfona. Aplikację znajdziesz w Google Play pod adresem: dulcissima.pl: https://play.google.com/store/apps/details?id=xyz.appmaker.kknxod&hl=pl   S. Maria Małgorzata Cur
„Pod popiołem tajemny ogień”

„Pod popiołem tajemny ogień”

Taki tytuł ma książka Joan Chittister, amerykańskiej benedyktyńskiej zakonnicy, będąca prowokującą książką, która chce cię potrząsnąć, obudzić i sprawić, że będziesz niespokojna. Autorka zajmuje się problemami współczesnego Kościoła, zakonów i wspólnot duchowych oraz poszukuje nowych dróg rozwoju. Nie każdemu jest łatwo przeczytać tę książkę, a ja miałam czasem doświadczenie opisane we wstępie: "Gest opadających rąk", chęć rzucenia w kąt, może być całkiem odpowiedni do tej lektury. Jednak tego nie zrobiłam. Czytałam do końca i nadal jestem za to wdzięczna, że natrafiłam na taką lekturę. Podczas czytania tej książki staje się bowiem coraz bardziej oczywiste, że autorka nie pisze jej w celu krytykowania, narzekania czy obwiniania. Charakteryzuje się wysokim szacunkiem dla życia zakonnego i poszukiwaniem sposobów na uwolnienie go od destrukcji i stwardnień oraz znalezienie nowych, żywych form życia.  Książka ta dosłownie oddycha miłością autorki do życia zakonnego: „Chodzi o bogobojną płonącą namiętność potrzebną do odnalezienia współczesnej formy życia zakonnego, która stoi między tym, co cenione stare i tym, co wyłania się nowe, która przełamuje nowe granice i rozwija się w świecie wstrząsanym ciągłymi zmianami w punkcie zwrotnym historii”. Nie jest łatwo napisać recenzję tej książki, ponieważ każda strona jest wypełniona tą pasją. Dlatego też uważam, że dobrze byłoby podzielić nasze rozważania na części, które będę przekazywać krok po kroku. W tym pierwszym artykule pragnę zaprosić Was do wspólnego poszukiwania wraz z autorką znaczenia i misji zakonów. Dla s. Joan najważniejszą opcją dla stworzenia i racji bytu zakonów jest poszukiwanie Boga. Pisze ona: "Prawdę mówiąc, nigdy nie było innego powodu, do podjęcia życia zakonnego poza 'szukaniem Boga'.  W tym kontekście opisuje ona jasno i krytycznie sytuację zakonów i zgromadzeń zakonnych naszych czasów, biorąc pod uwagę kontekst historyczny i rozwój, a także wpływ Kościoła i społeczeństwa. Widzi ona wyraźnie, że to, co było znaczące i konieczne na początku formacji wspólnot, dziś często jest tylko zachowaniem tradycji i przestrzeganiem tego, co jest zwyczajowe. Większość z nas wstąpiła do Zgromadzenia w czasie, gdy życie zakonne charakteryzowało się przede wszystkim działalnością apostolską, posługą, wspólną modlitwą, wpisaną w ścisłą, codzienną strukturę. Na tamte czasy wszystko to było dobre, ale teraz rozwój społeczeństwa prawdopodobnie nas wyprzedził. Siostra Joan pisze: "Duchowość produktywności jest skończona. A w innym miejscu: "Jeśli naszym głównym przedmiotem zainteresowania jest praca, którą wykonują zakonnicy, logiczne jest, że samo życie zakonne jest kwestionowane, gdy tylko ich praca - z jakiegokolwiek powodu - traci na znaczeniu". Podczas gdy w przeszłości zakonnicy udawali się tam, gdzie zawodziło państwo, tzn. do chorych, starych, upośledzonych, biednych, umierających itp. Pionierskie dzieło Zakonów zostało wykonane i teraz są one potrzebne "jak to, czym zawsze miały być: głosem duchowym, znakiem kontrkultury, prorocką obecnością w kulturze". W tym momencie powoli staje się jasne, dlaczego autorka wybrała do swojej książki tytuł "Pod popiołem tajemny ogień". Obraz ognia i popiołu pojawia się ciągle na nowo. Ona sama jest całkowicie wypełniona, rzeczywiście płonie od tego wewnętrznego ognia, ale często doświadcza wspólnot religijnych jako grup, które zostały ugaszone wewnętrznie, a teraz zachowują tylko prochy, popiół. A teraz to do nas należy zachowanie żaru i wzniecenie ognia. Ale jak? Siostra Joan ostrzega: "Jeśli ogień ma być zachowany dla nowego pokolenia, życie zakonne musi w tym czasie zachować żywy głos Boga. I często nie jest to łatwe dzisiaj, w świecie, który jest w dużej mierze zsekularyzowany i obojętny na życie zakonne. Z jednej strony wymaga od nas intensywnych poszukiwań duchowych, pogłębienia Ewangelii a jednocześnie z drugiej strony, wymaga od nas świadectwa i przekazywania słów i tekstów Pisma Świętego w życie współczesnych ludzi. I wymaga to konfrontacji z problemami dzisiejszego społeczeństwa, które często tak bardzo różnią się od tych sprzed 30 lat. Nasze działania, nasze reakcje i odpowiedzi na nie muszą być różne. Nie ma gotowych, trwałych rozwiązań, wszystko jest w ciągłym biegu i ciągłej zmianie. Również, a może i szczególnie życie religijne. Ponieważ nawet jeśli zmieniają się zewnętrzne formy i okoliczności, nasza wewnętrzna misja pozostaje zawsze taka sama! I dlatego właśnie zakonnicy są powołani do tego, aby być prorokami przez cały czas, tzn. widzieć teraźniejszość ze wszystkimi jej potrzebami i problemami w świetle Boga i z tej perspektywy dawać odpowiedzi i rozwiązania, które często nie są zrozumiałe, wyśmiewane, a nawet zwalczane. Ale świat czeka i oczekuje tego od nas: "Zadaniem życia zakonnego... jest przetłumaczenie wielkich kwestii życiowych na język wszystkich dziedzin życia... Czy dzisiaj samo życie zakonne jest wystarczająco religijne, aby powrócić do Ewangelii, zamiast koncentrować się na instytucjach, które kiedyś najbardziej ją charakteryzowały, ale które w nowej epoce są zakotwiczone gdzie indziej i są częścią kultury, a nie proroctwem dla niej? Cdn. S.M. Petra Ladig